Kreska z telefonu

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Kaleta - TEKST EWA KALETA ZDJĘCIE DAWID ŻUCHOWICZ / AGENCJA GAZETA

Piguła za 30 zł

Surowe betonowe ściany, ostre światła, sztuczny dym, kilka starych skórzanych kanap i bar, w którym nikt nic nie kupuje. Muzyka to podkręcone ostrym bitem przeboje pop z lat 80. albo agresywne techno. Gdy pójdę na podobną imprezę w Warszawie, będę miała déjà vu, bo niczym się nie różnią. Znów ostre światło, dym, ta sama muzyka, tylko jeszcze młodsi tańczący.

Już przed północą we Wrocławiu pierwsza dziewczyna traci przytomność na parkiecie. Ma około 17 lat. Trzy koleżanki próbują ją podnieść, ale upadają obok i z trudem wstają. Podbiega dwóch młodych chłopaków w dresach, wynoszą nieprzytomną na rękach, znikają w kłębach dymu.

Coraz więcej ludzi ze skrętami marihuany w ustach. Chłopcy rozpinają kreszowe bluzy i pokazują gołe klaty.

Jeden z obrazków na Facebooku, który informuje o wrocławskiej imprezie Wixapolu, to dwa szczury, których ogony nawiązują do kresek narkotykowych.

Mogę je na tej imprezie dostać bez trudu. Piguła (ecstasy) kosztuje 30 zł. Dzięki niej można skakać kilka godzin bez przerwy. Trzy razy widzę, jak do kabiny w damskiej toalecie wchodzą dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Dowiem się, że wciągali narkotyki z ekranów telefonów, gdy inni robili selfie przy łazienkowych lustrach.

Podchodzi do mnie nastolatek w dresowej kurtce z odciętymi rękawami, kolorowymi bransoletkami. Pyta, czy czegoś nie potrzebuję.

– 30 zł – rzuca w powietrze.

Nie odpowiadam, nastolatki za mną też milczą, chłopak znika. Widzę go jeszcze dwa razy, rozmawia z grupkami młodych ludzi.

Gej, syn pisowca

Z Bartkiem spotykam się na warszawskim placu Zbawiciela. Tu w pubie Plan B albo w Karmie zaczyna się wiele imprez, które kończą się na Wixapolu. Bartek, 31-latek, ma na sobie ciemne dżinsy, bluzę z kapturem. Nie chce zwracać na siebie uwagi, ani na ulicy, ani na imprezie.

– Traciłem oddech przed pierwszym wejściem na Wixapol. Ja tam, kurwa, nie chcę iść – myślałem, stojąc w kolejce. Bo ta ściana dźwięku, dopóki w nią nie wejdziesz, może wydawać się agresywna i odstraszająca. Ale już w klubie muzyka cię przytula. Stajesz się jej częścią. Ląduję na Wixapolu, kiedy już nie chcę o niczym myśleć.

Pochodzę z Głogowa, ostoi miedzi. Mój ociec jest hutnikiem. W latach 90. w takich miastach jak moje były imprezy techno. I dziś są kojarzone trochę z czymś wiejskim, obciachowym, ale zostały przeżute i przeniosły się do dużych miast: Warszawy, Krakowa, Wrocławia. Dla mnie Wixapol to nostalgia za starymi czasami. Znam te dźwięki, kojarzą mi się z młodością i jakaś część mnie chce to przeżywać jeszcze raz. Tylko że w latach 90. techno było bardziej dzikie i na takich imprezach bywało niebezpiecznie. A Wixapol jest unormowany. Trochę farsa, trochę powaga. Wixa z tą „lolową” [zabawną] i „hardlolową” estetyką jest dla mnie jak scenografia. Totalnie się w niej odnajduję, mimo że na imprezy chodzę właśnie tak: w czarnych dżinsach, zwykłym T-shircie i bluzie z kapturem. Na co dzień pracuję w korporacji, w call center, na słuchawkach.

Studiowałem kulturoznawstwo i próbowałem się odnaleźć w instytucjach kultury, ale nie miałem szczęścia. Porażki zepchnęły mnie do pracy w gastronomii, kilka razy dostałem po mordzie albo nie zapłacono mi za tygodnie pracy. Poszedłem do korpo, które dało mi sta-

Mama jeszcze niedawno mówiła, żebym się przebrał, kiedy z nią idę, bo wstyd

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.