Polak da radę na czarno

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Po Prostu Pytamy Nastolatków O Patriotyzm -

Siedzimy w paryskim barze, gdzie w soboty, po skończonych budowach, przesiadują Polacy. Mariusz (imię zmienione) prowadzi francuską firmę od ponad 20 lat.

– Jest tak: ja mam francuską firmę, biorę polskiego wykonawcę i on mi daje delegowanych. Chłopaki są zatrudnieni w Polsce, tam też płacą ZUS. Niby mają mieć opłacone zakwaterowanie, ale większość musi sobie radzić sama. Dostają trochę gotówki na życie. Według nowych przepisów, które mają wejść w życie za cztery lata, „socjal” będzie płacony we Francji, pensje mają być te same co dla lokalnych pracowników na tym samym stanowisku, a okres delegowania ma być krótszy – 12 miesięcy. Nie ma co się martwić, Polacy zaraz coś wymyślą, by te regulacje sprytnie obejść. Franki czepiają się, bo my jesteśmy bardziej elastyczni. Lepiej radzimy sobie w działaniu spontanicznym i nie boimy się ryzyka. Dlatego wszyscy nas chcą. W budowlance pracują jeszcze Portugale, Rumki, Bułgarzy, Pakistanie i Kolumbijczycy. Szwajcarów, czyli Arabów (tak ich nazywamy, żeby się nie domyślili, że o nich gadamy) jest mało, a Franków nie ma w ogóle. To jest dla nich za ciężka robota. Już w latach 80. nie pracowali na budowie. A teraz i szefowie firm to są rzadko Francuzi. Tacy, co mają obywatelstwo, Algierczycy czy Tunezyjczycy, to jeszcze, ale „francuskie Franki”, takie prawdziwe, to są architekci, czasem inżynierowie.

– Czyli nie da się was zastąpić Francuzami? – pytam.

– Nie ma siły. Ale w budowlance na te zmiany Macrona wszyscy leją. To jest pod publiczkę. Niby że my odbieramy komuś pracę. A dlaczego nas poszukiwano? Nie chodziło tylko o to, że jesteśmy tańsi. Po prostu tutaj nie ma takich fachowców. To jest afera polityczna, nie ma nic wspólnego ze zwykłymi ludźmi. Mamy płacić ubezpieczenie we Francji? Zgoda, ale czy jak wejdą nowe przepisy i zapłacisz ubezpieczalnię, to znaczy, że emerytury też będą francuskie? Na razie to jest dla mnie niezrozumiałe. Gość przyjedzie na dwa lata, będzie odkładać na francuską emeryturę, wróci do Polski i potem co? To wszystko fajnie wygląda na papierku, ale będzie totalny burdel. Delegowani zaczną po prostu na czarno pracować.

– A gdy pracownik, którego zatrudnisz na czarno, będzie miał wypadek na budowie? – dopytuję.

– Ostatnio Ukrainiec, młody chłopak, przeciął sobie rękę piłą. Poszliśmy na SOR. Nie pytali o nic, tylko imię, nazwisko. O ubezpieczenie to się potem będziemy martwić. Mogą sobie wysyłać rachunki, a my i tak mamy ich gdzieś. Nikt nie płaci.

– A jak twój Ukrainiec powiedziałby ci, żebyś go zatrudnił na normalną umowę, to co?

– Jakbym mu dał 2000 euro na rękę, drugie tyle musiałbym dać państwu. To się dogadujemy tak, że dostaje te dwa klocki, ale na czarno. Chcesz legalnie? To dam ci 2000, ale brutto, to będziesz mieć 1000. Firmy są tutaj strasznie opodatkowane. Zamiast zajmować się delegowanymi, to Macron powinien obniżyć opłaty dla przedsiębiorców. To jest odwracanie uwagi.

A wiesz, kto robił pierwsze mieszkanie Sarkozy’ego? Nasi! To były stare czasy, więc wszystko na czarno. Całe merostwo im robiliśmy, też na czarno.

– Co z tą aferą o delegowanych? – Najlepiej się tym nie przejmować. – Mamy ich w tyłku. – I tak każdy wały robi. – A największe robią Franki. – W budowlance na te zmiany Macrona wszyscy leją

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.