NA MARSZU NIEPOD

Nie będę krzyczał: „Polska dla Polaków”, bo patriotyzm to nie bronić się przed obcymi, tylko pokazać im, skoro tu przyjeżdżają i napędzają gospodarkę, że nigdy do końca nie będą u siebie.

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Po Prostu Pytamy Nastolatków O Patriotyzm - TEKST ZUZANNA BUKŁAHA ILUSTRACJA TOMASZ LEŚNIAK

Liceum w centrum Warszawy, z tradycjami. Wzdłuż szkolnego korytarza wiszą zdjęcia klasowe. I dyplomy: szkoła roku, nauczyciel roku. Uczniowie? Większość z tzw. dobrych domów. – To podobno taki jak mój. Rodzice lekarze, w niedzielę do kościoła, choć nikt już za bardzo modlić się nie umie. Ale pan doktor przecież musi się pokazać z całą rodziną – Zosia, 17 lat, obgryza paznokcie. – Co mam myśleć o Polsce, skoro starzy każą mi z niej wyjechać? Postanowiłam, że po prostu nie będę się w Polskę angażować.

– Powinnaś się postawić. Powiedzieć, że chcesz tu zostać – Karol, Monika i Weronika chodzą w kółko, szurają kapciami po skrzypiącej podłodze.

– Za rok piszemy maturę. Już zaczęliśmy się do niej przygotowywać. Wszyscy się cieszą, a ja nie. Chciałabym dostać się do Akademii Teatralnej, chociaż spróbować. Zostać aktorką. Grać w teatrze i dobrych filmach, np. u Smarzowskiego. Lubię takie mocne kino. Ale będę dentystką albo pediatrą. Wszystko jest zaplanowane przez ojca: studia zrobię w Anglii albo we Francji. Potem mogę wrócić. Dlaczego nikt nie pyta mnie o zdanie? To podobno dla mojego dobra. Studia za granicą mają mnie otworzyć, dać więcej możliwości: na pracę, kontakty. Ojciec zawsze powtarza: „Jesteś szczęściarą. Stać nas na to, więc korzystaj”. I dodaje: „Po co mieszkać w Polsce? Po studiach w Londynie możesz wyjechać do Stanów. Tam dobry lekarz świetnie zarabia i jeszcze lepiej żyje”.

A ja bym chciała zostać w Polsce. To zajebisty kraj. Tutaj się czuję jak u siebie, tu są moi przyjaciele, mój język, teatry, do których chodzę, zwiewam z korków z angielskiego. Czuję luz, dobre, choć brudne powietrze.

– Zośka, niektórzy ci zazdroszczą, że twoich starych na to stać. Chcą ci kupić chatę w Paryżu – Monika i Weronika, bliźniaczki, mówią chórem. I tak samo przewracają oczami.

– Wolę Warszawę, Polskę. Tutaj wszyscy rozumiemy swoje skróty myślowe. Niczego nie trzeba tłumaczyć. Ktoś mówi „tęcza na Zbawixie” i ty znasz kontekst. A w nowym miejscu wszystkiego trzeba by się było uczyć od nowa. W sensie: życia.

Całkiem przystojni narodowcy

Dziadek Zosi był powstańcem. Nie żyje od pięciu lat, ale Zosia pamięta: nie było rodzinnego święta, żeby nie pokłócił się z jej ojcem. – O powstaniu mało się w domu rozmawiało, bo moi rodzice zawsze mówili do niego, że walka w powstaniu to „romantyczna bomba, którą dziadek z kolegami podłożyli pod Warszawę”. A on się obrażał. Wtedy tego nie rozumiałam. Teraz coraz więcej czytam, czuję. Chciałabym móc powiedzieć dziadkowi, że miał rację: że liczą się inne wartości niż pieniądze. I że jego powstanie, bo zawsze mówił o nim „moje”, miało sens. Nawet jeśli nie wyszło do końca tak, jak zaplanowali. Nienawidzę ojca, który na wszystko patrzy ekonomicznie. Tylko kasa i kariera.

Kiedyś byłam jak on. Uczyłam się najlepiej w klasie, chciałam zdobyć i zobaczyć świat. Tylko że ja już go zwiedziłam: wakacje w Australii, narty we Włoszech. Wszędzie jest OK, ale na chwilę. Wolę zostać u nas. To się chyba nazywa patriotyzm?

– Ja bym mogła na trochę wyjechać, a potem może wrócić. Polska ma teraz swój czas – mówi Monika, jedna z bliźniaczek, brunetka, ostry makijaż. – Patriotyzm? To takie po prostu zakochanie, ale na serio. Stałe ukłucie w sercu. Nawet jak się z Polską i tym, co się w niej dzieje, nie zgadzasz, to i tak jej wybaczasz.

Karol, okulary na nosie, koszulka z Lechem Wałęsą, laureat olimpiady historycznej: – Odwrotnie. Jak się nie zgadzasz z tym, co się dzieje, to zaczynasz walczyć o najważniejsze wartości. O przyzwoitość, demokrację. Trzeba manifestować: pod sądem, Trybunałem, Sejmem. Jak się leży w chacie i ogląda seriale, to to nie jest patriotyzm. Sam zamierzam wyjechać na staż w Brukseli, chcę się zahaczyć w instytucjach unijnych. Przećwiczyć język, zobaczyć, jak działa urzędowa machina od środka. Potem wrócić i pracować w instytucjach rządowych. Najlepiej w jakimś ministerstwie, bo już wtedy, mam nadzieję, zmieni się władza. To mogę właśnie dać Polsce. Siebie lepszego i mądrzejszego.

Zosia: – A ja myślę, że to nie jest takie proste. W domu wszyscy głosują na Nowoczesną, a ja ostatnio z ciekawości, a trochę dla beki, zaczęłam oglądać filmy z kanału Marszu Niepodległości. Nie, że jestem za narodowcami. Mój najlepszy przyjaciel jest gejem. Ale oni też potrafią zrobić dobre wrażenie.

– Nie zaczynaj, Zośka. To splunięcie w twarz wszystkim Polakom, którzy walczyli o wolność. Nie ma nic gorszego jak usprawiedliwianie faszystów – Karol się unosi. – To zwykła obelga.

– Może tak, może nie. Szkoda tylko, że nie zauważyłeś, jak się oni na tych filmach zachowują. Tam czasami wypowiadają się tacy rzecznicy prasowi, chyba ONR-u czy Młodzieży Wszechpolskiej. Całkiem przystojni. I oni zawsze pomagają starszym, powstańcom. I na tych filmach ustępują miejsca kobietom: przepuszczają je, szanują, stawiają w pierwszym szeregu. Nie to, co chłopaki z naszej klasy: wieczne dzieci. I w głowach albo kariera, albo chillout i impreza. Może jakbym miała takiego chłopaka, skupionego na mnie, to łatwiej byłoby mi się zbuntować? Znaleźć argumenty, że chcę w Polsce zostać.

Bliźniaczki: – Narodowcy nie zawsze chcą źle, tylko im jakoś ten cały przekaz nie wychodzi. Nie wszyscy kolesie, którzy tam idą, myślą tak jak ci, którzy najgłośniej się na marszu drą. Nie wszyscy są nietolerancyjni. Niektórym zależy po prostu na tym, żeby nasz kraj był bezpieczny. I silny. A na marszu tak się można poczuć. Karol: – Zwariowałyście!

– Starzy mówią do mnie: musisz być indywidualistką, wtedy daleko zajdziesz – uśmiecha się Zosia. – No to jestem. Po raz pierwszy pójdę na marsz. Z ciekawości.

– Pójdziesz? No to się spotkamy. Ja będę protestował. Po drugiej stronie barykady.

Wypada rodzić dzieci

W szatni niedawno wyremontowanego liceum na warszawskim Targówku prawie żadna szafka się nie zamyka.

– Wszystko rozkradną. I taka jest właśnie nasza Polska, ale i tak ją lubię. I szanuję – rzuca Świstak, 18 lat, ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. – Każdy ma u nas to, co sobie od życia weźmie.

Po SKS-ie na ławkach odpoczywają: Paweł, Michał, Wiór. No i Świstak. Pierwsza klasa liceum, 16 lat. Mieszkają na pobliskim pastelowym blokowisku.

– Patriotyzm to dbanie o Polskę i – niestety – rodzenie dzieci. Niestety, bo wiadomo, że na razie nie chcę ich mieć. Ale nawet jak nie za bardzo ma się na zakładanie rodziny ochotę, to jednak kiedyś musi przyjść ten czas, gdzieś koło trzydziestki. Po prostu tak wypada. Nie mówię, żeby przymuszać, ale co może być bardziej patriotycznego niż dać kolejnego Polaka Polsce? – pyta Paweł, po liceum chce wyjechać

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.