Denerwuję się Polską

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Stanisława Ryster Małgorzata I. Niemczyńska

Wyłączę tylko telewizor – mówi mi Stanisława Ryster, w latach 1975-2006 dystyngowana gospodyni teleturnieju „Wielka gra”. – W życiu nie zajmowałam się polityką. A teraz dostaję jakiegoś amoku! Czy myśmy wszyscy zgłupieli? Rano włączam TVN24, do TVP nie mam nerwów. Kiedyś trafiłam na „Wiadomości” – i jakbym była w innym świecie! Nie dość, że oni wszyscy kłamią, to jeszcze są brzydcy. Wcześniej mnie w ogóle nie interesowało, z jakiej ktoś jest partii lub na kogo głosował. A teraz wchodzę w towarzystwo, pociągam nosem i myślę: „O, ten mi pachnie PiS-em”. Jaką ten Kaczyński musi mieć charyzmę? W żadnej partii Polacy nie byli tak posłuszni. Nigdy!

– To mnie pani zaskoczyła – przyznaję. – „Wielka gra” była kompletnie apolityczna. Przez te wszystkie lata władzom PRL tylko trzy razy udało się narzucić temat.

– Bo jeden facet od nas chciał być bardziej papieski niż papież. Miałam np. taki temat na eliminacje „Gady dawniej a dziś” – chodziło o prehistoryczne i współczesne. A to było jakoś przed wyborami. Powiedział mi: „Zmień ten temat, bo gady się będą kojarzyć”. Co się komu kojarzy? Chyba zwariował. A tak nie miałam żadnych kłopotów. Cenzor rezydował w telewizji na stałe, żeby dziennikarze nie musieli latać ze wszystkim na Mysią. Przychodziłam do niego, żeby ocenzurować pytania, a on mi mówił: „Pani Stasiu, po nagraniu!”. Bo chodziło tylko o pieczątkę w teczce.

– Chciałam pytać, co pani robi, a tu widzę, że odpowiedź jest jedna: „Denerwuję się”.

– A żebyś wiedziała! Najbardziej to mnie denerwuje, że w telewizji słyszę okropną polszczyznę: dykcja i błędy gramatyczne wołają o pomstę do nieba! Poza tym nic się specjalnego nie dzieje. Na emeryturze obsługa własnej osoby zabiera dużo czasu. Rozmawiam często z wnukami, ludzie wciąż mnie poznają na ulicy... Nawet jak sobie zrobię spis, co mam jutro załatwić, to rano wstaję i myślę: „Przecież nie muszę!”. Mogę robić, co mi się żywnie podoba. To jeden plus. A drugi jest taki, że nie muszę już być w TEJ telewizji.

– Rok temu mówiło się o pomyśle, żeby „Wielką grę” reaktywować.

– I chwała Bogu, że nie reaktywowali, bo to by była moja psychiczna klęska. Miałam telefon, ale odmówiłam. Moi zawodnicy też się zachowali cudownie, zresztą z wieloma mam kontakt do dziś. Dzwonią, składają życzenia, dostaję kwiatki. Zawsze to powtarzałam: ludzie, którzy przyjeżdżali do „Wielkiej gry”, nie wiem, skąd spadli. Kulturalni, nigdy się nie kłócili, szanowali się nawzajem. Jak ktoś ściągał na eliminacjach, to był ewenement. I oddźwięk też był wspaniały. Gdy laureat wracał do siebie, był honorowany. On wygrał w „Wielkiej grze”! A czy teraz komuś imponuje wiedza? Ludzie jeszcze oglądają „Milionerów”: „Czy kot ma cztery łapy, trzy czy dwie?”.

– No i: „Czy jesteś pewny?”.

– Niech taki program też będzie, proszę bardzo! Ale ja dostałam dyspozycje: „Proszę odmłodzić publiczność” – a potem to nawet ekspertów. Do „Wielkiej gry” przychodził, kto chciał. Miałam nie wpuszczać, bo pan wyglądał staro? Czy stary człowiek to wyrzutek społeczeństwa? Cieszę się, że akurat tym już się nie muszę denerwować.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.