Z Karoliną Felberg-Sendecką, która opracowała „Dzienniki” Agnieszki Osieckiej, rozmawia Iza Michalewicz

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Tajemnicze Dzienniki Osieckiej -

Poznała pani Agnieszkę Osiecką?

– Kiedy umarła, chodziłam do pierwszej klasy liceum, w latach 90. widywałam ją w telewizji. Była pierwszą polską celebrytką: przychodziła do różnych programów i opowiadała, co ma w torebce, jakie nosi korale i kapelusze. Spędziła wiele czasu na Zachodzie, więc rozumiała fenomen telewizji śniadaniowej czy lifestyle’owej. Po jej śmierci w 1997 roku zobaczyłam poświęcony jej koncert w Opolu – „Zielono mi” – gdzie przyjaciele śpiewali jej piosenki, wyczarowując w mojej głowie Osiecką tekściarkę. Wtedy zrozumiałam, że wszystkie te – jakże różne – piosenki napisała właśnie ona. Ale w liceum stawiałam na antysystemowość, kontrkulturowość, rock i punk – ciężar piosenek Osieckiej poczułam dopiero na studiach, choć znów niespecjalnie się z tym odkrywałam, bo zajmowałam się wówczas hermetycznymi – wsobnymi wręcz – nurtami literatury polskiej.

Jakimi?

– Od kilkunastu lat badam literaturę XX i XXI wieku, przede wszystkim polską poezję ponowoczesną. Kiedy Fundacja „Okularnicy” poszukiwała osoby, która mogłaby podjąć się opracowania „Dzienników” Osieckiej, zupełnie inne tematy chodziły mi po głowie. Mimo to zdecydowałam się od razu, choć doskonale rozumiałam, że będzie to edycja wielotomowa, na wiele lat pracy.

Dlaczego pani?

– Do teraz nie wiem. Kazimiera Szczuka poleciła mnie córce Osieckiej Agacie Passent. Padło pytanie, czy nie chciałabym spróbować. Byłam wówczas samotną matką małego dziecka, bez pracy, za to z kredytem na całe życie – nie śmiałam odmówić.

Co przeważyło?

– Materiał, który dostałam. Dowiedziałam się, że będę „siedzieć” w Osieckiej kompletnie nieznanej: wpierw w dziecku, które doświadczyło okupacji i powstania warszawskiego, a potem w młodej dziewczynie, która na własnej skórze przeżyła stalinizm. Osiecka uważała, że przełom 1956 roku zaważył na całym jej życiu. A mnie powojnie i lata 50. szczególnie interesują. To czas decydujący, jak sądzę, o naszym tu i teraz. Stamtąd jesteśmy, chociaż nie bardzo to rozumiemy. Wybory, jakich wówczas dokonywano, do dziś w nas pracują – przynajmniej we mnie. Osiecka głęboko wierzyła w socjalizm, ale jeszcze przed śmiercią Stalina diagnozowała socrealizm jako doktrynę pełną błędów, wypaczeń. Już w latach 1951-53 wygłaszała wielce krytyczne opinie na temat wielu dogmatów komunistycznych i wywodzącej się z nich estetyki. Mogła być ciut odważniejsza w poglądach niż jej koledzy z ZMP, bo była dziewczyną (a kto się wówczas zajmował opiniami dziewcząt!) i była najmłodsza (na studia poszła jako 16-latka i nie przez wszystkich bywała traktowana poważnie).

To dlatego zrobiono nad nią sąd?

– Tych debat nad jej „występkami” było wiele – pierwsza jeszcze w liceum, kolejne na studiach dziennikarskich. W 1953 roku jej ówczesny chłopak sfałszował podpis wykładowcy w indeksach kolegów, ale to nie jego usunięto z ZMP, ale właśnie ją – oficjalnie za zbyt żarliwą obronę ukochanego, w rzeczywistości od dawna szukano na nią haka, choćby za „bluźniercze” poglądy na literaturę czy niepoprawne komentarze po śmierci Stalina. Potępiano ją za indywidualizm i burżuazyjny styl życia. Cieniem na jej życiorysie kładł się również jej ojciec – Wiktor Osiecki.

Ni to Węgier, ni Austriak, a przede wszystkim bezpaństwowiec. Osiecka

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.