Koszalin nie do ogrania

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Danielewski Springer - Filip Springer

Podszedł do mnie po spotkaniu autorskim. Z pewną taką nieśmiałością zapytał, czy mam jakieś plany na wieczór, bo jeśli nie mam, to on z żoną zaprasza na kawę. Wymówiłem się, bo jeszcze tej samej nocy wyjeżdżałem do Warszawy. Spotkałem ich w kawiarni, do której wpadłem w drodze na dworzec, by wziąć kawę na wynos. O tej kawiarni napisałem w książce. Wisi tam wielka mapa świata. Rok wcześniej zapytałem tu obsługę, dlaczego nikt na tej mapie nie zaznaczył Koszalina. Tym bardziej że kawiarnia nazywa się Mondo, czyli świat. – Świat to jest gdzie indziej – powiedziała mi baristka. – W Koszalinie za dużo świata nie ma.

Poszedłem więc kupić kawę i sprawdzić, czy coś się zmieniło. Koszalina na mapie jak nie było, tak nie ma, ale za to na ścianie przy wejściu wisiały cztery dumne zegary pokazujące lokalny czas: w Limie, Koszalinie, Nairobi i Katmandu. No i byli oni. Gdy mnie tam zobaczyli, od razu zaczęli się śmiać. – Szliśmy tu i mówiłem do żony, że cię tam na pewno spotkamy – mówił on. – No i wchodzimy i jesteś.

Studiowali w dużych miastach, on informatykę, ona farmację. Ale poznali się w czasach liceum tu, w Koszalinie. Jeszcze podczas studiów wyjechali do Stanów. Na staże. Dolina Krzemowa, Seattle, Nowy Jork. Same wielkie firmy. Wszędzie po kilka miesięcy, żeby się tym wielkim światem nasycić. On dostał propozycję pracy, ale nie chcieli tak od razu podejmować decyzji o wyprowadzce za ocean. – Postanowiliśmy dać temu Koszalinowi szanse – mówi – w końcu to nasze miasto. Lubimy je.

Wrócili w czerwcu. Dali sobie kilka miesięcy na sprawdzenie, czy im ten Koszalin nadal leży.

– I leży? – pytam.

– Tylko się pilnuj, żeby samych smętnych rzeczy nie mówić – śmieje się ona, ale on się niezbyt pilnuje.

– Na razie skłaniamy się ku temu, żeby stąd jednak wyjechać – mówi. – Takie nas wrażenie tutaj ogarnia, że Koszalin nie przewiduje naszego istnienia.

Największy problem mają ze znajomymi. Że ich w sumie nie mają. – Wróciliśmy tu po pięciu latach, wszyscy przyjaciele z liceum wyjechali stąd na studia i już tam w świecie zostali – mówi ona. – Liczyliśmy, że nawiążemy jakieś nowe znajomości.

Z tym jest jednak kłopot. Ich rówieśników po prostu tutaj nie ma. Kupili sobie ostatnio planszówkę na długie zimowe wieczory. Dopiero po otwarciu pudełka odkryli, że można w nią grać tylko w sześć osób. Z trudem pozbierali pięć, szóstej nadal od kilku tygodni szukają.

– Na razie jeszcze wierzymy, że sobie w tę grę tutaj w Koszalinie pogramy – mówi ona – ale też mamy świadomość, że taką grę można zabrać ze sobą, gdziekolwiek się chce.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.