Jestem strusiem pędziwiatrem

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Wanda Kwietniewska Małgorzata I. Niemczyńska

Spieszę się – mówi mi piosenkarka Wanda Kwietniewska znana z zespołu Wanda i Banda, który założyła na początku lat 80. po odejściu z Lombardu. – Jadę do Łodzi na jubileusz 50-lecia Trubadurów. Jestem w zarządzie Stowarzyszenia Artystów Wykonawców Polskich, więc kiedy nasi członkowie mają swoje święta, staramy się brać udział w obchodach. Zaraz muszę lecieć.

– Jakby pani powiedziała, że leży na kanapie, w sumie bym była zdziwiona – przyznaję.

– Jestem takim strusiem pędziwiatrem. Ale ostatnio miałam nawet trochę wolnego. Pojechałam na Mazury, gdzie mam drugi dom. Odwiedziła mnie przyjaciółka z Monachium. Wpadłyśmy w szaleństwo grzybowe. Podobno internet też na punkcie grzybów oszalał, ale ja nie lubię internetu, korzystam tylko wtedy, gdy muszę. Grzybów lepiej jednak szukać w lesie. Zbieram je od lat. Zrobiłyśmy milion tysięcy marynowanych słoików: prawdziwków, kurek, nawet rydze udało nam się upolować! Jeszcze się po powrocie nie wkręciłam w tę Warszawę. Mam do odebrania dowód osobisty, który skończył mi się w czerwcu. W wakacje grałam tyle koncertów, że mi się nie udało. Na co dzień nie mam już jednak wielu obowiązków, bo córka skończyła 21 lat, studiuje psychologię. Mieszkamy razem, ale jest samodzielna.

– To można znowu pomyśleć o sobie?

– Teraz intensywnie myślę, jak by tu narobić szumu z okazji 35-lecia mojego zespołu, które wypada w przyszłym roku. Jestem przed rozmowami na temat wydania płyty, a to przeważnie wiąże się z tym, że trzeba mieć jakiś materiał muzyczny. Chociaż w dzisiejszych czasach to raczej uboczny produkt fabryki mebli – liczy się wszystko inne. Ale ja zbieram piosenki przez kilka lat, chodzą mi też po głowie spektakularne koncerty. Ponieważ od dawna mam ksywę „Druhna/Drużynowa”, na pewno uda mi się to jakoś sensownie poskładać. I może wylansuję jeszcze w życiu piosenkę na miarę „Hi Fi”, „Nie będę Julią” czy „Siedem życzeń”. Już to kiedyś przeżyłam, wiem, co to wielka popularność, wiem, kiedy spada, a kiedy osiąga się status „constans”. Chciałabym bardziej ze względu na ludzi, z którymi teraz pracuję.

– Banda od Wandy zmieniła się przez lata, prawda? – Nasz pierwszy perkusista Andrzej Tylec nie żyje już od pięciu tysięcy lat. Jestem jedyną stałą osobą w składzie, bo ciężko zmienić Wandę w zespole Wanda i Banda. Może za kilka lat, ale jeszcze nie teraz. Muzycy zmieniają się płynnie, rozstajemy się w zgodzie, spotykamy potem na rocznicowych koncertach. Obecnie grają ze mną Marek Tymkoff, Waldek Szoff, Dominik Samborski i Damian Grodziński. Wszyscy są ode mnie młodsi, no bo... już w ogóle wszyscy są młodsi! Muzycy w sekcji mieli jakoś po 29 lat, a potem mnie nagle poinformowali, że mają już pod czterdziestkę. Ludzie, kurna, czy wyście powariowali? Nie wiem, kiedy to się stało. – A fani?

– Na koncertach są różni. Starsza publiczność wie, po co przyszła i na kogo, a młodsi stwierdzają ze zdziwieniem, że jesteśmy świetnym młodym zespołem – i „dlaczego oni nas nie znają?!”. Przylatują do mnie 20-latki, klepią po ramieniu, mówią do mnie na ty. Nie wyprowadzam ich z błędu. „E tam, wiecie, parę lat już istniejemy...” – mówię.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.