Wyistnieć

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Ojciec wczoraj przeskakiwał kanały i Owsiak coś tam krzyknął. Co oni wyprawiają? Co oni wyprawiają, powiedz, mówi tato. Kto, spytałam. No te Owsiaki. Jak można od ludzi tak pieniądze wyciągać?! Tak bezczelnie, jawnie… On to wstydu nie ma żadnego, żeby te pieniądze brać na inne cele – dodała mama. – Na ten festiwal, gdzie namawiają do aborcji.

Jezus! Co wy wygadujecie?! Nigdy nikt mu nie udowodnił, że przekazał te pieniądze na Woodstock – aż mi się zagotowało w środku, choć już w Wigilię przysięgłam sobie, że nie będę reagować, niech rodzice pozostaną, jacy są. Ludzie po osiemdziesiątce nie są warci żadnych argumentów. Przepraszam, że tak mówię, ale starość to jest walka z wiatrakami, na starość trzeba przymknąć oko i dać jej wyistnieć do końca. Ja tak mówię, panie Mariuszu, wyistnieć, takie słowo wymyśliłam, może pan sobie wziąć. To moja prawda.

Mama jest wyjątkowo pobożna, według wszelkich założeń powinna popierać to, co robi Owsiak i Orkiestra. Rok temu, przy poprzedniej, jej mówię: twoja nienawiść do niego to grzech, za który nie będzie rozgrzeszenia. Rydzyk mnie rozgrzeszy – wypaliła.

Oj, jaką teraz mieliśmy Wigilię w tej pobożnej rodzinie… Mama mówi, że pani Hela zza ściany jest sama, bo córka z zięciem wyjechali na Boże Narodzenie do Tajlandii, a wnuk w górach z narzeczoną. Z panią Helą mama chodzi do parku, odwiedza ją z ciastem, pani Hela wtedy robi kawę. Ale przez 15 lat mama nie zaprosiła jej do siebie. Pytam, dlaczego. Odpowiedź: ona się już przyzwyczaiła, że ja do niej przychodzę. Mówię mamie, że to nie jest wyjaśnienie, dlaczego TY jej do siebie nie zaprosisz. Mama na to, że przecież przynosi pani Heli zawsze coś słodkiego, więc widać, jak ją poważnie traktuje. Nie dawałam za wygraną: ale co by ci szkodziło czasem ją zaprosić? Czy ty jesteś normalna, pyta mama, przecież my dywanu nie mamy. No nie macie, i co z tego? Córuś, jak to wygląda bez dywanu? Zwyczajnie, mówię, ojciec nie może znieść kurzu i roztoczy, a ty możesz kulą zahaczyć i się o dywan przewrócić, to go nie macie, ja też zresztą u siebie nie mam. Mamo, mówię dalej, najlepiej powiedz pani Heli od razu, jak do was wejdzie, dlaczego nie macie dywanu, i będzie z głowy. Ja się nie będę tłumaczyła przed nią, że nie mam dywanu! No dobrze, to zaproś ją do siebie i nie tłumacz się, nic nie mów o dywanie i już. No jak mam ją zaprosić, mama na to, jak nie mamy dywanu?

Dobrze, mówię, ale jak dzisiaj, w Wigilię, pani Hela jest sama, to już wypada ją zaprosić, prawda? Nie można tak, żeby samotną osobę zostawić w taki wieczór, mówię. Daj spokój, córciu, co ty wygadujesz, w taki dzień ją zapraszać? No a kiedy jak nie w Wigilię? No kiedy, wtóruje mi ojciec, który jest bardzo towarzyski.

Przecież pani Helena, mówi mama, by się obraziła. Ona by się czuła poniżona. Otwieram oczy. Mamo, czym? Tym, że ja wiem, że ona w Wigilię jest sama, że znam jej tajemnicę i ją zapraszam.

Uszom nie wierzyłam. Tata wyszedł na balkon i się wychylił, żeby sprawdzić, czy u pani Heli się świeci. Ciemno. Widzisz, mówi mama, siedzi po ciemku, żeby nikt nie wiedział, że nie ma dokąd pójść.

Za godzinę daje mi talerze do rozłożenia na stole. Weź, mówi, Aniu, jeszcze ten dodatkowy, który powinien być pusty. Dla pani Heli, upewniam się. Nie, mama na to, dla żebraka lub bezdomnego. A ja na to, że tego talerza na stół nie położę. I odkładam go w kuchni. Jak to nie, mama prawie się popłakała, to nie po bożemu. No nie wytrzymałam. Mamo, mnie chyba krew zaleje, dajesz pusty talerz, ale samotnej pani Heli nie chcesz na Wigilię zaprosić!?

Mama rzeczowo: pani Hela nie jest bezdomna.

Za rok umówię się z jakimś kolegą i mu zapłacę, żeby zapukał do moich rodziców w trakcie Wigilii jako żebrak, przysięgam panu.

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.