Nie tworzę, ale chłonę

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Bronisław Cieślak Małgorzata I. Niemczyńska

Aczym się tu chwalić? – pyta mnie Bronisław Cieślak, porucznik Sławomir Borewicz z serialu „07 zgłoś się”, a potem poseł SLD (w realu). – Mieszkam teraz na wsi. Jestem człowiek wycofany, choć nie mówiłbym o emigracji wewnętrznej, bo oglądam w telewizji, co się dzieje na tym najwspanialszym – podobno – ze światów.

– A przynajmniej najlepszym z możliwych – zauważam w imieniu niemieckiego filozofa Gottfrieda Wilhelma Leibniza.

– Jeśli miałem kiedyś marzenie, żeby ten świat zmienić, to niestety mi przeszło. Jednej dziennikarce, gdy zapytała późnym latem, co robię, odparłem: „Leżę pod gruszą na dowolnie wybranym boku”. Była tak młoda, że nie wiedziała, o co chodzi [dla nie dość starych: to z piosenki Maryli Rodowicz]. A koledze raz rzekłem: „Biję się z myślami”. I wie pani co? Zapytał, kto wygrywa!

– I kto?

– No ja, bo to moje myśli. Ale czasem brak mi optymizmu, gdy się przyglądam rzeczywistości: tu Trump, tam okupacja Sejmu... Raczej konsumuję – nie wydzielam. Nie tworzę, ale chłonę. Niesłychanie jestem ciekaw, co to będzie, dlatego co drugi, trzeci dzień jeżdżę do Krakowa na basen, żeby nie zardzewieć, dożyć i zobaczyć.

A poza tym sprzątam. Całe swoje długie i ruchliwe życie wrzucałem do przepaścistych szuflad co popadnie – zrobił się groch z kapustą. Jak coś teraz znajdę, to czasem mnie zatyka. Otwieram paczkę, którą na wstążkę zawiązała moja mama, zanim zmarła. A tam jej korespondencja z ojcem z czasów, gdy miałem się urodzić. Listy mają hitlerowskie znaczki, są ocenzurowane. Jestem rocznik 1943. Ojciec siedział wtedy u Niemców w więzieniu. Wprawdzie nie w obozie, ale mama bała się, że nie wróci – czytam to między wierszami. W tych listach wspólnie się zastanawiają, jak mi dać na imię. Ojciec miał Bronisław. I czytam, że ja – być może urodzony jako pogrobowiec – też będę Bronisław. On wrócił, gdy miałem osiem miesięcy.

Od kilku lat dwa różne wydawnictwa namawiają mnie na książkę. Taka uparta pani dzwoni średnio co pół roku. Ale nie mam na to ochoty. Po południu żona wraca z pracy, odwiedzają nas czasem goście, rozmawiamy, na święta przyjeżdża rodzina. Jest pysznie, gdy panuje tu cisza. Nawet psa już nie mam od wiosny, bo odfrunął do krainy wiecznych łowów.

Skoro o zwierzęciu, znów się muszę wtrącić: – A wie pan? Mój kot miał się nazywać Borewicz.

– I co się stało?

– To samo co z Kopernikiem: okazał się kobietą.

– Jak już tak pani o tym moim Borewiczu prehistorycznym – nie widziałem, ale mi życzliwi donieśli, że na którymś z przedświątecznych numerów „Trybuny” ukazały się trzy zdjęcia: Sean Connery z podpisem „007”, moja gęba z podpisem „07” i Zbigniew Ziobro z podpisem „zero”. Gdyby wybory były jutro, naprawdę nie idę, bo nawet na Partię Razem już mi się nie chce głosować. Na Nowoczesną też nie. Nic mi się nie podoba. Aż tak musi spsieć to wszystko? PS Kot się nazywa Borówka (rodzaj żeński od Borewicz).

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.