Marzenie o ogórkach

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Ryzyko Ukryte W Książkach -

Z„Ze wszystkich polityków ciocia Maria najlepsze zdanie miała o Gorbaczowie: On nam Boga zwrócił. Dzięki niemu do Kazachstanu przyjechał polski ksiądz. I dzięki niemu ciocia Maria zjechała do Polski”. Zaraz po przyjeździe poszła na bazar. Nakupiła czereśni i jabłek, które w Kazachstanie były rarytasem. Zachwycała się: „Tu, na bazarze, ojoj, wszystko jest. Widzę, tu mięso drogie, a tu tańsze, a u nas jedna cena. Myślę: choć w Polsce mało pieniędzy, żyć można”.

Tak o rodzinie Brodowskich, którzy w prawie 50 osób przyjechali z Kazachstanu do Polski i zamieszkali w dawnym PGR w Niemstowie pod Lubinem, pisała w 1996 roku w reportażu „Tam ziarno drobne, tu noce ciemne” nasza redakcyjna koleżanka Beata Pawlak. Wróciła do nich cztery lata później w jednym z ostatnich tekstów, które napisała dla „Gazety”. Brodowscy nie mieszkali już w pegeerze. Rozjechali się po Polsce, część wróciła do Kazachstanu.

Dziś, po kolejnych 17 latach, szukam ich śladów.

Ci, co leżą w Niemstowie

Ciocia Maria, która po pałacowej kuchni z trudem przesuwała opuchnięte nogi, leży w czwartym rzędzie. Nagrobek ma prosty, granitowy. Na zdjęciu: starannie spięte ciemne włosy, surowe spojrzenie. Obok cioci Marii leży jej ukochana siostra Wera. Miała umysł sześcioletniego dziecka. Mówiono, że uderzyła się w głowę w 1936 roku, gdy ich wywozili, i mózg przestał się rozwijać. Zmarła w styczniu 1999 roku. A pięć miesięcy później trzeba było kopać grób dla cioci Marii. Mówią, że z żalu umarła.

Na cmentarzu w Niemstowie pod Lubinem leżą jeszcze brat Marii Antoni i jego żona Antonina, która lubiła przesiadywać na schodach pałacu. Mieli 11 dzieci.

– To moi dziadkowie. A obok nich mój tato – Anatol Zagorodny – pokazuje Jurek. Gdy idzie do taty w odwiedziny, przynosi ze sobą kromkę chleba i wódkę, którą nalewa do kieliszka stojącego obok wazonu ze sztucznymi kwiatami.

Wszyscy oni: ciocia Maria, Wera, Antonina i Antoni, Anatol i Jurek z narzeczoną Natalią, przyjechali do Polski w 1996 roku.

– Cmentarz mały, za grobem ojca już drzewa i płot. Gdzie my kolejnych pochowamy? – zastanawia się Jurek.

Na tej ulicy żyli ludzie

Brodowscy do Kazachstanu trafili z rozkazu Stalina. Wiosną 1936 roku, na Zielone Świątki. Ciocia Maria, która miała wtedy 11 lat, wspominała: „Posadzili nas w towarowe wagony. Cały miesiąc byliśmy w drodze. Aż wysiedli my w stacji Tęcza. Tam posadzili nas na byki, przywieźli w rejon i powiedzieli: tu będziecie żyć. Tu stanie kołchoz”.

Ciocia Maria pracowała w kołchozie, potem w piekarni w obwodowym mieście Kokczetaw. Zapamiętała, że w Kijowie ma siostrę cioteczną, Hanię. Gdy poszła na emeryturę, napisała list. Zaadresowała: „Miły listonoszu, na tej ulicy żyli takije ludzie, znajdźcie, proszę”. Po trzech miesiącach przyszła odpowiedź, ale Jurek i Natalia (w środku) z synem Danielem, wnukiem i córką Wioletą, Lubin, Gabrielem 2017 i Antoniny, rodziców – Antoniego pokazuje zdjęcia

Nina Brodowska

Niemstów, 1996 Rodziny Brodowskich, Nakoniecznych,

Rybickich i Kulikowskich, Niemstów, 1996

Pokoi w pałacu wystarczyło

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.