Gęsi szczęścia

Zaczęliśmy od kół gospodyń wiejskich. Dajemy im wędkę, potem już sobie same radzą

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Kochają I Rzucają - ZDJĘCIE ARKADIUSZ WOJTASIEWICZ / AGENCJA GAZETA

lat i czasem się zastanawiam, czy my od nich, czy one od nas nauczyły się zdrad.

Dużo pan wie o gęsiach?

– Nie chwaląc się, wiem. Hoduję je od 40 lat, jestem już czwartym pokoleniem, które tym się zajmuje. Gęsi hodował mój pradziadek, dziadek i ojciec. To nie kura, nie może nieść się przez cały rok. Gęś całą swoją fizjologię przekierowuje, by nieść jaja tylko w pewnym okresie od końca stycznia do końca lata. To pozostałość po jej dzikości – w naturze pisklęta urodzone później nie zdołałyby wyrosnąć przed zimą i nie przetrwałyby trudnego okresu. Człowiek je tyle lat hoduje, a niewiele w nich zmienił. Nadal w zimie jaj nie składają.

A na tym zdjęciu?

– Nie wiem, czy powinienem je pokazywać, bo to dowód przestępstwa. To mój dziadek i jego bracia. I gęsi, które przemycali do Prus.

Najpierw przepuszczali stado przez ciepłą smołę, potem przez piasek albo żwir, które przywierały do tej smoły, znowu przez smołę. Tak kilka razy, aż gęsi były dobrze obute. I wtedy mogły przejść nawet 200 km. Gospodarstwo pradziadków było w okolicach Tczewa, pod Warłubiem, tam nie było popytu na gęsi, cena była słaba, a w Prusach to co innego. Przepędzali gęsi przez granicę do Prus, tam gdzie nie było celników, i sprzedawali znacznie drożej. To był czas zaborów, więc może to zdjęcie to dowód na działalność niepodległościową mojego dziadka, skoro oszukiwał zaborców?

Czego potrzeba gęsi?

– Musi chodzić po trawie, skubać, mieć zbiornik wody, wtedy lepiej się czuje i lepiej znosi jaja. W budynku mogą być rewelacyjne warunki, ale to nie wystarczy. Ma stres z powodu ograniczenia wolności, z tego, że zjada dużo więcej paszy, niż potrzebuje, a rośnie słabo i pióra ma gorsze.

To ptak jakby z innej planety, nie daje się ujarzmić do końca. Półdziki, nie do końca udomowiony, nawet mięso ma ciemne, jak dzikie zwierzęta. Do normalnego życia potrzebuje powietrza i słońca. Dzięki temu jest odporna na choroby. Gęś nigdy nie dostaje antybiotyków, bo sama sobie wyszukuje różne zioła na łące i profilaktycznie zjada. Żyje w stadzie, ma swoje odruchy sympatii i antypatii, ma poczucie smaku i węchu. Z pastwiska wybiera sobie co smaczniejsze kęski, nie je jak popadnie.

Mnie się na gęsiach udało – zaczynałem od kilkunastu hektarów, mam dziś 70. Najpierw chowałem je na tucz, dziś mam cykl zamknięty – mam wylęgarnię, hoduję na jaja, sprzedaję pisklaki, ale też tuczę. Mam tysiąc matek, które dają około 40 tysięcy piskląt rocznie. Stopniowo się gospodarstwo rozwijało, ale były wzloty i upadki.

Próbuję odrodzić ideę chowu gęsi przyzagrodowych. Kiedyś gęsi utrzymywano w niemal każdym gospodarstwie rolnym, głównie dla pierza, bo obyczajem było dawanie na ślub dziecku pierzyny i poduszek wypchanych pierzem i puchem pochodzącym z własnego gospodarstwa. Ale ten chów zamarł.

Kiedy?

– Zaczął zamierać po upadku komunizmu, gęsi nie były w cenie, nie było już potrzeby skubania puchu na kołdry, nie opłacało się chować. A jednocześnie gęsina zawsze była droższa niż np. kurczak fermowy – ludzie rzucali się więc na brojlery, byle było co do garnka włożyć. Nie było też tej świadomości, która jest dziś, że nie każde mięso jest jednakowej wartości zdrowotnej. Ludzie do tego nie przywiązywali wagi. Na wieś jechało się po jajka, potem po domową kurę, a nie gęś.

Ale od paru lat trend się odwraca, gęsi znowu pojawiły się w małych gospodarstwach

Jaka tu pana zasługa?

– Jakaś jest. Na początku lat 90. był w gęsiach krach. Węgrzy nas wtedy wyrolowali z rynku niemieckiego, nikt od nas nie chciał kupować. A 98 proc. naszych gęsi szło do Niemiec. Krach był do tego stopnia, że hodowcy gęsi zagazowywali. Ja też. Do dziś jak to sobie przypomnę, to mi się chce płakać. A miałem do spłacenia kredyty, bo wziąłem je jeszcze za komunistów na budowę wylęgarni i myślałem, że będę rozwijać hodowlę. A tu przyszedł rok 1990 i banki kredyty przeszacowały. Nagle miałem do spłaty o 300 procent więcej. O tym się mało mówiło, ale to była na wsi tragedia – ilu ludzi wtedy popełniło samobójstwo, ilu komornik zlicytował! Mój sąsiad poszedł do obory i między krowami się powiesił.

Przecież rząd uprzedził, że od 1 stycznia 1990 roku oprocentowanie kredytów

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.