Nie zadzieraj z Teksasem

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Ostatni Skok -

Duma

Terri skończyła college, została nauczycielką. Wyszła za mąż za Stevena, najlepszego przyjaciela Jeffa. Urodził im się pierwszy syn.

– Wtedy – opowiada dalej Terri – poglądy miałam naturalne.

– Czyli jakie? – dopytuję.

– Zgodne z tym, jak mnie wychowano. Myślałam tak jak wszyscy. To dawało spokój. A teraz co? Zakwestionowałam większość rzeczy, których mnie nauczono. Zmieniam się, zadaję sobie pytania. To przynosi lęk – Terri nerwowo skubie zimnego już hamburgera z podwójnym serem i frytkami, którego podał jej Steven, smukły, dobrze zbudowany, w czapce bejsbolówce i ciemnych okularach, wyglądający znacznie młodziej od zmęczonej żony (– To optymista – powie o nim Terri. – Od 20 lat wierzy, że nasz koszmar już wkrótce się skończy).

Za plecami huczy sześciopasmowa autostrada, ciężkie pikapy dudnią po betonowej nawierzchni. Z głośników przed przydrożną jadłodajnią przekrzykują nas slogany reklamowe: „Nowość: hamburger z kandyzowanym podwójnym bekonem, czy jesteś w stanie wyobrazić sobie coś smaczniejszego?” albo wyzwania dla prawdziwych kowbojów: „Jeśli w godzinę zjesz dwukilogramowy stek, nie zapłacisz za niego ani centa”. Na kontenerach do śmieci mieni się w słońcu słynne hasło: „Dont mess with Texas” [nie zadzieraj z Teksasem]. Terri sięga po keczup do frytek, na którym tłustym drukiem napisano: „Proudly made in Texas” [Z dumą zrobione w Teksasie].

W szkołach śpiewa się dwa hymny: narodowy i stanowy. Przed urzędami, na tej samej wysokości, powiewają dwie flagi: amerykańska i „samotna gwiazda”. Jedyny stan, który posmakował niepodległości, pielęgnuje swoją odrębność. Lokalny patriotyzm to kapelusze z szerokim rondem, kowbojskie buty, rodea i – największa świętość – otwarty dostęp do broni palnej (z rewolwerem w kaburze można wejść na sale wykładowe i do szpitala dla psychicznie chorych).

– Nasi ludzie wierzą w twarde prawo. I że litość dla przestępców jest oznaką słabości – uzupełnia Terri. Rodzina i przyjaciele Jeffa Wooda wspólnie z przeciwnikami kary śmierci złożą gubernatorowi Teksasu petycję z 10 tysiącami podpisów, by odroczył wyrok Jeffa. Sierpień 2016

Najłatwiejszy na świecie skok

Gdyby w 1996 roku nie nastąpił dzień 2 stycznia, nadal byłaby jak oni. – I nigdy bym nie uwierzyła, że moje państwo, które kochałam od dziecka, będzie tak oszukiwać – mówi gorzko. – Że politycy, prokuratorzy staną się moimi wrogami. Że będą z nami walczyć bezwzględnie i nieczysto. Że będą chcieli zamordować mojego brata.

2 stycznia 1996, po 6.00 rano, brat Terri, 22-letni Jeff Wood razem ze swoim współlokatorem Danielem Reneau podjechali pod stację benzynową w Kerrville. Jeff został w samochodzie, Danny wszedł do środka. Wyciągnął rewolwer i strzelił sprzedawcy między oczy.

Donośny głos Terri łamie się na chwilę. – Nie mogę sobie darować, że pozwoliłam mu wyprowadzić się od rodziców – mówi cicho.

W 1995 roku mieszkali jeszcze wszyscy razem w brzydkim miasteczku pod San Antonio, w trzypokoleniowym domu, ciasno, za to bezpiecznie. Terri wiedziała, że jej o rok młodszy brat nie jest w stanie unieść odpowiedzialności za samodzielne życie.

– Ma IQ 80 – tłumaczy. – Nie umie przewidzieć konsekwencji swoich działań.

W czterotysięcznym Devine ciężko było z pracą, a Jeffowi urodziła się córka. Jego dziewczyna Nadia chciała lepszego życia. Przenieśli się do Kerrville, trochę większej dziury w centralnym Teksasie. Zamieszkali w domu po dziadkach. By jakoś związać koniec z końcem, wzięli współlokatorów: młodszą siostrę Nadii i jej nowego chłopaka. Daniel Reneau, krótko ostrzyżony dwudziestolatek o piwnych oczach i bezczelnym spojrzeniu, całymi dniami snuł się po domu. Znikał wieczorami. Jasne było, że szuka kłopotów.

Terri przyjechała z prezentami pod choinkę, a w salonie półtoraroczna córka Jeffa bawiła się rewolwerem. – Nie jest naładowany – bagatelizował Danny. Krzyczała, że zawiadomi odpowiednie służby. Wtedy przyłożył małej broń do głowy. – Puścisz parę z ust, to zastrzelę was wszystkich – zagroził. – I zacznę od niej.

Rozmawiała o tym z bratem. Ten obiecał, że zrobi porządek z kłopotliwym lokatorem. Lecz Jeff był jak dziecko w ciele 90-kilogramowego mężczyzny. Od małego ćwiczony pasem, pod siłą i przemocą uginał się jak plastelina. Nie lubił Daniela, bał się go, ale spędzał z nim dużo czasu – mieli wspólny samochód.

Kręcąc się razem po mieście, marzyli o łatwych pieniądzach. – A może zrobicie na mnie napad? – zaproponował znajomy menedżer stacji benzynowej. Umówili się, że 1 stycznia 1996 roku, gdy kasy będą pełne po sylwestrze, upozorują rabunek i podzielą się zyskiem, a straty pokryje firma ubezpieczeniowa.

W Nowy Rok wieczorem Jeff i Danny siedzieli w starym pikapie pod stacją benzynową. Zwlekali z wejściem do środka. Zrezygnowali.

Dla Terri to koronny dowód, że jej brat nie chciał nikogo skrzywdzić. – Gdy plan się nie powiódł, Jeff i menedżer stacji odetchnęli z ulgą – tłumaczy. – Żaden z nich nie popełnił wcześniej przestępstwa. Tylko Daniel był wściekły.

Następnego dnia o świcie Jeff i Danny znów pojechali na stację. – Nie bierz ze sobą broni! – zastrzegł Jeff przed wyjściem z domu (zaświadczy o tym w sądzie jego dziewczyna).

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.