Znalazłem pocisk z serii, która zabiła mojego wuja

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Jan Jakub Kolski Małgorzata I. Niemczyńska

Robię być może najważniejszy film życia – mówi reżyser Jan Jakub Kolski. – Zmierzałem do niego przez lata. Musiałem dojrzeć. Kształt, jaki przybrała gotowa już część, wydaje się zachęcający. Chyba są tam emocje, a więc substancja dla mnie w filmie najważniejsza. – Punktem wyjścia stała się rodzinna historia? – Komunikowałem się z tym, co przechowało się w depozycie wspomnień. Dziadkowie opowiadali o ich 26-letnim synu, bracie mojej mamy, zamordowanym przez UB. Był w partyzantce akowskiej, po wojnie wrócił na Uniwersytet Łódzki, studiował prawo i ekonomię. Obejrzał sobie tę powojenną Polskę i nie spodobała mu się. Zszedł znów do podziemia, w 1946 został dowódcą oddziału Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Spędziłem rok z górą w łódzkim IPN-ie, dotarłem do dokumentów. Opis śmierci wuja nie całkiem się zgadzał z tym, co wiedziałem. Musiałem tej sumie nadać kształt, transportuję go teraz na ekran. Część filmu jest wykreowana, ale trzyma się krzepko podstawowych faktów: UB trzy- czy czterokrotnie wykopywało wuja z grobu, zawsze w obecności dziadków, a oni go później grzebali. Babcia miała marzenie, by pochować go wysoko i w spokojnej ziemi. Teraz ja poniewczasie wyprawiam babcię i dziadka – bohaterów filmu – z trumną dziecka do spokojnej ziemi. Wędrują przez Polskę, ukrywając się przed oprawcami, aż koniec końców... Nie, nie będę opowiadał.

Idąc za zeznaniami żołnierzy wuja, zrobiłem mapę. W gajówce, gdzie zginął, wydłubałem z belki pocisk z serii, która go zabiła. Czekał tam na mnie 74 lata. Nie było żadnych śladów, że coś tam się w ogóle mogło stać strasznego. Taka zwykła stodółka z sianem. Towarzyszący mi współpracownicy uśmiechali się z niedowierzaniem. Gdy go wreszcie wydobyłem, zobaczyłem zupełnie inne twarze. To był wyraz najwyższego zdumienia. Prawda tkwiąca w tym miejscu zmieniła ich stosunek do filmu. Odczułem później, z jaką pieczołowitością odtwarzają szczegóły.

– Głośno było w ostatnich latach o „żołnierzach wyklętych”.

– Zacząłem pisać scenariusz, gdy 1 marca nie był jeszcze dniem ich czci. Mam w nosie całą tę zawieruchę. Wkurza mnie tylko, że budowanie bohaterskiego mitu jest tak pośpieszne, drapieżne i głupie. Zgłaszają się do tego ludzie niezdolni, idący za wskazanymi im tezami. Ja uczciwie badam. Nie pcham się z ręką podniesioną do góry, że wiem najlepiej i zaraz wszystkich nauczę. Chodzę swoimi drogami. Mam pięć kotów, a koty tak robią. Psy też lubię, ale one się łaszą, lubią patrzeć, co sprawia przyjemność ich panom. Ja się nie rozglądam, co może zadowolić animatorów kultury. Muszę mieć poczucie, że to mnie zadowala.

– A jak rozumieć tytuł „Ułaskawienie”?

– Film będzie o tym, co będą zdolni odnaleźć dla siebie widzowie. Główną rolę zagra Grażyna [Błęcka-Kolska, była żona reżysera, to jej powrót – aktorka wycofała z życia publicznego po tym, gdy w spowodowanym przez nią wypadku zginęła ich córka Zuzanna]. Tyle się w robocie dzieje. A w życiu nic szczególnego. Po prostu jakoś kolebię się do kostuchy. Wstaję sobie rano, kładę spać wieczorem.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.