Przeproś mnie, InterCity

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Tochman Springer - Filip Springer

Japońskie koleje przeprosiły niedawno publicznie za to, że jeden z ich pociągów odjechał ze stacji szybciej niż powinien. O 20 sekund szybciej. Tych 20 sekund wiele wyjaśnia z tego, co dzieje się na naszej kolei. Nikt tu bowiem za nic nie przeprasza i teraz wiem dlaczego. Skoro można przeprosić za 20-sekundowe odstępstwo od rozkładu jazdy, to na godzinne spóźnienia wynikające z niedbalstwa po prostu nie ma już słów. Żadne by nie wyraziły szczerego żalu przewoźnika. Jest więc tylko pełne empatii milczenie.

Średnio raz w roku piszę „kolejowy felieton”. Zwykle w listopadzie lub grudniu, gdy poziom goryczy osiąga we mnie punkt krytyczny. Pociągami jeżdżę dużo, miewam takie tygodnie, że więcej czasu spędzam w nich niż w domu. Ostatnio w dziesięć dni przejechałem 2650 kilometrów i wydałem na to ponad 1500 złotych. To niemało, ale PKP InterCity hojnie zafundowało mi dodatkowe trzy godziny w pociągach więcej, niż planowałem. Tyle bowiem łącznie wyniosły opóźnienia składów, którymi podróżowałem.

Tylko czasem ulegam pokusie pisania reklamacji, to jednak zajęcie dla tych, którzy lubią upokorzenia. Gdy zdecydowałem się ubiegać o zwrot należności za przejazd pociągiem, który na 2,5-godzinnej trasie spóźnił się o godzinę, dostałem informację, że ze względu na cenę biletu odszkodowanie byłoby tak małe, że PKP InterCity mi go nie wypłaci. Potem następowała litania unijnych przepisów, którymi się przewoźnik zasłaniał przed odpowiedzialnością za beznadziejną jakość dostarczanych usług. Godzinne spóźnienie to dla PKP InterCity żaden problem, dla mnie problem wielki, bo musiałem tego dnia pokasować spotkania i cały sens wyjazdu nagle gdzieś zniknął. Gdy pożaliłem się tym na Facebooku, ktoś wkleił pocieszającą opowieść, że za dwugodzinne spóźnienie naszego cywilizacyjnego osiągnięcia, jakim jest Pendolino, zadośćuczynienie otrzymał. Wygląda na to, że jedyny sens kupowania tych koszmarnie drogich składów był taki, że są tam droższe bilety, dzięki czemu w przypadku spóźnienia przekraczającego 120 minut można dostać zwrot połowy ceny biletu.

Doświadczeni podróżni wiedzą, że polska kolej rządzi się swoimi prawami, i tylko jedność nas, słabszych, może być ratunkiem przed ostateczną klęską. Gdy skład wiozący mnie do Katowic utknął gdzieś na rogatkach Zawiercia, siedzący obok mnie facet bez pytania zaordynował: – Pan sprawdzi osobowe z najbliższego dworca, a ja dzwonię po taksówkę. Spotykamy się na zewnątrz. Ani się obejrzałem, a gramoliłem się z nasypu do stojącego na poboczu polnej drogi passata miejscowej korporacji taksówkarskiej, a za plecami słyszałem posapywania jeszcze dwóch pasażerów, którzy przyłączyli się do naszej ucieczki. Jeden zaoferował, że ma drobne (jakby się nie dało płacić kartą), drugi chciał pomóc nieść temu pierwszemu wielką walizę.

Taksówkarz nie był zdziwiony: – W sumie moglibyśmy się tu ustawić jak na postoju – powiedział – może nawet powinniśmy odpalać jakąś dolę kolejarzom. Tak byłoby sprawiedliwiej.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.