Z Vítem Klusákiem, reżyserem dokumentalistą, autorem filmu o Daliborku, czeskim neofaszyście, rozmawia Urszula Jabłońska

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Polecamy Dokument -

Czy Dalibor jest gwiazdą czeskiego YouTube’a?

– Jeden z jego filmów miał jakieś 200 tysięcy wyświetleń: stoi w swoim pokoju i prezentuje składaną pałkę połączoną z paralizatorem. Pałka najpierw nie chce się rozłożyć, a potem złożyć, cały film wygląda jak parodia. Obejrzałem inne jego nagrania i również były całkowicie szalone. W jednym udaje, że morduje swoją matkę, oblewa się keczupem, przebiera za staruszkę, udaje, że wypija truciznę i się dusi, a koledzy go ratują. Ale były też filmy, w których stara się przemycić przekaz polityczny – wypowiada się agresywnie przeciwko uchodźcom albo prosi naród, żeby się przebudził, ponieważ grozi mu żydowski spisek. Ludzie się z niego wyśmiewali i zablokował wszystkie swoje filmy.

Co cię w nim zafascynowało, że postanowiłeś nakręcić o nim film?

– Jego pokój był obwieszony neonazistowskimi symbolami, ale miał też głęboką potrzebę refleksji nad światem i artystycznego wyrażania się. Oczywiście w bardzo amatorski sposób, bo był niewykształcony. Ta dwoistość zwróciła moją uwagę.

Zgodził się bez problemu?

– Za pierwszym razem odpisał, że pewnie jestem policjantem i to prowokacja. Zablokował mnie. Pojechałem do miasta Prostĕjov, w którym mieszkał: 44 tysiące ludzi, a ja miałem ze sobą tylko jego zdjęcie. Kiedy udało mi się go odnaleźć, przez godzinę powtarzał, że nie może wystąpić w filmie, bo zostanie aresztowany za poglądy.

Byłem przekonany, że nic z tego nie będzie, więc nie starałem się go specjalnie przekonać. W końcu napomknąłem, że jako filmowiec amator będzie miał możliwość wziąć udział w profesjonalnej produkcji filmowej. Zobaczy, jak używa się stabilizatora kamery, profesjonalnego oświetlenia, mikroportów, dronów. Wtedy jego oczy rozbłysły i zmienił nastawienie.

Dalibor ma 36 lat, mieszka z mamą w małym mieszkanku żywcem wyjętym z lat 80., pracuje w warsztacie lakierniczym, a w wolnych chwilach nagrywa swoje filmy. Dlaczego w ogóle zwrócił się ku ideologii neonazistowskiej?

– Nakręciliśmy scenę, w której wyjaśnia chłopakowi swojej matki, jak to się stało, ale nie trafiła do ostatecznej wersji filmu. Dalibor opowiadał, że miał krótki związek w kobietą, trwał tylko trzy dni, ale to była pierwsza intymna relacja w jego życiu, pierwszy seks. Ta dziewczyna złamała mu serce. Powiedział wprost, że to właśnie wtedy postanowił być twardy, to był dla niego jedyny sposób, żeby uciec przed bólem. W pewien sposób zidentyfikował ideologię neonazistowska z byciem maczo.

Myślę, że mój film opowiada o kryzysie męskości nawet bardziej niż o problemie rasizmu. Pokazuje, w jaki sposób ludzkie lęki i frustracje przeradzają się w nienawiść. Nie chcę jednak narzucać widzowi interpretacji, myślę, że każdy powinien sam ocenić, do jakiego stopnia Dalibor rzeczywiście identyfikuje się z tą ideologią, a na ile jest to maska, która ma zrekompensować brak męskiego wzorca w rodzinie.

Czasem Dalibor mówi mądre rzeczy. „Nie ma demokracji, jest tylko kapitalizm. Otaczają nas same -izmy i każdy musi wybrać swój”.

– Przeprowadziliśmy wiele rozmów, ale chciał głównie roztrząsać problemy w relacji ze swoją dziewczyną Janą. Był bardzo sfrustrowany, że nie jest to związek, w którym spełnia się seksualnie. Ogólnie nie ma szczęścia do kobiet. Myślę, że częściowo wynika to z tego, że jest bardzo niepewny siebie.

Dalibor prowadzi dyskusje z chłopakiem swojej matki o tym, że trzeba by pobić jakichś Cyganów, ale nigdy się na to nie decyduje. Czy myślisz, że mógłby być dla kogoś niebezpieczny?

– Jestem przekonany, że nie. Zanim zaczęliśmy kręcić, postawiłem sobie dwa warunki. Po pierwsze, nie chciałem robić filmu o kimś, kto stosuje przemoc. Więc postanowiłem, że najpierw muszę zdobyć pewność, że nigdy nie zrobił nikomu krzywdy. Drugim warunkiem było to, że musi mieć zdolność do refleksji.

Ale uważam, że dzisiaj kwestia przemocy jest dużo bardziej skomplikowana. Moim zdaniem głównym problemem nie jest to, że skrajna prawica stosuje przemoc fizyczną, tylko ich bardzo spójna i konsekwentna agitacja w mediach społecznościowych. W trakcie pracy nad filmem Dalibor został oskarżony o stosowanie mowy nienawiści. Więc nigdy nie rzuciłby koktajlem Mołotowa, ale produkuje, szeruje i lajkuje nienawistne treści, fałszywe wiadomości.

Mówi na przykład o tym, że Holokaust nie miał miejsca. Jak się czułeś, słysząc takie rzeczy?

– Długo starałem się po prostu bezstronnie przekazywać światu poglądy Daliborka, jego punkt widzenia. Chciałem znaleźć odpowiedź na pytanie – jak to w ogóle jest możliwe, że w 2017 roku są ludzie, którzy zaprzeczają czemuś, co jest tak dobrze udokumentowane? Starałem się być bardziej detektywem niż jego psychoterapeutą.

To był twój pomysł, żeby zabrać go do Auschwitz?

– W filmie Dalibor mówi, że nie wierzy w Holokaust, a Jana mu odpowiada, że przecież nigdy nawet nie był w obozie koncentracyjnym. Wiedzieliśmy, że chcemy zakończyć film sceną, w której wszystkie cztery główne postacie – Dalibor, Jana, jego matka i jej chłopak – wystąpią razem. Chcieliśmy też wywieźć ich z tego małego miasteczka i smutnego mieszkania, klaustrofobicznej scenografii dla ich stereotypów.

Zaczęliśmy jeździć na zorganizowane wycieczki do Auschwitz. Zagadaliśmy do przewodnika, czy to w ogóle byłoby możliwe, żebyśmy zabrali na jedną z takich wycieczek neonazistę. Powiedział, że przecież jeżdżą tam cały czas. Głównie po to, żeby zrobić sobie selfie z bramą z napisem „Arbeit macht frei”. Dlatego w obozie ciągle trzeba instalować więcej kamer i wzywać policję. Zresztą już na drugiej z naszych wycieczek spotkaliśmy dwóch mężczyzn w neonazistowskich strojach, którzy robili sobie zdjęcia na tle komór gazowych. Tym bardziej poczuliśmy, że powinniśmy dostać oficjalne pozwolenie. Powiedziano nam, że dobrze by było, żebyśmy równocześnie z Daliborem zabrali na wycieczkę kogoś, kto przeżył Holokaust, ponieważ obóz nie należy do ludzi, którzy nim zarządzają, tylko do tych, którzy przeżyli. Dlatego przyjechaliśmy z panią Liškovą i Dalibor miał szansę z nią porozmawiać.

Wdał się z nią w dyskusję, tłumacząc, że są inne punkty widzenia. W tym momencie wyskoczyłeś zza kamery i zacząłeś na niego krzyczeć. Poniosły cię emocje?

– Po prostu nie mogłem tego znieść. Poczułem, że Dalibor już nie rozmawia zwyczajnie z panią Liškovą, tylko zaczyna być ironiczny i bagatelizuje to, co ona mówi. Ta scena trafiła do ostatecznej wersji filmu również dlatego, że chcieliśmy pokazać, że metoda obserwacyjna ma swoje granice. Doszliśmy z ekipą do punktu, kiedy musieliśmy pokazać, co o tym myślimy.

To była pierwsza kłótnia przed kamerą, ale poza planem było ich wiele. Marianna Stránská, dyrektorka artystyczna filmu, opowiedziała Daliborkowi swoją historię rodzinną. Jej pradziadek był internowany w Auschwitz. Nie był Żydem, tylko członkiem Sokoła, czeskiej organizacji patriotycznej. Przeżył tylko dzięki temu, że Hitler wprowadził chwilową amnestię. Został wypuszczony, ale to był wyjątek. Daliborek powiedział Mariannie, że jego zdaniem jej pradziadek zdradził naród. Wtedy też wdali się w kłótnię.

Miałeś poczucie, że dzięki filmowi zrozumiałeś Dalibora, jego motywy, sposób myślenia?

– Bardzo starałem się go zrozumieć. I uważam, że jeżeli się zracjonalizuje jego postawę, jest to możliwe. Wystarczy przyjrzeć się jego sytuacji życiowej – dostaje pensję w wysokości 300 euro miesięcznie, tkwi w biedzie, z której nie ma szans się wydobyć. Nie ma też szans, żeby wyprowadzić się od matki, wejść w prawdziwy związek z kobietą. Kiedy weźmie się pod uwagę cały ten koktajl okoliczności, można zrozumieć, dlaczego zwrócił się ku radykalnym poglądom.

Czy neonazizm jest dużym problemem w Czechach? Kiedy oglądamy film, śmiejemy się z Dalibora, może nawet czujemy do niego sympatię. Ale przecież neonaziści to wielki problem. W Polsce 60 tysięcy osób wzięło udział w marszu z okazji Dnia Niepodległości, na którym niesiono transparenty odnoszące się do supremacji białej rasy. Czy zrozumienie takich ludzi jest kluczem do rozwiązania tego problemu?

– Kiedy dochodzi do takich wydarzeń, jest już w dużej mierze za późno. Ale można się zastanowić, co da się zrobić, żeby temu zapobiec. To jak z każdą inną chorobą – nie wystarczy leczyć objawy, trzeba znaleźć przyczynę, zrozumieć, skąd się bierze. Myślę, że mój film może w tym pomóc.

Nie sądzę, żebyśmy zrobili rozrywkowy film o słodkim neonaziście o wielkim sercu. To raczej tragikomedia z naciskiem na aspekt tragiczny. Film powoduje u widzów ogromny niepokój. Lubię obserwować reakcje publiczności. Przez pierwszą połowę wszyscy ryczą ze śmiechu, ale podczas drugiej na sali zapada grobowa cisza.

Daliborowi podobał się film?

– Musieliśmy przekonać go, żeby obejrzał film jako pierwszy, bo ciągle powtarzał, że poczeka, aż będzie w telewizji. Przez większość czasu się śmiał. Powiedział, że to świetna komedia z fajną muzyką, tylko wyciąłby zakończenie w Auschwitz, bo zmienia film w kiepski reality show. „Po prostu to wytnij” – powiedział. Oczywiście nie zrobiłem tego.

Kiedy film się ukazał, Dalibor całkowicie się zmienił. Zaczął się inaczej ubierać, zdjął ze ścian neonazistowskie symbole. Usunął wszystkich neonazistów ze znajomych na Facebooku, w związku z czym ma ich teraz tylko 55. Zaczął czytać książkę o buddyzmie po angielsku, a ponieważ nie zna tego języka, czyta za pomocą translatora.

Zastanawiamy się z ekipą, czy to prawdziwa zmiana, która wynika z procesu, który razem przeszliśmy, czy tylko kamuflaż. Przecież Dalibor wie, że film krąży po świecie. Może boi się ewentualnych prawnych konsekwencji, więc postanowił przeczekać ten gorący moment?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.