Czekam na Toma Hanksa

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Monika Jaskólska Małgorzata I. Niemczyńska

Sprzątam po sylwestrze – mówi mi bizneswoman Monika Jaskólska, znana jako „kobieta, dzięki której Tom Hanks dostał »malucha«”. Mam dzwonić później. Niełatwo się dobić, ale też niczego innego się nie spodziewałam. Z doniesień prasowych wiem, że zdarza jej się przyjmować dziennikarzy w szlafroku i ręczniku na głowie czy udzielać wywiadów, gdy gotuje rosół. Ponieważ dzieci ma troje, a rąk tylko dwie, jedno musi czasem przytrzymywać nogą.

– Jeżdżę teraz od firmy do firmy, przyjmuję dary na licytację – słyszę w końcu. – Mam książkę od Toma Hanksa z autografem, osiągnęła już sumę 30 tysięcy złotych. Przygotowuję czwartą akcję charytatywną „Nie wypada nie pomagać”. Zaczęło się, gdy moja Hania miała dwa miesiące. Wylądowałam z nią w szpitalu pediatrycznym w Bielsku-Białej i przez półtora tygodnia musiałam spać na podłodze. Tak się nie da: opiekować dzieckiem 24 godziny na dobę, karmić, tulić, uspokajać – i wstawać z podłogi. Po wyjściu zorganizowałam pierwszą akcję. Dzięki niej w bielskim szpitalu są już specjalne krzesła, z których jednym ruchem można zrobić łóżka. Gdy trwała trzecia akcja, zaczęła się zrzutka na polskiego fiata 126p dla Toma Hanksa. Udało mi się te inicjatywy połączyć.

– O co w tym chodziło? – pytam, bo chyba nie wszyscy złapali.

– Zaczął Tom. Zrobił sobie zdjęcia z trzema różnymi „maluchami” i wrzucił na fanpage’a z opisem, że jest podekscytowany swoim nowym autem. Polacy chętnie je udostępniali, szczególnie ludzie z Bielska, bo „maluch” był u nas produkowany. Jak zobaczyłam je po raz pierwszy, nie byłam pewna, czy on sobie nie robi żartów. A z „malucha” śmiać się nie wolno! No, chyba że nam. Postanowiłam: zorganizuję zbiórkę na takie auto, wyremontuję je, wyślę mu i napiszę, jaka jest jego historia. Bo tak naprawdę dla nas to nie auto, tylko muzeum emocji. Potem już poszła lawina śnieżna, tego się nie dało zatrzymać. Efekt okazał się spektakularny. Najwięksi specjaliści uważają, że to była polska akcja marketingowa roku. Promowałam nie tylko Bielsko, ale całą Polskę. Do tego udało się zebrać około 120 tysięcy złotych na szpital.

– Ale hejt był?

– Przeczytałam czy usłyszałam nieraz: „Auto milionerowi? Głupia blondynka!”. Było mi cholernie przykro, gdy widziałam łzy w oczach siostry czy mamy, które przeżywały takie komentarze. Podświadomie czułam jednak, że to dobra akcja i że nie mogę się poddać. Skala hejtu pokazuje skalę sukcesu. Kocham moje miasto, choć jeszcze tak wiele jest w nim do zrobienia. W firmie odzieżowej, którą prowadzę, dogoniły mnie na dodatek wszystkie sprawy odłożone na czas akcji z „maluchem”. Zaczynam się też przygotowywać na przyjazd Toma, żeby udało się na piątkę z plusem. – Serio, będzie rewizyta?

– Prawdopodobnie jesienią. Chciałabym mu pokazać Bielsko swoimi oczami. Podróż w dowolne miejsce świata sprzeda mu każde biuro podróży. Ale wycieczkę szlakami, których nie ma w przewodnikach, może mu zrobić tylko mieszkanka miasta. Planuję przygotować duszonki w ogrodzie – to taka potrawa z gara żeliwnego na ognisku. Jestem też podobno dobra w gołąbkach. Kiedy byliśmy w Los Angeles, Tom zajadał się polską kiełbasą.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.