Setka, czyli integracja

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Tochman Springer - Filip Springer

Pani do Warszawy? – pyta nieco zachrypniętym głosem. – A nie – odpowiada pani uprzejmie. – Z przesiadką do Gdańska. – Piękne miasto – mówi on, nieco rozmarzony. – Z historią. – Zwłaszcza starówka – dodaje ona. – Bardzo lubię. – Raz byłem – podchwytuje zachrypnięty. – Wyjazd służbowy, szkolenie i integracja… Tamta kiwa głową uprzejmie i puentująco kieruje wzrok za okno. – …zaczęliśmy na miękko – ciągnie jednak on niezrażony. – Piwko, cydry jakieś, sklep mieliśmy obok. Potem softy zaczęliśmy mieszać, wie pani, takie z parasolkami, żeby światowo było. Ale cały czas to była biforka, grill taki, bym powiedział, cywilizowany. No i to szkolenie... No ale potem kolega przyszedł, po drodze kratę strongów gdzieś kupił, ofiarnie przyciągnął. Zrobiliśmy… – zatarł ręce – ...a jeszcze południa nie było!

Ona już zupełnie była niezainteresowana, ale on się nie zrażał. We mnie zaś wzbierała ciekawość.

– Potem obiad wjechał – ciągnął – żeby, wie pani, rytmu dnia nie tracić, to groźne. I po tym obiedzie dopiero poszliśmy w tan. Koło siódmej, już przed imprezą, koleżanki chciały się wódki napić. Poszliśmy na szoty. Kawałek od hotelu, ale pół godziny szliśmy. Weszły szoty. Ale im było mało! – wali ręką w udo. – Poszliśmy do sklepu. Wykupiliśmy im tam całą wódkę. Rozmarzenie łamie mu głos. – I papierosy.

Cisza w przedziale w ogóle mu nie przeszkadzała. Można było odnieść wrażenie, że sobie tylko to wszystko opowiada. – Whisky na barze była za darmo, tośmy tę whisky. Ja z colą, bo sama mi nie wchodzi. I z lodem.

Na to się włącza pani spod okna: – A pan, przepraszam, z jakiej branży? – Nauczyciel – odpowiada tamten z dumą. – Nauczanie początkowe. Byłaby to ledwie pociągowa opowiastka, jakimi od czasu do czasu raczę ludzi na Facebooku, gdyby akurat nie wpadła mi w ręce niepozorna książeczka fotografa Macieja Rawluka pod tytułem „Setka. Sklepy alkoholowe”. Rawluk zrobił w niej typologię fotograficzną sklepów monopolowych w jego rodzinnej Łodzi. A jest ich w tym mieście prawie 1,5 tysiąca. To pięć razy więcej, jak sam zauważa we wstępie, niż w całej Norwegii.

„Nie chodzi o to, czy jestem za, czy przeciw – pisze jeszcze. – Notuję pewne zjawisko. Nie mogę jednak nie myśleć o dysonansie pomiędzy wolnym handlem a ograniczeniami, którym jesteśmy jako obywatele poddawani. Pomiędzy wolnością a jej skutkami. Mocnego alkoholu nie można produkować samemu. A sprzedawać można tylko ten, na który oko ma państwo”.

Rawluk wymienia też nazwy sfotografowanych przez siebie sklepów: Kacuś, Setka, Seta, Źródełko, Kapselek, Karafka, Za Grosze, Promil, Procent, Reset. Niemalże jak sklepy z zabawkami, tyle że dla dorosłych. Materia została tu ewidentnie oswojona. Człowiek może się wręcz poczuć przytulony.

– No ale ten Gdańsk. Widział pan? – pytam w końcu mojego nauczyciela z przedziału, gdy zbieramy się już do wysiadania. Spogląda na mnie zdziwiony.

– A widzi pan, nie bardzo. O jedenastej mi się film urwał na tej imprezie. Ale piękne wspomnienia stamtąd mam.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.