Zepsuci ludzie i Malinowy Król

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Varga - Adriana Rozwadowska

Droga nr 61 z Warszawy na Ostrołękę, w pobliżu Doliny Dolnego Bugu, zjeżdżamy nad Narew. Zatrzymujemy się w małej Wierzbicy.

Przed nami wyrasta gargantuiczna truskawka. Czerwony owoc w żółte kropki poległ na boku. Jakieś pięć metrów wysokości, zielona niegdyś szypułka przerdzewiała, północny bok porósł mchem.

Kto ją tu przywiózł? Dlaczego porzucił? Zbudowanie tak wielkiej blaszanej truskawy nie mogło być proste ani tanie. A transport? Pewnie dźwigiem. Pytania się mnożą.

Jeszcze pięć lat temu dumnie prężyła się na pręcie – stoi zresztą na nim do dziś, już tylko na mapie Google Street View, a przy niej napis „Gospodarstwo Rolnicze Sadpol”.

Należało do potentata w branży owoców Janusza Glinieckiego, zwanego Malinowym Królem, który nie miał szczęścia do ludzi.

Gdy latem 2004 roku średnie bezrobocie w Polsce sięgało 19 proc., w pobliskim Krajkowie, Raciążu i Kocięcinie było jeszcze wyższe. Stamtąd pochodziły Elżbieta, Jolanta i Natalia, pozujących do zdjęcia w „Tygodniku Ciechanowskim”, którego archiwalny numer oglądam. To dziewczyny buntowniczki. Stawka za zebranie koszyczka truskawek – w polu, na kolanach, w słońcu czy w deszczu – została wtedy obniżona z 30 do 17 groszy za pojemnik. Czarę goryczy przelać miały wyzwiska.

– Bojownicy od siania zamętu. Cieszę się, że wreszcie oczyściliśmy firmę z ludzi, którzy nie byli nam potrzebni – podsumował szef Sadpolu po odejściu kobiet. I jeszcze dorzucił, że wśród nich byli alkoholicy. Minęło dziesięć lat, zmieniło się wszystko. Polska na dobre rozgościła się w Unii i suchą stopą przeszła przez kryzys finansowy, ale prezes wciąż miał pecha do pracowników, czego dowody ujawniał na łamach prasy:

„Ludzie są już zepsuci do szpiku kości. Czekają na mannę z nieba. Pozabierać im dodatki i zasiłki. Wtedy może ruszą palcem w bucie. A jeszcze, że dniówka to nawet 100 zł, a tamci nie chcą”.

Tamci liczyli: jeśli za łubiankę mają 1,5 zł, to nierealne byłoby zarobienie 100 zł. Nie pomógłby nawet długi kurs coachingu z motywacji pracowników. A jeszcze prezes miał odciągać z tego opłatę za dowóz autokarem na pole. W Sadpolu takie wyliczenia uznawano jednak za złe języki.

Malinowy Król ma w końcu dość. Kończy z ludźmi i truskawkami. Przerzuca się na porzeczki, bo te można zbierać kombajnem.

Rok 2016. Materiał Polsatu: „Plantatorzy nie są już w stanie podnieść wynagrodzeń pracowników sezonowych, a Polacy z powodu 500+ nie chcą już wykonywać takiej pracy”.

Znaczy, że nic się nie zmieniło od czasu buntowniczek z Sadpolu, ludzie pozostali leniwi, teraz nawet bardziej. Mimo że stawka, o której mowa w materiale Polsatu, to 8, a nawet 10 zł za godzinę. To wprawdzie poniżej płacy minimalnej, ale i kres możliwości przedsiębiorcy.

Polska jest liderem wśród krajów Unii w produkcji truskawek i mebli, a na świecie jesteśmy w pierwszej dziesiątce. Średnia płaca w przemyśle meblarskim? Przeciętnie jakieś 1000 zł niższa niż średnia krajowa.

Upadła truskawka przywiodła mi na myśl odwiedziny u jednego z najbogatszych Polaków, właściciela fabryki mebli na – a jakże – ścianie wschodniej. Jest taka dziwna zależność, że w branżach, w których ludzie pracują najciężej za najniższe stawki, pracodawcy mają o nich najgorsze zdanie. Co pewnie działa w dwie strony.

Producent mebli utyskiwał na brak rąk do pracy, pochwalił pracowników z Ukrainy, potem pozwolił sobie na szczerość.

– Droga pani, ja jak dostaję pismo od związków zawodowych, to je biorę tak, o, w dwa palce, pyk, drugą otwieram, pyk, o, i tam je wrzuuucam – pokazał, a przy „uuu” wyobrażone pismo wpadało do szuflady, którą realnie już zatrzasnął.

– Długo ono leży w tej szufladzie? – Tyle ile trzeba. Związki zawodowe to są wichrzyciele. Ale pani tego nie napisze. Albo napisze, a ja i tak wykreślę w autoryzacji. Cha, cha. Jakie ma pani jeszcze pytania?

Polska stoi truskawkami i meblami, bo jest liderem w branżach, w których konkurujemy niskimi kosztami pracy. Jaki mają wybór pracownicy na ścianie wschodniej? Mogą z truskawek iść w meble. Albo odwrotnie.

Zanim następnym razem powiemy: „W Polsce na dobre rozgościł się rynek pracownika”, zapytajmy sami siebie: „Gdzie? O czym ja mówię?”. Czy w Sopocie z 2,8 proc. bezrobocia, czy w Ciechanowie z 14 proc.? A może w Makowie Mazowieckim, gdzie jest 20 proc., lub w Szydłowcu, gdzie bezrobotnych jest niemal 30 proc.? I w jakiej branży?

Niestety nie wiemy, czy truskawka z Wierzbicy upadła pod wpływem wichury, czy przewrócił ją ze złości sam właściciel.

Niemniej sezon na ten owoc zaczyna się w maju. Smacznego!

Związki zawodowe to są wichrzyciele. Ale pani tego nie napisze

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.