Nie jestem najlepszy

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Jerzy Górski Małgorzata I. Niemczyńska

Nie wpieprzałem się – mówi Jerzy Górski, pierwowzór bohatera filmu „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego o narkomanie, który zostaje mistrzem świata w podwójnym triatlonie Ironman. – Po co? Miałem mówić: but niebieski, a nie czerwony? To oni mieli empatycznie oddać, co było zapisane w scenariuszu. Zrobili to fantastycznie. Film się nazywa „Najlepszy”, ja najlepszy nie jestem. Po prostu wszystko chciałbym robić najlepiej. Jak się biłem, chciałem wygrać. Jak rzucałem kamieniami, to jak najdalej. Jak wchodziłem na drzewo, to na najwyższe – potem nie mogłem zejść.

Kiedy ma się 14-15 lat, jest się najmądrzejszym na świecie. A jeszcze jak ulica wychowuje... Nic nie miałem swojego. Chciałem mieć długie włosy, kolorowe ubrania, być hipisem, a w szkole wszystko było przeciwko mnie. W domu jeden pokój, przedpokój, kuchnia. Uciekałem. W tamtym czasie było ponuro. Mogliśmy tylko grać w piłkę. Pokochałem gimnastykę, stawałem na stole na rękach, w domu były połamane krzesła. Mama mnie strofowała, żebym sobie krzywdy nie zrobił.

Gdybym posłuchał ojca, byłbym mechanikiem, pewnie najlepszym. Ale nie chciałem go słuchać. Poszedłem, gdzie poszedłem, akurat miałem koło domu klub Związku Młodzieży Socjalistycznej. Był tenis stołowy i mocne alkohole. Byłem dumny, że starsi mnie przyjęli do siebie. Ale robili, co robili, a ja chciałem być taki jak oni. Kombinowałem najmocniejsze papierosy, jakieś patykiem pisane wina...

Różnica między dziś a kiedyś jest jedna: są inne możliwości, żeby załatwić towar. A mechanizm uzależnienia – ten sam. To miał być cholernie fajny świat! Wszedłem w to bez pamięci, bardzo mocno, bo nikt mi nie powiedział: „To coś cię zniewoli”.

Nie wiem, jak zmierzyć dno. Gdy dziś sobie przypomniałem, jak piłem z butelki półlitrowej wódkę, zrobiło mi się niedobrze. Stali starsi koledzy, był konkurs na wypicie butelki, znów chciałem być najlepszy. Nikomu tego uczucia nie proponuję. Nie było wtedy oddziałów dla narkomanów, zamykali nas w psychiatrykach. Przechodziłem elektrowstrząsy, wiązanie... Wiele razy chciałem się leczyć. Jak już minął głód po przymusowej abstynencji w szpitalu czy areszcie, mówiłem: „Teraz będę pił”. Błędne koło.

Decydujący był moment, gdy zamknęli mnie w związku z kolejną sprawą: o produkcję heroiny i włamania do aptek. W celi usłyszałem przez radiowęzeł Marka Kotańskiego. Mówił o wolności, a ja wolności nie miałem. Facet zrobił w mojej głowie rewolucję. Przy współwięźniach udałem twardego, ale w nocy napisałem do niego list. Gdyby ktoś mi powiedział, że wezmę udział w triatlonie, nie wiedziałbym, o co chodzi. Może dałbym mu w mordę.

Kiedy ma się 14-15 lat, szuka się swojej drogi. Ja ją znalazłem: zacząłem grzać. Włożyłem zbroję, była coraz cięższa, grubsza, coraz mniej do mnie dochodziło. Towar, towar, towar. Grzać, grzać, grzać. Idąc do Monaru, miałem lat 29. Zbroja zaczęła odpadać. Wtedy się okazało, że pod nią jestem 15-letni gówniarz. Dotąd nie przeżywałem emocji, bo albo byłem na głodzie, albo zamroczony.

Poznałem jednak świetnych ludzi. Stworzyli mi warunki. Początki były trudne, ważyłem 49 kilo. Ale wszedłem w ćpanie życia. Tak naprawdę nie wiemy, co my możemy.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.