Błękitna Laguna w szczerym polu

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Ostałowska Głaz - Jakub Głaz

Kiedy stoisz nad Błękitną Laguną, a widzisz Szarą Retencję, to po raz kolejny chcesz zajrzeć do głów, w których lęgną się te wszystkie nazwy na wyrost. Liche brzózki, smutna wieżyczka ratownika, na widoku kominy elektrowni – jesienią Laguna w Siechnicach pod Wrocławiem jest bura, nie jak latem, gdy ludzie okupowali nowy pomost, ławki i boisko wywalczone kilka miesięcy wcześniej w konkursie.

Skromne kąpielisko w retencyjnym zbiorniku ma jednak szansę dorosnąć do szumnego miana, bo Siechnice wiedzą, jak urządzać przestrzeń. Mogły sobie zafundować koszmar urbanisty, coś jak klon warszawskiej Białołęki, ale stało się inaczej. Przez 10 lat w szczerym polu wyrosło centrum miasta: ratusz, miejski plac z targowiskiem, osie urbanistyczne. A bloki, choć deweloperskie, są poukładane pod miejskie dyktando.

A więc w Polsce to też możliwe. Wystarczy tylko konsekwentnie realizować dobre i kompleksowe plany, przedyskutowane porządnie z mieszkańcami. Tak właśnie Siechnice zyskały prawdziwe centrum, którego miejscowość nigdy nie miała. Pokrytego cegłą ratusza nie powstydziliby się w Holandii. Autor? Zbigniew Maćków, sława architektury, związany jest z Siechnicami i przyłożył rękę także do rozplanowania miasta.

Spokojnie, bo robi się laurka. Wady? Są. Bloki mogły być lepsze, innowacyjne stragany są niezbyt praktyczne, a prawie wszędzie sterczą samochody – nawet na dziedzińcach, gdzie powinny szumieć drzewa. Pociągi nie są dla aut konkurencją, bo choć jadą do Wrocławia 12 minut, to rzadko i nieregularnie. Ale kursów ma być więcej, dworzec jest w remoncie, w planach – centrum przesiadkowe.

A więc nie laurka, lecz dyplom za rozum i konsekwencję, tyle że z gorzką puentą. Bo primo: Siechnice nie zrobiły niczego, co przekracza standardy urbanistyki. To nawet nie smart ani ekocity, to też nie New Urbanism, żadne eksperymentalne miasteczko w typie Poundbury według marzeń księcia Karola. Do książęcego modelu bliżej będzie innej polskiej, ale całkiem prywatnej realizacji – dzielnicy Jeziorna w Siewierzu. Bo Siechnice to wyjątek, ale nie jedyny.

Tu czas na secundo: dobre wyjątki przyspieszą szkodliwe wysysanie ludzi i życia z dużych miast do peryferyjnych gmin. Progności biją na alarm: Poznaniowi, Krakowowi, Łodzi może ubyć do 2030 roku po kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców.

Podmiejskie gminy czują krew i – choć z poślizgiem – pójdą w ślad Siechnic. Będą kusić nie tylko ceną mieszkań i mitycznym spokojem. Już dziś porządne centrum z parkiem i rynkiem chce sobie zafundować np. puchnąca Rokietnica pod Poznaniem. Nie chwalić za to – źle, ale doceniać – dziwnie, w końcu to udział w zamachu na miasta; trochę jak zachwyt nad sprytem zarazków przy łóżku ciężko chorego.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.