Genialny przyjaciel

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Najlepsze Dokumenty Roku - JAROSŁAW MIKOŁAJEWSKI

i prowadziłem tam Instytut Polski. Nie tylko wtedy, gdy zapraszałem go jako oficjalnego gościa. Także, kiedy chciał przyjechać po święty spokój i radość patrzenia na świat w udanym wydaniu.

„Lubię – powiedział kiedyś – że się ciągle uśmiechasz”. Tak pewnie to musiało wyglądać: dwóch facetów, siedemdziesięcio- i prawie pięćdziesięciolatek, siedziało na Piazza Navona czy przy stoliku baru Antonini, pod Instytutem, nad Tybrem, coś tam pili, gapili się z absurdalnym uśmiechem i co jakiś czas wybuchali śmiechem.

Lecz gdyby ktoś popatrzył przez chwilę dłuższą, zobaczyłby może, że ten starszy miał na oczach melancholijną mgiełkę. I uśmiech onieśmielenia... Wydałem kiedyś antologię poezji włoskiej XX wieku. Pilnie przeczytał i powtarzał, że największe wrażenie zrobili na nim nie nobliści Montale czy Quasimodo, tylko Cesare Pavese i Camillo Sbarbaro. Ten pierwszy – z powodu wrażliwej precyzji, z jaką nazywał uczucia. Ten drugi – przez łatwość wzruszeń. Przez osobistą bezbronność wobec ich przepływu. Pisał Sbarbaro między innymi:

Gdy słucham ballad ślepego żebraka, gdy zalśni szyja spod rozwianych włosów, głupich łez strugi ciekną z moich oczu...

Rysiek wielbił to poetyckie wyznanie. Sam czuł się coraz bardziej bezbronny wobec urody i bólu świata, a raczej ludzi...

Kto by na nas patrzył przed kawiarnią na Piazza Navona, zobaczyłby choćby i to, że ten starszy, uśmiechnięty mężczyzna kiedyś nagle zaszlochał. Lubił patrzeć na buty – najpiękniejsze, jak uważał, buty włoskie. Podziwiał ich styl i miękkość. Aż przypomniały

Zachodni reporterzy: „Nam dawali kupę pieniędzy i szliśmy do hotelu. Tobie nie dawali nic, więc szedłeś do wioski”

Najczęściej spotykaliśmy się chyba, kiedy mieszkałem w Rzymie

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.