Wolni od szkoły

– Nie jesteśmy wyznawcami edukacji domowej jako jedynej słusznej drogi – mówią Kinga i Piotr. Jedno dziecko mieli w szkole, dwoje – nie

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Uchodźca - TEKST MARIA HAWRANEK, SZYMON OPRYSZEK ZDJĘCIE MATEUSZ SKWARCZEK / AGENCJA GAZETA

„Pod koniec stycznia Tymon został skazany prawomocnym wyrokiem powrotu do szkoły do końca czerwca. Na razie się stara, chociaż akcja ze spaloną zupą mamę nieco wkurzyła. Ogólnie na plus”.

Przedmieścia Krakowa, niedziela, piąty tydzień 2017 roku.

Święto

PPółtora roku wcześniej rodzina Kingi i Piotra obchodzi pierwsze podwójne Święto Niepodległości: wolność kraju i od szkoły. Tymon (VI klasa) i Pola (IV klasa) częstują dzieci w szkole upieczonym przez mamę ciastem, wręczają róże. Poza dyrektorem, wychowawcami i pojedynczymi rodzicami nikt nie wiedział, że odchodzą.

Pola: – Niektóre panie były w szoku. Tymon: – U mnie część nauczycieli to się chyba ucieszyła. Od kolegów dostałem kubek na pożegnanie.

Ida (wtedy w I klasie): – A ja od razu bardzo polubiłam szkołę.

Mama Kinga, doradca żywieniowy, doula pomagająca kobietom w ciąży i w porodzie, specjalistka od chustowania, założycielka fundacji dla kobiet Polekont, zawsze mówiła dzieciom, że istnieje alternatywa: edukacja domowa. Pola chciała z niej skorzystać już w trzeciej klasie.

– Ciągle zmieniały się nauczycielki: fajna pani, bardzo niefajna, potem średnia i znowu inna – a z każdą zmieniały się zasady – opowiada dziesięciolatka. – Do tego mam wrażenie, że zawsze odstawałam: byłam najmniejsza, najmłodsza, nie wiem, czemu więcej się uczyłam.

Ale Tymon musiał do tej decyzji dojrzeć. Mówi, że jest impulsywny, często wchodził w konflikty z nauczycielami. Raz stanął w obronie wrażliwego kolegi, który popłakał się przed nauczycielem, i „wyszła z tego wielka chryja”.

– Ciągle jednak nie było najgorzej. Chciałem chodzić do szkoły ze względu na kolegów.

Tata Piotr, menedżer w korporacji, też z alternatywą musiał się oswoić:

– Jesteśmy zanurzeni w systemie. Kiedy nagle słyszysz taki odlotowy tekst: „szkoła jest niepotrzebna”, naturalnie to odrzucasz. Długo byłem przeciwny. Czułem, że to batalia, którą trzeba będzie stoczyć ze wszystkimi. Kolejna zadyma. A było ich sporo.

Zadymy

Pierwsza: przymusowe leżakowanie w przedszkolu. Pani kładzie rękę na głowie Poli i mówi: masz spać. Dzieci czasem budzą się mokre (bo nie mogą wstać do łazienki). Wielu rodziców jest po cichu oburzonych, Kinga i Piotr głośno proszą o umożliwienie innej formy odpoczynku. Dyrektorka – że się nie da. Pani – że to jej przerwa na kawę. Kinga pisze list otwarty do rzecznika praw dziecka. Inni rodzice wycofują się z obawy, że nie przyjmą im do przedszkola kolejnych dzieci. W nowym roku szkolnym Pola już tu nie chodzi.

Zadyma druga: ciche przerwy. Pola ma osiem lat. Dwóch chłopców hałasuje na przerwach, więc cała klasa ma teraz na nich siedzieć w ławce, nie rozmawiać, czytać. Pola jest grzeczna, ale rodzicom się skarży. Dyskutują z dyrekcją, nauczycielami, innymi rodzicami. Dzięki temu po tygodniu znów na przerwach można hałasować.

Zadymy nawracające: zadania domowe. Rodzice piszą usprawiedliwienia – że byli w górach, na żaglówce, rowerach. Na zebraniach tłumaczą:

– Weekendy to dla nas ważny czas rodzinny, proponujemy więc: niech zadania domowe będą nieobowiązkowe – relacjonuje Piotr. – A rodzice oburzeni: przecież wtedy wszystkie to oleją! Jedna z mam: sobota rano to świetny czas, by usiąść z dziećmi do podręczników. Ręce nam opadły! Przecież oni pracują jak dorośli, pięć dni w tygodniu. A czas na regenerację? Ośmiolatki go nie potrzebują? Lubię po pracy otworzyć piwo i wyjść boso na trawę. Jak mam przekonać dzieci, że one w szkole zmarnowały czas i muszą uczyć się dalej?

Narada

– Pamiętam ten moment. Wracam z pracy, za plecami zachodzi słońce, dzwonię do żony: jak tam, co kupić po drodze, trzy sekundy small talk, po czym: bo w szkole... Ale się wkurzyłem! Kolejny raz nasze życie kręci się wokół tematów: zadania, ocena, dyrektor, nauczycielka, konflikt – emocjonuje się Piotr.

Na kilka godzin zamykają się w pokoju narad na półpiętrze. Kinga i Piotr tłumaczą dzieciom, jak wygląda edukacja domowa:

że to nie szkoła w domu, tylko zmiana z bycia nauczanym na uczenie się,

że to ich (Poli i Tymona) decyzja, za którą biorą odpowiedzialność – a wiedzą, jakie grube są podręczniki, obowiązuje ich podstawa programowa, na końcu roku – egzaminy,

że będą ich wspierać, pomagać korzystać z internetu i innych źródeł, ale nie „przerobią razem materiału”, bo każde z rodziców ma swoje obowiązki,

że jeśli się nie przygotują do egzaminów, wrócą do szkoły,

że będą musieli bardziej angażować się w sprzątanie, gotowanie etc., bo rodzice będą mieli mniej czasu (będą im więcej niż do tej pory pomagać w nauce),

że nie porzucą szkoły z dnia na dzień, bo to nie może być ucieczka ani obrażanie się – najpierw trzeba zażegnać konflikty, oddać zaległe wypracowania (dają sobie na to dwa tygodnie).

Pola i Tymon czują, że rodzice chcą ich trochę zniechęcić. Ale się nie dają.

Pani

Ida w czasie narady błąka się po domu – otwarty parter, jadalnia łączy się z kuchnią i salonem z kominkiem, przeszklona ściana wychodzi na trawnik. Na piętrze trzy pokoje dzieci, kącik z biblioteczką i instrumentami (dziewczyny grają na pianinie, Tymon – na gitarze). Ida omija półpiętro, bo temat edukacji domowej w ogóle jej nie interesuje. Za oknami ciemno.

Ida uwielbia swoją panią Anię w szkole. Rok temu przed feriami wróciła do domu smutna – że będzie za nią tęsknić. Usiadła do zeszytu, by ćwiczyć pisanie cyferek. Co dzień z radością pakuje do tornistra na kółkach śniadaniówkę, piórnik i ćwiczenia.

– Pani Ania nie karze za brak zadania domowego, a jak zrobię, to mówi: „Bardzo mi się podoba”.

Kiedy Ida miała problemy z czytaniem i odstawała od grupy, pani Ania uspokajała: każde dziecko jest inne, rozwija się skokowo, nie ma się co martwić (dziś Ida czyta jak wszyscy).

– Szkoła może być świetna, jeśli tylko nauczyciel stawia w centrum uczniów, nie plan lekcji – powie nam potem Piotr. – Gdyby wyglądała jak w Skandynawii, nie byłoby tematu – bo motywuje, konfrontuje, zapewnia ciekawe środowisko. W edukacji domowej też musimy coś nadrabiać, np. szukać okazji do socjalizacji. Ale radzimy sobie.

– Nie jestem wyznawczynią edukacji domowej jako jedynej słusznej drogi – doda Kinga. – Jeśli dzieciom jest w szkole dobrze, nie ma co kombinować. I jeśli Tymon i Pola zechcą wrócić, a Ida z niej odejść – proszę bardzo. Każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy.

Plusy szkoły dla rodziców: wspólna praca z rówieśnikami, z którymi można się sprawdzić w różnych sytuacjach, więcej autorytetów, zapewnienie bezpieczeństwa i obiadu. A dla Idy – zielona szkoła (pani Ania zrobiła piżama party), WF i koleżanka Zuza.

Sinus

Pierwszego dnia bez szkoły Pola i Tymon liczą powierzchnię ściany, którą chcą pomalować farbą tablicową. Robią rysunek techniczny, liczą sinusy, cosinusy.

„Cudownie ich słuchać”– rozczula się tato na rodzinnym blogu Pozytywy Edukacji:

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.