Dr Sylwią Spurek,

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Państwo Bezradne Wobec Przemocy -

się od niego uwolnię, do reszty zwariuję. Bo czy będę umiała żyć bez strachu?

Tylko lekko się uśmiechnął

W lipcu 2017 roku gdański sąd cywilny po dwóch latach procesu (trzy rozprawy w ciągu roku) uznał, że nie wierzy w zapewnienia Leopolda, i nakazał jego wyprowadzkę. Dodał: „Ofiara przemocy często nie wynosi wiadomości o swojej sytuacji poza ścisły krąg rodzinny. Działa tu poczucie wstydu i poniżenia”.

Jak długo Leopold będzie poza domem, zależy od sądu. Orzeczenie jest „natychmiast wykonalne”, a sędzia prosi „wszystkie organy, urzędy i osoby, których to może dotyczyć, aby postanowienie wykonały, a gdy prawnie będą wezwane, udzieliły pomocy”.

Leopold tylko lekko się uśmiechnął. Miesiąc później Grażyna wzywa policję. Ta przyjeżdża i mówi jej mężowi, że musi się wynieść. – A mój prawnik mówi co innego – odpowiada Leopold. Odjeżdżają. Wcześniej dodają, że tu potrzebny komornik, nie policja, bo to wyrok cywilny, nie karny.

Komornik mówi Grażynie, że owszem, wyeksmituje męża, ale za 2800. Grażyna prosi więc sąd, żeby zwolnił ją z kosztów. – Jakich kosztów? – pyta sąd. – Proszę najpierw podać sygnaturę sprawy. Jest początek listopada, Grażyna pisze chyba dwusetne pismo: „Ja, Grażyna Lutkiewicz, wypełniając zobowiązanie Wysokiego Sądu co do podania sygnatury akt komornika, pragnę podać wysokiemu Sądowi nr sygnatury: KM 662/17”. Leopold dalej mieszka.

Trzy tygodnie później do sądu wpływa akt oskarżenia przeciwko 58-letniemu Lutkiewiczowi. Prokuratura Rejonowa w Pruszczu Gdańskim już nie ma wątpliwości: Leopold, odkąd Grażyna wróciła do domu, „ubliżał, groził zamknięciem w zakładzie psychiatrycznym, popychał, kopał”. Grozi mu od sześciu miesięcy do pięciu lat. W toku też sprawa o gwałty. Leopold dalej mieszka.

W grudniu Grażyna już nie wie, do kogo jeszcze napisać, ponownie wybiera pomoc społeczną: „On nie chce się wyprowadzić, przebywam tylko w swoim pokoju, boję się. W łazience wykręcił nie tylko kaloryfer, ale też żarówkę. Wyniósł drabinę, żebym nie mogła nic z tym zrobić. Myję się po ciemku. Smutno mi, że nikt nie może nic zrobić z tą sytuacją”.

Leopold dalej mieszka.

Tu nie ma nic do rozumienia

Dzwonię do opieki społecznej. – My też siedzimy jak na szpilkach – zapewnia mnie Żaneta Arendt, szefowa Zespołu Interdyscyplinarnego ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie w Gminie Kolbudy. – Ale skoro on nie chce się wyprowadzić, co mamy zrobić? Takie przepisy.

– Gdyby w końcu zabił, też powiecie, że przepisy?

– Niech pani pyta sąd i prokuraturę. Przecież jedni mają w nosie wykonanie wyroku, drudzy mogą wydać nakaz okresowego opuszczenia lokalu.

Odpowiada rzecznik sądu Tomasz Adamski: – Egzekucja orzeczenia należy do strony. Jeżeli osoba zobowiązana, mimo wezwania, nie chce go dobrowolnie wykonać, sprawę można skierować do komornika. Co do procesu, wnioskodawczyni złożyła skargę na przewlekłość postępowania, została ona rozpoznana, ale przewlekłości nie stwierdzono. Trzeba zatem uznać, że długość była usprawiedliwiona.

– Grażyna od listopada czeka na zwolnienie z kosztów komorniczych.

Adamski: – Aktualnie sąd oczekuje na akta komornicze.

Cecylię Drzewowską z Prokuratury Rejonowej w Pruszczu Gdańskim pytam, dlaczego nie wydała Leopoldowi nakazu opuszczenia lokalu. Mogła to zrobić, gdy w lipcu postawiła mu pierwsze zarzuty.

– Bo zapadł wyrok, zgodnie z którym sprawca powinien się wyprowadzić – słyszę.

– Oskarżony wielokrotnie groził swojej żonie śmiercią.

– Nie było realnego zagrożenia, że to zrobi. Tydzień temu Grażyna wróciła do ośrodka dla ofiar przemocy. Tak zalecił jej psychiatra, bo słysząc kroki Leopolda, nie może złapać oddechu.

– Kto pani to zlecił? – pyta Leopold, gdy dzwonię i proszę o spotkanie.

– Chcę porozmawiać, zrozumieć.

– Tu nie ma nic do rozumienia.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.