Narkoman rozmowy

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Przemoc Domowa W Dobrym Domu -

jak wy dzisiaj. Teraz każdy papla do każdego: „ty” albo „słuchaj...”. Ale wtedy? Pan Piotr mówił „panie Janie”, bo nie znał mnie za bardzo, a ja też nie wyobrażałem sobie, żebym mógł mówić do niego inaczej niż „panie Piotrze”. Potem uznaliśmy, że ta forma najlepiej nam odpowiada.

Co było między panami – szacunek, braterstwo?

– Męska przyjaźń, czyli taka miłość, tylko bardziej odpowiedzialna. Mało się mówi o przyjaźni męskiej, a jeszcze mniej o przyjaźni męsko-damskiej. Zazwyczaj ludzie sprowadzają to do seksu, czasami kończy się miłością. Ale ja właśnie miałem całą noc już na miejscu, a potem jeszcze na balkonie przez cały dzień. W końcu zdrzemnęliśmy się godzinę, żeby dalej znów rozmawiać. Rozmowa niesłychanie rozwija, bywa aktem twórczym, podobnie jak lektura. Można coś usłyszeć, wypowiedzieć się. Choć podobno nie z aktorami – tak uważał pan Piotr. On mi powtarzał, że z aktorami się nie sypia, nie jada i nie rozmawia, można ich tylko czasami podziwiać.

No, ale pana podziwiał?

– Jego stosunek do mojego aktorstwa był złożony. „Ja pana lubię jak konwalie, a konwalie bardzo lubię. Ale aktorem jest pan formalnym”. To nie był komplement, – Ale co pani mówi! On nie miał żadnych nałogów, to zawracanie głowy. Pan Piotr był człowiekiem, który nigdy nic nie czytał – żadnej gazety, a wszystko miał przeczytane. Co z tego, że pił, skoro pamiętał każde wypowiedziane słowo już zawsze? Wyciągać go z takiej przyjemności jak picie wódeczki – bzdura!

Pan Piotr był wolny. Pił nie dlatego, że był uzależniony, ale dlatego, że to lubił. Żył tyle, ile trzeba, i już. Co byśmy tym zresztą zdziałali – przedłużylibyśmy jego życie o pięć lat czy o dziesięć? I po co?

Co pana w nim irytowało?

– Ach, mnóstwo jego zachowań irytowało mnie okropnie. Pan Piotr cechował się brakiem umiaru, również w kwestii talentów. Za duża zdolność do interesów, za duża zdolność do języków, za dużo inteligencji. Wymęczył mnie nadmierną ciekawością. Denerwował, bo mnie okłamywał. Ale ja jego też, jak się dało. Posługiwaliśmy się fikcją, która ma to do siebie, że działa w interesie zarówno opowiadającego, jak i słuchacza. Jednak opowiadanie nieprawdy było naszą specjalnością – skoro była tylko piękniejsza od prawdy...

Potrafiliśmy sobie wymyślić temat wieczorem – np. filmy Wajdy. Ja mówiłem krytycznie, on mówił z zachwytem. A potem zamienialiśmy się rolami. Najzabawniejsze było, jak pan Piotr był przygotowany, żeby mówić „na tak”, a ja zaczynałem piać z zachwytu – wtedy on się gubił.

Nikt go nigdy nie zastąpił?

– Nikt już taki nie będzie, wyjątkowej przyjaźni nie da się powielić. Nie będę się przecież z każdym zaprzyjaźniał. Płacę za to teraz cenę bólu i tęsknoty, którą płaci się za dostąpienie niezwykłego daru. Szukanie innej przyjaźni byłoby nieeleganckie.

Eleganckie były wasze kapelusze. Skąd się wzięły?

– Nie wiem. Nakrycie głowy u Żydów coś chyba oznacza. Ja z kolei nie lubię, kiedy mokną mi włosy, oraz uważam, że kapelusz obok dżinsów to rzecz najpiękniejsza, jaką mogła stworzyć ludzkość w dziedzinie mody. Zresztą przywoziłem mu z podróży mnóstwo kapeluszy a on je ciągle gubił.

Takie mu pan robił prezenty?

– Czasem najprostsze i najbiedniejsze. Pan Piotr nic nie posiadał. Jeśli zarobił zachodnie pieniądze, to się ich wyzbywał. Nie wiedział, co z tym zrobić. Wykułem o nim taką definicję: „Pan się wyzbywa pieniędzy, bo gdyby pan je miał, okazałoby się, że pan jest skąpy”.

Jemu się to bardzo spodobało.

A był skąpy?

– Ale skąd… Kiedyś wróciłem z Łodzi, a pan Piotr zapytał: „Zarobiłeś pan pieniądze?”. „No, zarobiłem”. „A ile?”. „A co to pana obchodzi?”. „No, powiedz pan…”. „A milion zarobiłem”. „Daj mi pan połowę”.

A kiedy dałem, zaprosił mnie na kolację do Wierzynka.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.