Ze wspinaczem Alexem Honnoldem rozmawia Łukasz Długowski

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Bez Liny I Bez Partnera -

Wolisz z liną czy bez?

– Z liną, bo jest przy tym więcej zabawy i luzu. Kiedy idziemy z moją dziewczyną wspinać się na cały dzień, to jest to o wiele fajniejsze niż żmudne treningi do wspinaczki solo. Wspinanie solo do końca życia byłoby dla mnie tym samym, czym dla futbolisty dożywotnia gra tylko w finałach mistrzostw świata. To zbyt intensywne przeżycie, czasem po prostu chce się zagrać normalny mecz, potrenować z zespołem, przyjaciółmi. Chyba nikt nie dałby rady żyć na 100 procent swoich możliwości przez 365 dni w roku. To byłoby męczące. Ale ta intensywność doznań sprawia, że jest to takie ekscytujące.

W tym roku przeszedłeś bez asekuracji 900-metrową ścianę El Capitan w Parku Narodowym Yosemite, supertrudną drogą Free Rider.

– Poświęciłem temu ostatnie półtora roku, nie robiłem nic innego. Na El Capitan wspinałem się z 50 albo 60 razy różnymi drogami, a Free Ridera przewspinałem niezliczoną ilość razy z liną. Zrobiłem mnóstwo notatek, map, na których oznaczałem konkretne ruchy rąk i nóg, zapamiętywałem poszczególne sekcje ściany. Dzięki temu byłem przygotowany do przejścia solo. Ten wspin polegał na odgrywaniu pieczołowicie wyreżyserowanej choreografii. Nie musiałem się zastanawiać nad każdym ruchem, po prostu ruszałem się jak w balecie – lewa ręka, prawa ręka, stopy, znów lewa ręka.

Uczyłeś się ruchów na pamięć?

– Tak, żebym nie musiał myśleć, kiedy się wspinałem.

Zdarzyło ci się kiedyś wycofać z drogi podczas przejścia solo?

– Wiele razy, ale nie dlatego, że byłem bliski odpadnięcia. Często były to zwykłe powody: złe samopoczucie, nieodpowiedni nastrój. Zdarzało mi się też wycofać z powodu zbyt obluzowanych głazów – gdy dochodziłem do wniosku, że ryzyko jest zbyt duże.

Co czujesz podczas wspinaczki solo?

– W idealnym scenariuszu odczuwam spokój, wchodzę w stan zbliżony do medytacji, ale czasami robi się naprawdę przerażająco. Myślę sobie wtedy: o, ja pierdolę, mam nadzieję, że ten chwyt wytrzyma.

Kiedy uzależniłeś się od wspinania?

– Byłem normalnym dzieciakiem z Kalifornii, ale że ciągle wspinałem się na domy i drzewa, 30 stycznia 2018 roku o godzinie 19 w odbędzie się niezwykłe spotkanie ze wspinaczem oraz autorką jego biografii.

Partnerzy spotkania: Wydawnictwo Agora (wydawca książki) oraz Ski Team i Spyder więc jako dziesięciolatka mama zabrała mnie na ściankę wspinaczkową.

Ile czasu tam spędzałeś?

– Nie robiłem nic innego. Tata chodził ze mną pięć dni w tygodniu, asekurował na linie dwie-trzy godziny dziennie i jeździł ze mną na zawody wspinaczkowe w całym stanie. Zmarł, kiedy miałem 19 lat, więc nie miał szansy zobaczyć, co osiągnąłem.

Zdawałeś sobie sprawę, że masz talent?

– Raczej czułem, że jestem niewystarczająco dobry. Wspinacze tacy jak Chris Sharma [wybitny amerykański wspinacz skałkowy] są utalentowani. On jako 13-letni dzieciak potrafił chwycić się framugi drzwi i podciągnąć się na niej koniuszkami palców w pozycji chorągiewki. Nawet jeśli trenowałbym przez rok, nie dałbym rady. Dla wspinania porzuciłeś uniwersytet.

– Po pierwszym roku nie byłem zachwycony studiami. Na początku to miał być tylko jeden

Często otaczają cię fani?

– Nieustająco. Teraz już w ogóle nie zatrzymuję się w Camp 4 w Yosemite, nie robię zakupów w pobliskim sklepie, unikam publicznych miejsc. Ale nie jestem żadnym Tomem Cruise’em, żebym nie mógł mieć normalnego życia. Patrzę na to jak na okazję dotarcia do szerszej publiczności z tematami, którymi zajmuje się moja fundacja: finansuję montaż paneli słonecznych w mniej uprzywilejowanych krajach na świecie i przekazuję granty organizacjom zajmującym się ochroną środowiska. Przeznaczam na to jedną trzecią zarobków. Dzięki fundacji lepiej radzę sobie ze sławą. Motywuje mnie do brania udziału w większej liczbie płatnych eventów. Nie potrzebuję zarabiać więcej pieniędzy. Ale gdybym zarobił teraz milion i przeznaczył go na działania charytatywne, miałoby to znaczenie. Choć nie za wszelką cenę. Kiedyś odmówiłem producentowi coli kontraktu na sumę, która miała sześć zer, bo uważałem, że nie byłoby fair namawiać ludzi do picia czegoś, czego sam nie chciałbym pić.

KURTYKA. SZTUKA WOLNOŚCI – spotkanie z autorką oraz bohaterem biografii Centrum Premier Czerska 8/10 w Warszawie Wojtkiem Kurtyką

Premiera książki 1 lutego. Bernadette McDonald,

Zapraszamy do śledzenia transmisji w serwisie Wyborcza.pl

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.