Z Ewą Winnicką rozmawia Wojciech Orliński

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Zagadka Barbary Piaseckiej-johnson -

Pieniądze nie dają szczęścia – wynika z twojej książki. Rozumowo akceptuję twoje argumenty, ale serce nadal tego nie rozumie. Wyjaśnisz mi to jak dziecku?

– Dlaczego nie chcesz uwierzyć w racjonalne argumenty? Dlaczego uważasz, że pieniądze dałyby ci szczęście? Czego po nich oczekujesz? Braku trosk materialnych. Wszystkie inne potrzeby mam zaspokojone...

– Natychmiast miałbyś inne, większego kalibru. Przygotowując się do tej książki, rozmawiałam z wieloma ludźmi o tym, jaki efekt na człowieka wywiera to, co spotkało Barbarę Piasecką: że nagle spada na ciebie bogactwo, i to nie jest taka sytuacja, jaką chyba opisujesz, że dostajesz milion czy dwa, przedterminowo spłacasz kredyt we frankach, kupisz samochód, trochę przehulasz, trochę zostawisz na czarną godzinę i wszystko wróci do normy. Chodzi mi o takie prawdziwe bogactwo, jak z bajki. Bardzo mi pomógł Andrzej Garapich, socjolog, który podsunął mi naukowe badanie o losach ludzi, którzy wygrali fortunę na loterii. Były bardzo podobne – przechodzili przez te same stadia, a na końcu było nieszczęście – narkotyki, depresja, samobójstwo. Może jak posłuchasz o ich losach, lepiej zrozumiesz, że pieniądze szczęścia nie dają?

Zamieniam się w słuch.

– Najpierw jest euforia. Jakbyś dostał skrzydła i unosił się kilka centymetrów nad ziemią. Wszystko w twoim życiu będzie teraz lepsze. Rzucasz pracę. Kupujesz piękny dom, o jakim zawsze marzyłeś, i odpowiedni do tego samochód, może dwa. Odbywasz wymarzoną podróż. Na razie jest świetnie, ale pieniądze rozchodzą się szybciej, niż planowałeś, a w dodatku ogarnia cię ambicja, żeby pokazać światu, jaki jesteś zdolny. Jako bogacz chciałbyś się poczuć jak wilk z Wall Street, a nie jak ktoś, kto po prostu wygrał na loterii. Samemu w biznesie nie dasz rady, więc bierzesz do pomocy wujka Wieśka, który się zna na interesach, bo handluje pomarańczami na bazarze. Oczywiście okazuje się, że wujek Wiesiek nie potrafi kontrolować kosztów ani negocjować dużych kontraktów, więc to się kończy katastrofą. Rozstajesz się z nim w gniewnej atmosferze i to jest ogólnie etap, w którym już przestaje być tak fajnie. Pieniądze znikają, jest frustracja, nic się nie udaje. Ktoś jest temu winny. Kto? Wiadomo, że nie ty, tylko twoja dotychczasowa rodzina i przyjaciele. Są tacy nudni, ograniczeni, nieładni. Nic ci nie dają, a sami ciągle czegoś chcą – ten na remont dachu, tamten na wesele chrześniaka. Chcesz gdzieś pofrunąć na tych skrzydłach, a oni cię ciągną do ziemi.

Zrywasz z nudnym wujkiem, który chodzi w dziurawych butach i ma brzydkie zęby, a wszyscy inni bogacze uważaliby go za wieśniaka. Rozwodzisz się z tą starą i pomarszczoną żoną. Nie potrzebujesz ich, bo masz już nowych, fajniejszych znajomych. Jak ty są bogaczami, ale w odróżnieniu od ciebie znają się na winach i na grze w golfa, mają nienaganne maniery. Imponują ci, chcesz być taki jak oni. Kolejne interesy robisz już z nimi. I to jest dopiero katastrofa, bo dla wilków z Wall Street od początku byłeś dorodnym jeleniem z ogromnym celownikiem wymalowanym na czole. Jeśli amator robi biznes z profesjonalistą, zazwyczaj profesjonalista wyjdzie z tego bogatszy, a amator biedniejszy.

Oglądałam ostatnio film „Gold” z Matthew McConaugheyem, niestety nudny, ale dobrze to pokazuje. Zaczyna się od tego, że facet odkrywa złoto gdzieś tam w Ameryce Południowej, robi biznes z wilkami z Wall Street i ani się obejrzy, a jest już bankrutem. W kolejną fazę taki szczęściarz z loterii wchodzi już nadszarpnięty. Nikomu nie ufa. Nie może dalej mieszkać w tym wymarzonym domu, sprzedaje samochody i co tam mu zostało. Ale powrotu do dawnego życia nie ma, bo żona, którą porzucił, ma już kogoś innego. Ci wszyscy, którym odmówił pożyczki, też chowają urazę. Nasz bohater ląduje więc w jakiejś klitce, samotny i rozgoryczony. Czuje się oszukany przez wszystkich i uważa siebie za największego pechowca. To właśnie moment na próbę samobójczą albo zatonięcie w nałogach. W niektórych krajach ludziom, którzy wygrali na loterii, przydziela się obligatoryjnie opiekę doradcy finansowego i psychologa, bo ten scenariusz powtarza się zbyt często.

Ech, a jak ja myślę o pieniądzach, to jednak wyobrażam sobie w pierwszej kolejności, jak pędzimy z żoną kabrioletem do Monte Carlo.

– Wydaje mi się, że fantazjujesz o góra 3 milionach. Co ja bym zrobiła z takimi pieniędzmi, też sobie potrafię wyobrazić. Ale miliarda już nie umiem. Wyobraź sobie teraz, że jesteś w sytuacji Piaseckiej: masz 32 lata i nagle z ubogiej emigrantki przeskakujesz do świata baśniowego bogactwa.

Z twojej książki wynika, że Piasecka była po prostu złym i głupim człowiekiem.

Ta idiotyczna rezydencja, którą sobie wymyśliła, to, jak pomiatała ludźmi, to obrzydliwe. Może ze trzy osoby wspominają ją dobrze...

– ...i to charakterystyczne, że są to tylko takie osoby, które nic od niej nie chciały. Piasecka nie bez powodu uważała, że wszyscy będą ją chcieli na coś naciągnąć. Ta jej postawa, którą otoczenie odbierało jako arogancję, była reakcją obronną. Chciała od razu ustawiać z wszystkimi relacje na dystans. No i śmiejesz się z jej pałacu, a ona właśnie tak wyobrażała sobie swoje nowe życie. Bajkę wyłożoną przywiezionymi z Europy zabytkowymi podłogami, kominkami i meblami.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.