Z Marlyn Vinig, jedyną krytyczką filmową pochodzącą ze świata ultraortodoksyjnych Żydów, znawczynią kina haredi, rozmawia Katarzyna Bielas

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Izrael Kino Nie Dla Mężczyzn -

Co to jest kino haredi? Napisała pani o nim książkę, bestseller.

– To kino ultraortodoksyjne powstające w świecie ultraortodoksyjnych Żydów, niezależnie od kina izraelskiego, niedotowane przez państwo i podlegające własnym prawom, kontrolowane przez rabinów. Teraz tworzą je i oglądają wyłącznie kobiety. Jako pierwsza opisałam je jako odrębny, nieznany gatunek.

Kiedy pani stała się osobą ortodoksyjną?

– W wieku 20 lat.

Urodziłam się w Australii, miałam trzy lata, kiedy rodzice wrócili do Izraela, do Jerozolimy. Kiedy chodziłam do liceum, miałam o trzy lata starszego chłopaka, rozstaliśmy się, bo wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Po jakimś czasie odwiedził Izrael, spotkaliśmy się, zaczęliśmy rozmawiać, zadawać pytania, jakie zadaje się osobie, której się dawno nie widziało, dawnej miłości. To były rozmowy o moralności, o stosunkach międzyludzkich, o tym, czym jest związek, doszliśmy do wniosku, że interesuje nas podążanie w kierunku religijnym. Zaczęliśmy czytać literaturę judaistyczną, która coraz bardziej nas wciągała.

A potem wzięliśmy ślub.

A co było wcześniej?

– Wychowywałam się w świeckim domu, uczyłam w zwykłej, koedukacyjnej szkole, służyłam w armii, gdzie przydzielono mnie do pracy w gazecie wojskowej. Poszłam na studia – literatura, judaizm, teatr.

Mój ojciec pochodzi z rodziny od 13 pokoleń mieszkającej w Jerozolimie, nazywali się Nisan, potem Mizrachi. Zawsze chciał poszerzać swoje horyzonty, interesował go świat, marzył o liberalnym życiu za granicą. W młodości razem z siostrą wyemigrowali do Australii. Ojciec znalazł tam dobrą pracę jako szef marketingu w firmie Vescom. Mieszkał w Australii 16 lat.

Dlaczego wrócił?

– W sferze zawodowej czuł się spełniony, ale nie mógł ułożyć sobie życia osobistego. W pewnym momencie przyjechał do Izraela, szybko ożenił się z o 16 lat młodszą kobietą i wyjechali do Australii, gdzie mieszkali jeszcze sześć lat. Matka miała 20 lat, gdy brali ślub, niestety, ciężko było się jej zaaklimatyzować w innym kraju. Wywierała na ojca presję, żeby wrócić, choć on w ogóle tego nie chciał. Za ten powrót zapłacił sporą cenę, miał już 46 lat i długo nie mógł znaleźć pracy. Miał jednak przez to czas dla dzieci – mam dwoje rodzeństwa – bardzo dużo mnie nauczył.

Prowadzili z matką dom otwarty, liberalny, choć w duchu syjonistycznym, proizraelskim, to znaczy zależało im na rozwoju kraju, chcieli się jakoś do niego przyczynić. W naszym domu najważniejszą wartością była miłość do drugiego człowieka, nieważne, jakiego jest wyznania, narodowości. Rodzina, która pozostała w Australii, pozawierała małżeństwa nie tylko z Żydami.

Wychowywano panią zupełnie bez religii?

– W szabat oglądaliśmy telewizję, ale nie można powiedzieć, że byliśmy domem ateistycznym, tak jak dom mojej teściowej. U nas było miejsce na rozmowę o religii, a właściwie o religiach, bo omawialiśmy też Nowy Testament, Koran. Był to jednak dom świecki, w którym mogłam robić, co chciałam, jeść, co chciałam, spotykać się, z kim chciałam, dowolnie ubierać, nie było w tym zakresie żadnych ograniczeń.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.