Wygrałam bitwę, teraz wygram wojnę

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Małgorzata Omilanowska Małgorzata I. Niemczyńska

Walczę z ciężką chorobą, która sprawiła, że życie mi bardziej smakuje – słyszę od Małgorzaty Omilanowskiej, byłej minister kultury. Ale nie od razu. Najpierw opowiada mi o tym, że są wakacje, a więc nie musi jeździć do Gdańska, by tam uczyć studentów.

– Oddaję się temu, co najprzyjemniejsze, czyli pracy naukowej – mówi. – Zajmuję się architekturą XIX, XX i XXI wieku. Kończę właśnie tekst o najnowszej architekturze polskiej. W ostatnich kilkunastu latach po raz pierwszy na większą niż incydentalna skalę powstały w Polsce obiekty absolutnie światowej klasy. Zastanawiam się, dlaczego stało się to możliwe. A drugi tekst, nad którym pracuję, zamówiła Ewa Mańkowska-Grin. Zapragnęła wydać książkę poświęconą relacji architektury i drzew, zaprosiła kilkunastu autorów. Ja piszę o domach dla drzew, koleżanka – o drzewach w domu. Jednym słowem, wszystkie kombinacje. Jak się pani domyśla, inspiracją stało się dla nas to, co z drzewami dzieje się w Polsce.

– A co pani robi tak w ogóle, po rozstaniu z ministerstwem? – pytam.

– Absorbuje mnie rodzina, którą przez lata zaniedbywałam. Mam troje wnucząt. Każda chwila spędzona z nimi jest wielką przyjemnością, ale też czuję odpowiedzialność za to, co z tych spotkań wyniosą. Na seminariach magisterskich i doktoranckich w Warszawie i Gdańsku mam pod opieką sporo młodych ludzi. I ostatnio miałam chyba najtrudniejszą jak dotąd konfrontację z tym, co życie może przynieść.

W marcu mi postawiono diagnozę. Od tego czasu obserwuję siebie, swoje otoczenie bliższe i dalsze, reakcje ludzkie – i staram się ze złego doświadczenia wyciągnąć jak najwięcej dobrego. Mam za sobą ciężką operację, dopiero się po niej podnoszę. Bitwę wygrałam, ale mam też spore nadzieje na to, że wygram i wojnę. Jestem gotowa na mówienie o tym. Miałam w tyle głowy, by udzielić na ten temat wywiadu, ale to ma sens, jeśli będę mogła powiedzieć więcej, a nie tylko puścić plotę, że jestem chora. Nie wiem, czy tak krótka forma pozwoli na powiedzenie najważniejszego: „Ludzie, badajcie się, do cholery!”. Jak opowiedziałam znajomym o mojej chorobie, kupa z nich zdecydowała się na badania. Chyba ze 30 osób, i u jednej wykryto poważną sprawę. Proszę sobie jednak wyobrazić, że kolega usłyszał: „A co panu jest?”. „Nic”. „To po co to panu?”. „Bo mam 58 lat”. „No i co z tego?”. Jeżeli słyszy się od lekarza, że nie da skierowania, bo czeka na objawy, to znaczy, że czeka, aż będzie za późno. Mnie uratował instynkt. Nie miałam objawów.

Znaleźć w sobie siłę to żaden problem, jeżeli człowiek wie, że ma realne szanse na wyleczenie. Ja miałam. Problem to dowiedzieć się, że szans nie ma. Jestem w tej chwili dużo weselszą osobą. Życie zaczęło mi się bardziej podobać. Piękniejsze jest. Lepiej smakuje.

Biegam na festiwal „Chopin i jego Europa”. Bardzo dobry program, taki między Bachem a Chopinem, naprawdę jest przyjemnie.

– Ale ja przecież napiszę nieprawdę, jak tamto wszystko pominę.

– Dobrze, zdaję się na panią. Niech pani napisze.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.