Oko

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Wostatni poniedziałek byłem w Sopocie i postanowiłem, że jednak nikogo u siebie w domu nie zamorduję, bo do Warszawy nie wrócę. Pracować mogę w jakimś pięknym miejscu poza domem. Znam takie w Gdańsku-Wrzeszczu. Na terenie byłego garnizonu wojskowego zrekonstruowano budynki sprzed stu lat. W jednym z nich działa Sztuka Wyboru: księgarnia, kawiarnia, galeria i sklep z dizajnem w jednym. Do rozłożystego budynku z cegły dobudowano przeszklony pawilon z jasnym, przejrzystym wnętrzem. Co tam będę opisywał – wierzcie, to miejsce, które może dostarczyć trochę szczęścia.

W poniedziałkowe południe wszystkie fotele i krzesła były już zajęte. Kierownik powiedział, że mogę usiąść obok stałej klientki. W rogu między szybami na kanapie siedziała blondynka o skandynawskiej urodzie, przesuwała się co jakiś czas ze swoim laptopem, ale słońce goniło jej włosy. Zawsze ciekawi mnie, nad czym nieznajomi obok mnie siedzą przy komputerach.

Nie wiem, czy moją ciekawość ludzie odbierają jako bezczelność, ale wiem, że osiągam swoje, bo się nad odbiorem nie zastanawiam. Swoje osiągnąłem.

– Pracuję nad doktoratem – powiedziała Marta Bielawska.

– W Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Wróciłam z Ghany i z Kenii, gdzie uczyłam nauczycieli, jak pracować z niewidomymi dziećmi. Przed pierwszą podróżą do Afryki miałam mnóstwo wyobrażeń, które runęły. Na przykład dzieci niewidome w tamtych ekstremalnych warunkach okazały się o wiele bardziej samodzielne niż u nas. Noszone przez matki w chustach na plecach nie potrzebują takiej rehabilitacji ruchowej jak nasze. Poruszają się na matce zgodnie z kierunkiem ruchu, ich twarze skierowane są do drogi. A my w Polsce nosimy dzieci tyłem do kierunku marszu.

– Tyłem do świata?

– To wpływa na ich postawę i poruszanie się. Dużo uwagi poświęcamy rehabilitacji ruchowej, żeby rotowały miednicę. Chodzi o poruszanie nią przy chodzeniu. I to w Europie jest żmudny proces. A tam nikt nad tym nie pracuje, bo to naturalnie mają. Dzieci też chodzą proste. Zaobserwowałam, że gdy nauczą się chodzić, muszą sobie same przynieść wodę z takich wielkich zbiorników, i noszą ją w naczyniach na głowie. W związku z tym nie garbią się jak nasze dzieci.

– To w czym udało się im pomóc?

– Zadaniem tych projektów było wykorzystanie lokalnych możliwości. W szkole stało mnóstwo regałów z książkami i czasopismami brajlem, ale po niemiecku. Organizacje pozarządowe wysyłają pomoc, tyle że tam się mówi po angielsku… Ale litery były OK. Wycinaliśmy je i tworzyliśmy karty dotykowe z literkami, żeby dzieciaki mogły ćwiczyć palce do odczytywania. Pije się tam wodę z woreczków foliowych. Okazało się, że to świetny materiał, który można przyczepić na tabliczki i robić z niego grafiki dotykowe. Nie trzeba sprowadzać ze Stanów specjalnej folii. Ile ja się tam nauczyłam…

Wie pan, pomyślałam sobie właśnie, że dobry nauczyciel powinien być uczniem przez całe życie.

– A dlaczego doktorat na uczelni w Warszawie pisze pani w kawiarni w Gdańsku?

– Mieszkałam w Warszawie 12 lat. Okoliczności życiowe spowodowały, że wróciłam do Tczewa, a pracuję z maluchami na terenie Trójmiasta. Możliwość pływania w morzu co tydzień, bez względu na pogodę, sprawiła, że nie żal mi Warszawy.

Tyle że jak wracam do Tczewa i mam siedzieć tam w czterech ścianach i pisać, to mnie roznosi. Więc wolę tu przyjechać.

To jest dobre też dla oczu.

– Tu? Dla oczu?

– Tak, między komputerem a okiem akomodacja oka jest stała. Oko jest cały czas w napięciu. Praca z ekranem to rodzaj siłowni dla oka, kiedy przez wiele godzin intensywnie się wysila. Dokładniej to napięty jest mięsień akomodacji.

A w Sztuce Wyboru ma szansę się rozluźnić. Akomodacja się tu zmienia. Podnoszę wzrok i patrzę w te wielkie okna, a tam drzewa, sadzawka, szuwary, ceglane budynki…

To bardzo dobre dla oka, a tym samym dla psychiki.

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.