Wielka księga zakryć

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Orliński Reportaż W Książce - Wojciech Orliński

Stanisław Lem wymyślił kiedyś profesję „zakrywcy”. Ten dobroczyńca ludzkości miałby śledzić działalność odkrywców – i zakrywać, zanim z danego odkrycia wyjdzie coś niedobrego – ileż ludzkich istot mogłoby uratować zakrycie w porę gazów bojowych czy bomby atomowej!

Okazuje się, że zakrywcy istnieją naprawdę, choć niezupełnie tacy jak u Lema. Po kilku stuleciach wielkich odkryć geograficznych nadeszła era geograficznych zakryć – i trwa nadal, jak wynika z książki Edwarda Brooke-Hitchinga „Atlas lądów niebyłych. Największe mity, pomyłki i zmyślenia kartografów” (Rebis).

Tytuł może sugerować, że to kolejna książka o krainach z literatury fantasy. Ale próżno szukać w niej krain, po których wędrują wiedźmin Geralt czy hobbit Frodo – są tutaj doskonale nam znane kontynenty i oceany.

Tyle tylko, że ktoś kiedyś zaznaczył na nich jakąś górę czy wyspę. Czasem przez pomyłkę, czasem w celu świadomej dezinformacji – najciekawsze w tej książce są nie tyle same mapy, co historia konkretnej pomyłki.

Wydawałoby się, że w czasach satelitów kula ziemska nie skrywa już żadnych tajemnic. Ale mapy to granice. Granice to polityka. A polityka to celowa dezinformacja.

Świetny przykład to bezludna wyspa Bermeja, zaznaczana na mapach Zatoki Meksykańskiej od 1539 roku, gdy po raz pierwszy zaobserwował ją żeglarz Alonso de Chaves. Od 1921 zaczęto ją usuwać z map, bo długo nie widział jej nikt inny.

W 2009 sprawę ostatecznie rozstrzygnęła ekspedycja naukowa na statku badawczym „Justo Sierra”. Wniosek był jednoznaczny: wyspy ani śladu. Sprawa była o tyle istotna, że od istnienia – bądź nieistnienia – wyspy Bermeja zależało wytyczenie granicy meksykańskich wód terytorialnych. Tymczasem 17 procent amerykańskiego wydobycia ropy naftowej pochodzi z Zatoki Meksykańskiej – gdyby wyspa była tam, gdzie ją widział Alonso de Chaves, znaczna część tego bogactwa przypadłaby Meksykowi.

W Meksyku sprawa wygenerowała więc teorie spiskowe trochę

Czy w ramach wstawania z kolan nasze władze nie mogłyby wymyślić jakiejś fajnej teorii o tym, jak źli Niemcy zabrali nam wyspę Winetę?

przypominające polskie teorie smoleńskie. Różni meksykańscy politycy podejrzewają, że wyspę potajemnie unicestwiła CIA – i wymyślają różne teorie, a co jedna, to bardziej szalona od drugiej (że potajemnie odpalono bombę wodorową, że dyskretnie wyspę zeszlifowano – i tak dalej).

Bywa, że nieistniejące lądy pojawiały się na mapach za sprawą kłamstwa. Podróżnicy zazwyczaj potrzebowali sponsorów swoich wypraw – nie mogli po powrocie powiedzieć im, że niczego nie znaleźli.

Stąd na przykład Ziemia Crockera, którą „odkrył” w 1907 roku polarnik komandor Robert Peary i nazwał, co za traf, na cześć bankiera z San Francisco, który sfinansował jego wyprawę. Oszustwo zdemaskowano kilka lat później.

Setki lat to jednak wystarczający okres, żeby wyspa zniknęła naprawdę z powodu takich czy innych procesów geologicznych. Wyspa Mayda na północnym Atlantyku, obserwowana od XVI wieku, prawdopodobnie istniała naprawdę.

Współczesne ekspedycje nie odnalazły jej, ale odnalazły anomalną płyciznę w tym rejonie. Wyspę prawdopodobnie unicestwił jakiś naturalny kataklizm.

Na koniec dodajmy, że my też mamy swoją wyspę widmo. To opisywana przez wielu średniowiecznych kronikarzy Wineta. Miał na niej bywać Harald Sinozęby (ten, na cześć którego nazwano standard transmisji bezprzewodowej Bluetooth).

Po raz ostatni zaznaczono ją na mapie Bałtyku w roku 1618. Potem jeszcze pojawiała się jako miejscowość gdzieś na wybrzeżu.

W średniowieczu na tej wyspie miała funkcjonować kupiecka forteca Jomsborg, w której zgodnie handlowali Słowianie, Wikingowie, Grecy i nawet Maurowie (zawędrował tu z nimi Ibrahim ibn Jakub, twórca słynnego raportu z podróży do krajów słowiańskich w X wieku).

Do dzisiaj nie wiadomo, o co tu chodzi. Prawdopodobnie średniowiecznym kronikarzom pomieszało się kilka różnych miejsc – na przykład prawdziwe wyspy Uznam i Wolin z miastem Barth w Meklemburgii. Wykopaliska archeologiczne do dziś nie dają jednoznacznych rezultatów.

Trochę pozazdrościłem Meksykanom ich teorii spiskowych. Czy w ramach odzyskiwania godności i wstawania z kolan nasze władze nie mogłyby wymyślić jakiejś fajnej teorii o tym, jak źli Niemcy zabrali nam wyspę Winetę?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.