Co jest pravda?

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Przed Bożym Narodzeniem pojechałem do Kraju Bezbożnych. W Mekce Ateizmu wszedłem do swojej Świątyni Niewierzących, gdzie króluje Kapłanka Sceptycyzmu, i zostałem na dłużej. Mówię o tym, że przed świętami pojechałem do Czech. W Pradze wszedłem do mieszkania tłumaczki moich książek na czeski pani Heleny Stachovej i przebywałem tam cztery dni.

Drugiego dnia pobytu miało miejsce ciekawe zdarzenie. Między winylowymi płytami objawiło się kilka stron ze starego skoroszytu. Pożółkłych i zapisanych piórem. Pani Stachova powiedziała, że to charakter pisma jej mamy lub dziadka. Bardziej dziadka.

Tekst miał tytuł.

A tytuł mnie olśnił.

Brzmiał: „Co jest pravda?”.

(W dawnym języku czeskim zamiast dzisiejszego „je” używano „jest”. To są te momenty, kiedy Czesi, słysząc polski, mają wrażenie, że jest on archaiczną wersją czeskiego).

W lewym górnym rogu widniała adnotacja: „przepisane z felietonu Jar Pol 18 sierpnia 1889”.

– Dziadek przepisywał to, co chciał, żeby weszło mu w krew – powiedziała gospodyni, co znaczy, że robił to, aby coś lepiej zapamiętać. Może musiał zwrócić komuś oryginalną gazetę z tekstem, a chciał go czytać na głos znajomym?

Był wieczór, podstawiłem kartki pod starą lampę i zrobiłem im klimatyczne zdjęcie. Wysłałem je przyjaciołom. Wszyscy są z Polski, co jest akurat ważne. Pochwaliłem się, że do mnie – poszukiwacza prawd, siedzącego na biedermeierowskiej leżance w pokoju muzycznym starej praskiej willi – nagle dotarła prawda sprzed 128 lat. Jakby na mnie czekała.

„Ale to jest mega! Wierzę w przeznaczenie. Że takie momenty nie są przypadkowe. To znaczy, że ty masz tej prawdy szukać” – nadeszła pierwsza reakcja z Polski od Tomasza G. Hanna K. spytała, czy nie powinienem zrewidować swojego stosunku do Wielkiego Scenarzysty. („Myślę, że już czas…”). Filip Ś. zauważył, że owa metafizyka ma swoje źródło, które niepotrzebnie lekceważę. Julia J. napisała, że to niewiarygodne i Bóg musi być reporterem, skoro tak mi pomaga.

Przy obiedzie – w lokalu Pod Ślepą Kotką – opowiedziałem o tych reakcjach pani Helenie. Była zdumiona. Przecież dopóki coś da się wyjaśnić naturalnie, po co odwoływać się do zjawisk nadprzyrodzonych? Czy zdarzeniom prozaicznym nie przykładamy nadmiernego znaczenia?

– To był przypadek – stwierdziła autorytatywnie. – Mogłam przecież w latach sześćdziesiątych włożyć te kartki między płyty. Albo zrobiła to mama. Czy sądzisz, że kiedy się rodziłeś, ktoś zaplanował, że znajdziesz je za 50 lat? Dla jednego słowa? Czy może ten ktoś, jak zobaczył, że jesteś w moim pokoju, przypomniał sobie, że te kartki tam leżą, i teraz wysunął ci je z płyt? Postscriptum

„Otóż, co jest prawdą? Tak pyta każdy, kto o niniejszym wydarzeniu z tajemniczego życia góry Blanik posłucha…” – pani Stachova zaczęła czytać na głos wyblakłe zdania.

Blanik to góra, w której śpi ponoć święty Wacław i jego rycerze. Obudzą się, kiedy kraj będzie potrzebował ich pomocy.

W 1886 roku niejaki Vaclav Podbrdsky, kamieniarz, zaskarżył swojego pracodawcę, że 18 lat wcześniej nie zapłacił mu za pracę. Ciosał kamienie na Blaniku, skąd spadł w niedostępne skalne szczeliny i został uznany za nieżywego. Inni robotnicy widzieli jego krwawe ślady na skałach i kawałek czaszki z rozpryśniętym mózgiem. Jednak po 18 latach Vaclav Podbrdsky powrócił. Rozpoznali go bracia i siostry, ich żony i mężowie oraz sąsiedzi i przywitali radośnie jako cudownie ocalonego od śmierci. Sprawa przybrała zaskakujący obrót. Sąd spytał, gdzie Podbrdsky przebywał przez te lata, bo przecież nie odbył służby wojskowej. I jako zbieg musi ponieść konsekwencje. Odparł, że pamięta, jak jego głowa uderzyła o skałę i rozpadła się. Więcej nie pamięta, ale zaległą pensję zapłaconą mieć musi!

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.