Dostać Grammy? Polecam każdemu

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Włodek Pawlik Małgorzata I. Niemczyńska

Wtej chwili? – upewnia się pianista i kompozytor Włodek Pawlik, pierwszy i jak dotąd jedyny polski laureat Grammy w kategorii jazzu. – Jestem w trakcie komponowania swojego trzeciego koncertu fortepianowego na zamówienie festiwalu Wszystkie Strony Świata w Puławach. Prawykonanie ma się odbyć w listopadzie z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Kaliskiej pod dyrekcją Adama Klocka.

– A jak wygląda kompozytor, kiedy komponuje? – pytam trochę bez sensu.

– Pomysły przychodzą mi do głowy w prozaicznych momentach. Do właściwej pracy potrzebna jest jednak... no, może nie cela więzienna, ale swoista pustelnia. Słowo „wyciszenie” zawiera w sobie istotę sprawy. Gdy komponuję, wyłączam się ze świata realnego. Z najbliższego otoczenia wyrzucam wszystko, co zakłóca mi koncentrację, jak telewizor, radio, internet. Teraz jestem sam w swoim domu w Podkowie Leśnej. Czasem też wyjeżdżam się skupić do pałacu w Radziejowicach.

Pod koniec września ukaże się moja nowa płyta solowa „Songs Without Words”, czyli „Piosenki bez słów”. Zaczerpnąłem ten tytuł z cyklu fortepianowego Felixa Mendelssohna. Podobnie jak on przekładam na fortepian piosenki wokalne, które są dla mnie istotne, bo towarzyszą mojemu życiu wręcz od dzieciństwa. To takie perełki, jak „Imagine” Johna Lennona, „Blowin’ in the Wind” Boba Dylana, „The Sound of Silence”...

– Simon & Garfunkel? Oryginał z lat 60.? Ostatnio się przez to spóźniłam.

– Przez piosenkę?

– Zaczęła lecieć w radiu, gdy już wychodziłam. A jeśli piekło istnieje, musi być tam krąg dla ludzi, którzy wyłączają radio przy takich kawałkach.

– No to mamy wspólne wibracje. To pierwszy utwór na płycie. Jak będzie pani umówiona, niech pani lepiej słucha od drugiego. Ten album nie mógł się zacząć inaczej. To musiało do mnie przyjść. Zazwyczaj wydaję płyty z moimi oryginalnymi kompozycjami. Ale te piosenki są we mnie bardzo głęboko i kształtują mnie jako muzyka od lat. Przekształcam je na płycie w impresje jazzowe, pewnie jednak wywołają w słuchaczach ich własne wspomnienia.

Z planów koncertowych warto wymienić drugie wykonanie kantaty „Myśląc Ojczyzna” w Teatrze Wielkim w Warszawie (23 września). Napisałem ją dwa lata temu, z okazji rocznicy chrztu Polski. To pewna konsekwencja, ciąg dalszy przygody z dużymi formami. W 2014 roku, na zamówienie ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, skomponowałem suitę „Wolność”. Została wykonana 4 czerwca na placu Zamkowym w Warszawie w obecności m.in. Baracka Obamy. Graliśmy potem ten utwór kilkakrotnie, on nie ma tego lukru patosu, przyjmowany jest bardzo dobrze.

– A dużo się w pana życiu zmieniło przez ostatnie trzy lata? – Nie będę hipokrytą: nagroda Grammy zmieniła wiele. Zapotrzebowanie na moją muzykę zdecydowanie wzrosło. Sprawdza się to, co usłyszałem dawno temu w USA, nie przypuszczając jeszcze wtedy, że sam kiedyś będę laureatem: „Lepiej mieć Grammy, niż jej nie mieć”. Coś jest na rzeczy. To się przekłada na niezależność od presji rynku. Polecam każdemu. Dla mnie to bardzo szczęśliwe doświadczenie, no i... Za dużo mówię! To po prostu korzystne. Kropka.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.