Wachluję

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Małgorzata Ostrowska Małgorzata I. Niemczyńska

Jadę samochodem do Gniewu, gdzie zagram mało gniewny koncert – mówi mi piosenkarka Małgorzata Ostrowska. – Będzie akustyczny. Wielu ludziom ciężko sobie wyobrazić Ostrowską grającą bez prądu. A szkoda. Być może z powodu wrodzonej przekory dążę do tego, by dawać też spokojniejsze, bardziej kameralne występy. Taki jest kawał mojego repertuaru, a nie jestem go w stanie pokazać na dużych, elektrycznych koncertach. Po prostu wolnych kawałków się nie gra albo gra niewiele.

Bo Ostrowska to pazur. Zaczynała w bryczesach i trampkach. Stanęła w nich przed komisją weryfikacyjną, gdyż w PRL artysta musiał zdać egzamin, by za koncerty dostawać lepszą stawkę. Pierwsze pytanie brzmiało: „Dlaczego pani tak się ubrała?”. W latach 80. grała z zespołem Lombard. Rozstali się po dekadzie. Obecny skład podryfował mocno w prawo, ona działa na rzecz praw osób homoseksualnych. Mówi, że jest „gorszego sortu”. Kiedy podczas marszu KOD z głośnika popłynęła ich piosenka „Przeżyj to sam” (przebój stanu wojennego), jako jedyna nie miała nic przeciw. Ale z Lombardem wciąż jest kojarzona. Gdy z grupą Acid Drinkers dokonała raz w stolicy wesołej demolki hotelu nauczycielskiego, dostała „protokół strat dokonanych przez zespół Lombard”. I teraz ma grać spokojniej?!

– Ale wciąż ma pani tę sceniczną energię, no i świetnie pani wygląda – sama nie wiem: schlebiam jej czy zazdroszczę.

– Fotografia kłamie, to ogólnie wiadoma prawda – trochę mnie uspokaja. – A energię sceniczną ma się w sobie albo nie. Być może da się jej nauczyć, ale we mnie ta ekspresja jest naturalna, muzyka ją ze mnie wydobywa, podkręca. Nie potrzebuję dodatkowych środków. Lato to najgorętszy sezon koncertowy, chociaż ostatnio trochę się to zmienia. Kiedyś można było zimą odpocząć, zebrać siły, popracować nad nowym materiałem. Teraz gra się w zasadzie cały rok. Jeśli chce się mieć tydzień lub dwa przerwy, trzeba to dużo wcześniej zaklepać. Absorbują mnie koncerty, a także ich promocja, bo tak już dziś jest, że działania dookoła zajmują tyle samo czasu.

– A publiczność i tak chce ciągle najstarszych przebojów? – pytam.

– Na szczęście mam duży repertuar z lat 80. i 90. Trochę nim wachlujemy, jest do czego wracać. Wiadomo: „Szklana pogoda” czy „Meluzyna” są w każdym zestawie. Teraz nie ma bez nich koncertu, choć wiele lat nie grałam „Meluzyny” – wróciła na wyraźne, uporczywe prośby fanów. W tym roku do repertuaru weszła znów piosenka „Bez pożegnań”, wyproszona, zresztą z nadzwyczaj aktualnym tekstem: „Tu już umarł nawet cień,/ Martwy obraz spokorniały za szkłem./ Nam dosypał ktoś nadziei do krwi/ I zapomniał, zasnął, znikł./ Nikt nie może kazać tak żyć,/ Trzeba tylko to zostawić i wyjść./ Tam, gdzie z sobą nie musimy brać już/ Żadnych wspomnień, twarzy i słów!”.

– Zastanawiałam się, czy nie ma pani dość grania ciągle tych starych kawałków, ale jak ludzie się cieszą, to chyba do zniesienia?

– Czasem mówię nawet publiczności, że koncert tworzą dwie strony. To w pewnym sensie happening. My się staramy, ale jeśli publiczność się nie postara, nic z tego nie wyjdzie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.