Pokój obok

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Nieznajomy młodzieniec z Houston, którego zagadnąłem w Warszawie, ucieszył się. Powiedział mi, że jego polska babcia czyta tę rubrykę i właśnie odnalazła – zaginiony dawno temu – złoty sygnet. Urodziła się w roku 1929, więc pretekst z sygnetem wydał mi się idealny do sięgnięcia po prawdę. Zwłaszcza że prawd z perspektywy 88 lat życia mamy jak na lekarstwo. Zacząłem wpisywać babcię Jana Gajewskiego do Google’a: „Maria Łuszcz…”, a system od razu podpowiedział mi Marię Łuszczkiewicz-Jastrzębską. Polską artystkę, która pracuje w ginącej już technice suchorytu. Otworzyły się zdjęcia z jej wernisażu „Rysunek myśli”.

Kobieta, która ryje swoje myśli suchą igłą w miedzianej płycie, na spotkanie przygotowała rekwizyty.

Złoty sygnet był ostatnim do omówienia.

Pierwszy – karteczka, którą ktoś wyrzucił na ulicy w Krakowie. Pożółkła, z nieczytelnym dziś tekstem, pisanym ołówkiem. Pani Maria czyta: „Zawiadomić Pierackiego 25 m. 8, że bracia Michał i Edward są na Montelupich”, i opowiada: – To byli bracia taty, aresztowani przez Sowietów. Jakiś dobry człowiek przyniósł nam ją do domu w 1945 roku. Mama zaraz wzięła koszyk z jedzeniem i poszła na Montelupich do aresztu. Z jakiegoś okienka, opowiadała, wyłoniła się głowa Ruskiego. Pani do kogo? Do więźniów. Tu nie ma więźniów, jest pusto. Spojrzała: pusto. I najgorsze, że w to uwierzyła.

Drugi – karteczka, którą ktoś wyrzucił z pociągu i wylądowała na nasypie. Pani Maria czyta: „Zawiadomić prof. Zolla, że Michał i Edward zostali 17.02. z Montelupich wywiezieni, jedziemy w niewiadomym kierunku. Minęliśmy Tarnów” i opowiada:

– Moja mama była Zollówna z domu, więc ktoś nam przywiózł tę kartkę. Obcy życzliwy człowiek fatygował się aż do Krakowa i nic za to nie chciał! Dokąd stryjowie jechali – wyjaśniło się jesienią, bo w drzwiach stanął Edward. Nie poznaliśmy go, taki zniszczony. Na stopach zamiast butów miał deski owiązane drutem. Powiedział, że ich, ziemian z Kieleckiego, wywieźli do łagrów, a Michał umarł. I więcej nie mówił nic. Nawet żonie.

Trzeci – to list, który przysłał w 1946 roku nieznajomy lekarz ze Skarżyska, pan Ruśkiewicz. – Pisze – odcyfrowuje pani Maria – że Michał umarł mu na rękach w Doniecku, a przed śmiercią prosił, żeby jego złoty sygnet dać najmłodszemu bratankowi, zaś złotą plombę – starszemu, czyli moim braciom. Potem te rzeczy poczciwie do nas przywiózł. I nic za to nie chciał!

Czwarty – ów sygnet. – Taki skarb – mówi pani Maria – a wsiąkł nam! Lata go nie było. Mama moja, jak miała 90 lat, przyznała się: wiecie, ja go kiedyś wyrzuciłam przez przypadek. Nadzieja przepadła. Ale teraz w październiku zmarł mój starszy brat. Robiłam porządek w jego mieszkaniu, zaglądam pod pulpit w sekretarzyku, między szufladkami – jest! Ani mama, ani brat nie wiedzieli, że tam leży. Proszę, pan go weźmie do ręki.

Fotografuję sygnet, a pani Maria oznajmia: – To jest, proszę pana, kropka nad tragedią tych ziemian.

– Pani Mario, ale ja nie mam kropki do pani prawdy, a i samej prawdy też jeszcze nie mam…

– To może przejdzie pan do pracowni? Syn mój pracuje w NASA i dał mi książkę o teorii liczb. Postanowiłam rysować tę teorię.

Nic z niej nie zrozumiałam – ale kto mi zabroni? Więc walczę. Bo rysunek nie może mnie pokonać, za to ja muszę pokonać rysunek…

– A co to za ciekawa szafka?

– Komoda na grafiki. Właśnie chciałam wyjąć te z teorią liczb. – A te karteluszki na każdej szufladce?

– Prawdy, które gdzieś przeczytałam, a jak wydały mi się ważne, przepisywałam i przyczepiałam pinezkami do tej szafki. Proszę sobie jakąś wybrać.

– „Rzeczy najcenniejsze w życiu ma się za darmo”.

– Widzi pan!

– Pani Mario, jestem bardzo zadowolony, a do tego odkryłem prawdę dodatkową: Jak nie znajdziesz prawdy w pierwszym pokoju, szukaj w pokoju obok.

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.