Kulturalny wieczór

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

NIGDY NIE BĘDZIESZ POLAKIEM – poinformował mnie neon nad wejściem na wystawę sztuki pt. „Późna polskość”. Natychmiast uświadomiłem sobie, dlaczego Polakiem nie będę: Bo nie mam dzieci. Bo nie mam żony. Bo oglądam porno. Bo nie obchodzę świąt państwowych, siedzę wtedy w domu i czytam.

Bo znam tylko pierwszą zwrotkę hymnu.

Bo nie znoszę czytać powieści Sienkiewicza.

Bo msza święta od dziecka mnie nudzi.

Wiem, że większości tych objawów mego organizmu nie da się zmienić. Mógłbym nauczyć się hymnu w całości, ale i tak go nie zaśpiewam, bo zaraz widzę siebie w nieszczęsnym połączeniu mojej egzaltacji z patosem okoliczności i mnie to śmieszy. Z makaronu armaty nie zbudujecie!

– Przecież piszesz ludziom książki po polsku… – z przygnębienia wyciągnęła mnie serdeczna koleżanka, aktorka Małgosia Potocka. – To jesteś Polakiem! – stwierdziła i zaprosiła na finał Festiwalu Beethovenowskiego do Opery Narodowej w towarzystwie profesorostwa Kołodków. W foyer, zanim jeszcze weszliśmy na widownię, z panem profesorem Kołodko obwąchaliśmy się literacko. – Grzegorz czyta! – oznajmiła Małgosia, co w dzisiejszej rzeczywistości brzmi, jakby powiedziała, że chodzi boso po Marsie – i tak pchnęła lawinę. Za dwie minuty wiedzieliśmy z panem profesorem o sobie wszystko. Wystarczyło tknąć Nobla:

– Le Clézio, mam go całego na półce – oznajmił. – „Pustynia” świetna!

– Beznadzieja i nuda – odparłem. – A zwłaszcza nuda. – Coetzeego czytam po angielsku, zwłaszcza „Hańba” genialna. – Genialna – zgodziłem się.

– Munro pomyłka – stwierdził profesor. – Przeczytałem wszystkie jej opowiadania i żadnego nie jestem w stanie opowiedzieć. – Ja też – przyznałem – bo nie czytałem żadnego.

Pani profesorowa Alicja Kołodko chciała nalegać, żebyśmy zachowali respekt wobec trzeciego dzwonka, ale nie mogła się wbić.

– Ale Jelinek niezwykła, prawda – upewniłem się, mając nadzieję, że to dla profesora oczywistość.

– Dno – stwierdził. – Za to ta Rumunka mieszkająca w Niemczech, o, to jest literatura!

– Herta Müller… no ja jakoś boję się tych jej historii.

– Ale reporterka z Białorusi… – ożywił się profesor. – To są książki!

– Aleksijewicz – powiedziałem. – Są, oj, są!

Przepełniony kulturą i snobizmem udałem się za profesorostwem na Brahmsa, który kończył festiwal Beethovena. Potem na raut. Przy marynowanych plasterkach ziemniaków podszedł do mnie nieznany mężczyzna, ubrany jak wszyscy – wytwornie. Nie przedstawił się. – Proszę pana… – zaczął – a ja miałem nadzieję, że zaraz rozpoczniemy rozmowę o Brahmsie lub przynajmniej o noblistach, więc przybrałem skupiony wyraz twarzy.

– …spytałem przed chwilą przy ostrygach pana Ryszarda Kalisza, jak długo jeszcze porządzi ten rząd.

– I co powiedział, bo też chciałbym wiedzieć – zainteresowałem się.

– Ma nadzieję, że niedługo.

– Ja też!

– Proszę pana, to w tej chwili najlepszy rząd na świecie! Dobrze, że ziemniaki były mięciutkie, bo może bym już nie żył. – Tego się właśnie obawiam – powiedziałem po przełknięciu. – I tego, że Kaczyński porządzi aż do swojej śmierci, i w tej sytuacji będę zmuszony z Polski emigrować.

– Czy pan uważa – mężczyzna spojrzał mi w oczy – że pan coś wnosi do literatury i Polska straci na pana wyjeździe?

– Nie – odparłem bez wahania.

– No widzi pan, to niech pan wyjeżdża.

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.