Jestem jak tupolew

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - O Czym Rapuje Młody Słupsk -

(Stachu, „Idę sam”)

Stachowi nie mieściło się w głowie, że chłopak z domu dziecka jak on kiedyś nagra w studiu swoje wersy. To, co pisał, chował do szafki.

– Superzajawkę załapałem dopiero, jak Przemek zaproponował mi projekt. Byłem głową w chmurach.

Przemysław Kaca, wychowawca z placówki opiekuńczo-wychowawczej w Słupsku, wymyślił projekt dla trudnej młodzieży „Hip-hop drugą szansą w resocjalizacji”. Dał głos zbuntowanym nastolatkom, którzy mieli na koncie kradzieże, bójki, ale doznali też w życiu wielu krzywd. Do Stacha przyłączył się Tomek. Nagrali własne kawałki, poznali znanych raperów: KęKę, Palucha, Zeusa, Kali. Z czasem dołączyli do nich inni zafascynowani rapem chłopcy, już spoza placówki – Batyt, Ellov, Rupit i Majcher.

– Z początku była trema, staliśmy jak słupy i tylko nawijaliśmy do majka (mikrofonu). Teraz uwielbiam scenę. Rapuję o tym, co przeżyłem, wyrzucam, co mi leży na sercu. Wtedy nie chodzę i nie rozpierniczam rzeczy jak kiedyś. Może pomogę kilku dzieciakom. Pierwszy kawałek się nie spodobał – mówili – uee, ty się nie nadajesz, a potem im gęby ucichły, bo zobaczyli progres. Nigdy nie miałem się za gwiazdę. Jak coś nagram, nigdy mi nie pasuje. To fajne, bo wiem, co chcę zmienić. Jak smażę kotlety, włączam bit i nawijam.

Stachu nie do końca czuje się raperem. – Musiałbym coś więcej dać od siebie, mieć więcej umiejętności. Absolutnie nie chodzi o pieniądze, taką mam samoocenę. Chciałbym, żeby mój przekaz do kogoś trafił, żeby ktoś tego słuchał i mówił: on ma trochę racji.

Stachu i Tomek są wierni starej szkole rapu (old school), nie podobają im się nowe trendy (new school), które pociągają pozostałych chłopaków z projektu Przemka Kacy.

– Starszy brat nauczył mnie klasyki – puszczał WWO, Peję, Kaliber 44. Niektórzy myślą, że jak ja jestem młody, to tego nie znam. Ważne, żeby nawijać o tym, co przeżyłeś, a nie zmyślać. Nie pisać o tym, ile to ja nie mam pieniędzy, po jakich baletach nie chodzę i jakich dup nie mam. O takich rzeczach nawijają banany, tak nazywa ich Paluch, bo wszystko dają im rodzice. Znam paru chłopaków, z którymi pani rozmawiała, nawijają o dupach, hajsach – to jest ściema – na ulicy wąsko przy ścianie chodzą. To pozerzy. Każdy ma swoją historię i ważne, żeby ją przelewać na papier, a nie to, czego się nie ma. Nie rapuję pod publikę. Nikogo nie udaję, ani gangstera, ani grzecznego chłopca. Jak można nawijać, że się pali marihuanę, jak się w ustach lufy nie miało? Albo że się wozi z dupami po mieście, skoro nigdy go z żadną nie widziałem. Mówię nie tylko o tych chłopakach, ale również o dzisiejszym rapie. Rap pomógł mi w życiu. Są teksty, z którymi się utożsamiam, i to jest mega. Dzieciaki pod moimi kawałkami też pisały, że tak miały.

Tomek jest bliskim przyjacielem Stacha, traktują się jak bracia – razem mieszkają i piszą. Dużo czasu spędzają na placu przy ul. Krasińskiego, gdzie jest mała, zdewastowana scena, w zamyśle miejsce do realizacji młodzieńczych pasji. Chłopcy mówią, że to miejsce im odebrano.

– Był konflikt z mieszkańcami. Tu mieszka dużo starszych ludzi. Pięć razy dziennie dzwonili na policję. A wystarczyło powiedzieć, żebyśmy ściszyli muzykę – po co od razu prąd odcinać? Po co ta scena stoi? W ogóle w Słupsku mało się dzieje. Koncerty robią tylko młodzi ludzie, miasto w to się nie angażuje, nie ma żadnych propozycji dla młodych. Jest tylko jeden klub, Keller, gdzie przyjeżdżają grubsi raperzy. A gdzie ja mam iść, żeby tu koncert zrobić? Do prezydenta, do zarządcy osiedla? Jak coś zrobimy, zaraz ludzie zadzwonią na policję. O Słupsku mówią mały Paryż – bo jest piękny, a co z tego? O hip-hopie krąży dużo stereotypów, że to przeklinanie, ławka i klatka. Ludzie nie wiedzą, że to moja pasja i ja się dzięki temu rozwijam.

Nie wiążę przyszłości ze Słupskiem. Chcę wyjechać za granicę i normalnie zarabiać. W Polsce nie dam rady. Nie mam żadnego wykształcenia ani zawodu. Najlepiej pracowało mi się na farmie w Anglii, nie wstydzę się tego. Straciłem pracę, jak zaczęła się sprawa z brexitem. Mleko poszło w dół, gościowi się nie opłacało, sprzedał wszystkie krowy, zostawił sobie tylko pola. Teraz pracuję na budowach, produkcji, biorę, co jest. Żyję spontanicznie. Wykształcenie i tak nie ma znaczenia. Siostra skończyła dwa kierunki, jest księgową w firmie, która robi okna, i tylko ciągnie od pierwszego do pierwszego.

Czy czegoś w życiu żałuję? Że kupę kasy przepiłem, przećpałem. Za wszystko biorę odpowiedzialność, każdy ma swój rozum, nie ma co oceniać. Nie miałem łatwego życia, nie jestem synalkiem mamusi, bananem. Takie jest życie: albo pójdziesz prosto, albo się zgubisz.

Chcę wychować córkę na dobrego człowieka

(Tomek, „Moje życie”)

– Chcemy ze Stachem pokazać, że hip-hop to nie jest siedzenie na ławce w kapturze, picie, ćpanie, bijatyki. Jest lepsza strona rapu, z pozytywnym przekazem. Liczymy, że jak zagramy numer o tym, co przeżyliśmy, i jakie były konsekwencje, to ktoś zastanowi się nad sobą.

W Słupsku jest ze 20 raperów. Nie trzymam się z nimi. Z niektórymi zbiję piątkę. Nie lubię, jak ktoś dopiero zaczyna, a robi z siebie wielką gwiazdę. Nagrywa kawałki, że ma pieniądze. Fajnie, gdyby miało się jakieś pieniądze z rapu, ale nie trzeba się tym afiszować. Nagrałem jeden kawałek newschoolowy – nie przypasowało mi, wolę starą szkołę. Idę przez miasto ze słuchawkami, z których leci podkład, widzę coś na ulicy i sobie zrymuję. Jak ktoś bezdomnemu na ulicy da 5 złotych, jak ludzie się biją – wtedy wpada mi coś do głowy. A w new schoolu widzę nieszczerość.

Czasem mam wrażenie, że tylko ja ze Stachem zostaliśmy ze starej szkoły. Nowa szkoła też zniknie, wielu raperów zaczyna śpiewać, niedługo będą nagrywać z Dodą!

Lubię występować, stać i trzymać mikrofon. Ciarki aż czasem przechodzą. Poza Słupskiem prawie nie koncertuję. Mamy odłożone pieniądze na płytę, tylko wena czasem nie pozwala pisać. Mieliśmy dwa kawałki, ale znudziły się. Ze Stachem czasem wspólnie piszemy zwrotki. Potem mamy problem, kto dostanie którą, ale bez spin – dzielimy się. Czasem jakiego focha walniemy, ale godzina i wszystko przechodzi.

Mamy w Słupsku nowego prezydenta – nic do niego nie mam. Nie obchodzi mnie to, że jest, jaki jest, niech robi, co chce, byle nie publicznie. Kiedyś widziałem, jak dwóch chłopaków trzymało się za rękę, paliłem wtedy papie-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.