Berith

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Uważa, że szarlotka jej się nie udała. Za to udało życie. Gospodyni w turkusowo-niebieskiej chustce na głowie, zawiązanej tak, jak robiły to przedwojenne elegantki. Może to najelegantsza ze wszystkich osiemdziesięcioletnich dam, jakie poznałem. Pani Hanna. Siedzi naprzeciwko przy stole. Po mojej prawej stronie siedzi jej córka, po mojej lewej stronie nie ma nikogo.

Mogłaby tu siedzieć Berith, mówi i patrzy na puste krzesło. Trzeba zacząć od tego, że kiedyś to był drugi dom Berith…

Raczej od tego, mamo, że bardzo pragnęli mieć dziecko…

To nie ma znaczenia dla tematu, Maju…! Ale ma, mamo…

Przyjaciel gospodyni, żydowski adwokat, wyemigrował z Polski do Niemiec. Jeszcze przed sześćdziesiątym ósmym. Związał się z niemiecką nauczycielką, nie mogli mieć dzieci.

Ale przyszła wiadomość od znajomych, że w Paryżu polska kelnerka, góralka z Tatr, zaszła w ciążę. Z Polakiem, jak zapewniała, i chce dziecko oddać dobrym ludziom. Żeby nie było kłopotów z adopcją, od razu w szpitalu podała: ojcem jest adwokat z Niemiec. Nowi rodzice myśleli, że noworodek ma żółtaczkę, ale skóra dziewczynki zaczęła szybko ciemnieć, a włosy się kręcić. Żydowski adwokat z Polski miał więc w Niemczech córkę Berith, która wyglądała jak mała kopia Diany Ross.

Gospodyni odwiedzała przyjaciół na emigracji, oni ją w Polsce. Jej córka zaprzyjaźniła się z Berith. Jeździły do siebie na wakacje i ferie. Czasem terminy się nie pokrywały i Maja przyjeżdżała do Niemiec, kiedy Berith chodziła do szkoły. O, tu na tym zdjęciu miałyśmy etap trzymania się nawzajem za nogi, pokazuje. Zabierała mnie do swojej klasy na lekcje po niemiecku.

Czasem dwa tygodnie chodziłam tam bez problemu.

No a kiedy Berith była w Warszawie, wtrąca pani Hanna, bardzo chciała iść z Mają do jej szkoły. Wykluczone, proszę pani, powiedziała mi dyrektorka, przecież to Niemka, i do tego niezameldowana. Poza tym co ja dzieciom powiem?

Wiedzą, że Niemcy zgotowali nam Auschwitz.

Gospodyni musiała wytłumaczyć to Berith. Nalałam jej mleka, mówi, dałam bułkę z dżemem, czyli to, co mogłam dostać w latach osiemdziesiątych, i powiedziałam, że poczekamy, aż Maja wróci z lekcji. Rozpłakała się: Haniu, bo mówiła mi po imieniu, niech Maja powie w szkole, że ja nic złego Polakom nie zrobiłam.

Ach, jaka ona była spostrzegawcza, ta mała Berith!

Ojej, czy u was zęby są niemodne?

Pokochałam ją jak drugą córkę, a Maja jak siostrę.

Szła ulicą we Frankfurcie i nagle zobaczyła światło. Nie, Maju, światłość! Nieważne, mamo, efekt był jeden: przeszła na islam i zakryła twarz. Urodziła przystojnemu Algierczykowi dzieci. Zajęła się demaskowaniem nowych stron ekstremistów islamskich w internecie. Jej wysportowane córki muzułmanki uprawiają wyczynowo hokej.

A teraz, mówi pani Hanna, kiedy choruję i jestem po chemii, Berith chciała mnie odwiedzić. Tęsknimy za sobą, ale nie mogę tam pojechać, lekarz zakazał mi dalekich podróży, bo łatwo złapać infekcję. I wie pan, Berith już się spakowała, już mieli przyjechać wielkim samochodem, w którym mieści się pięć córek i syn. A wieczorem, mówiła rozentuzjazmowana przez telefon, będzie w niemieckiej telewizji program o Polsce. To dzieciom pokażę swój drugi kraj, ciociu.

Następnego dnia zadzwoniła: nie przyjadę.

Pan sobie wyobrazi, że to był program o atakach rasistowskich w Polsce, a do tego jeszcze opowiedzieli o profesorze, który został pobity w tramwaju, bo mówił po niemiecku.

No ale trzeba przyznać, że dwie Polki, które kochają, to za mało wobec całej Polski.

Berith chyba też intensywnie o tym myśli, bo właśnie przysłała SMS. „Tutaj Polacy kupują w sklepie u Turka i nawet ustąpili mi miejsca w kolejce, bo byłam z dzieckiem. Grzecznie podziękowałam po polsku” – pisze Niemka, Afroeuropejka, muzułmanka, potomkini górali z Tatr, wychowana przez Żyda. Nienaganną polszczyzną.

Oto, co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.