Babskie gadanie

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Ostałowska -

Kiedy wchodzę na przyjęcie zwane domówką, faceci stoją w kupie blisko telewizora, nawet (chociaż nie zawsze!) kiedy jest wyłączony. Gadają o przygotowaniach do triatlonu, momencie obrotowym, alufelgach, transferze Neymara za 220 milionów. Babki są bliżej kuchni. Tam się rozmawia o dzieciach, porodach, odchudzaniu, chorobach i politykach, najchętniej w kontekście urody. Ja skręcam w tę stronę.

Uwielbiam babskie gadanie. A jeśli jeszcze będzie przy tym o obcinaniu szczurom głów sekatorem, szczepionce na żółtaczkę w sałacie, przemijaniu, duszy zwierząt, kolagenazie pałeczki zgorzeli gazowej w gnijącej ranie na nodze ogarniętej gangreną – to znaczy, że to jest książka dla mnie. „Pani inżynier od życia” (wyd. Czarne) to rozmowa Ireny Cieślińskiej, która jest fizykiem matematycznym, z profesor Magdaleną Fikus z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, a więc z panią od inżynierii genetycznej, a ta kolagenaza na nodze opanowanej przez gangrenę to temat jej pracy magisterskiej.

To opowieść niezwykła. Nie tylko dlatego, że rozmawiają erudytki od nauk niehumanistycznych, ale zupełnie wyjątkowa przez nieprawdopodobne zagęszczenie historii i ich tematyczny rozrzut, nieziemskie przeskoki z tematu na temat, jak potrafią robić tylko babki, tak że ma się czasami wrażenie, że mówią obie naraz. Czego mężczyźni, jak wiadomo, nie są w stanie ogarnąć, bo ich umysły nie mogą pracować nad dwiema sprawami jednocześnie. Dzięki obu paniom raz jesteśmy przy krówkach ciągutkach i wychowaniu dzieci, raz przy wieży ciśnień w Ciechanowie, mięsie z hodowli komórkowych albo chemii miłości, bo to uczucie, rzecz jasna, bez żadnego problemu można opisać za pomocą terminów chemicznych, a konkretnie nazw hormonów, które są wytwarzane we właściwych, miłosnych zakątkach naszego mózgu. Mnie najbardziej zainteresowała opowieść o losie uczonego, który przez całe życie może pracować nad różnymi tematami badawczymi, ale nigdy może nie mieć szczęścia, nie wymyśli nowego leku, niczego nie odkryje, nie zdobędzie pewności, nie krzyknie „eureka!”. Bo w nauce – podobnie jak w pracy reportera – potrzebne jest szczęście.

Reporter, który nie ma farta, musi rozejrzeć się za inną robotą, bo skończy jako autor pisanych inaczej recenzji książkowych, natomiast uczony, nawet jeśli nie ma szczęścia, spokojnie może dociągnąć do emerytury, tyle że każdego dnia po powrocie z pracy siada w kuchni na ulubionym stołeczku, ręce zwiesza do samej podłogi i mówi ponuro: znowu mi nie wyszło. A jednak nawet ktoś taki, opowiada Magdalena Fikus, niemal co dzień staje przed dylematem uczonego – co mi wolno? A na co może sobie pozwolić inżynieria genetyczna? Bo rośliny i drobnoustroje modyfikujemy genetycznie na co dzień, dzięki czemu mamy ludzką insulinę z bakterii. Przy klonowaniu zwierząt wielu krzywi się z niesmakiem, a majstrowanie przy genach ludzi uważamy zasadniczo za niedopuszczalne (w wielu krajach jest przestępstwem).

A gadka tych pań powinna być lekturą. W gimnazjach na przykład – tyle że rozwiązali właśnie te szkoły.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.