Katarzyna Włodkowska

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Państwo Bezradne Wobec Przemocy -

Jak ta historia potoczyłaby się w Austrii czy Irlandii?

– Tam policjanci, którzy przyjeżdżają na interwencję, mają uprawnienia, aby wydać sprawcy przemocy nakaz opuszczenia lokalu. To narzędzie, które pozwala natychmiast odizolować go od ofiary.

Dlaczego to ważne?

– Ofiara musi wiedzieć, że organy państwa mają na uwadze jej dobro oraz czas, by ocenić zagrożenie. To też sygnał dla sprawcy, że jego działania są bezprawne.

Skąd pewność tamtejszych władz, że policjanci dobrze ocenili sytuację?

– W Austrii przepisy te obowiązują od 1997 r. Od tego czasu policjanci są uczeni, czym jest przemoc w rodzinie, jaki wywiera wpływ oraz jak ją rozpoznać. Dzięki temu rozumieją, że ofiara może nagle zacząć zachowywać się nieracjonalnie, a sprawca spokojnie. Dlatego nakaz izolacji obowiązuje przez 14 dni, nawet wówczas gdy ofiara wycofuje oskarżenia lub zaprzecza im.

Co dalej?

– Ofiara w ciągu 24 godzin otrzymuje ofertę pomocy prawnej, psychologicznej czy materialnej. Sprawca może się odwołać od nakazu. Dalsze jego pozostawanie poza miejscem zamieszkania zależne jest od decyzji sądu. Podobne procedury działają w Danii, Czechach, Szwecji czy Chorwacji. W Polsce były próby wprowadzenia przepisów wzorowanych na Austrii, ale spotkało się to ze sprzeciwem.

– To był 2004 r., a w następnym weszła w życie ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Ministrowie pytali: „A gdzie wtedy pójdzie sprawca?”. Izabela Jaruga-Nowacka, ówczesna pełnomocniczka rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, odpowiadała: „A gdzie dziś idzie ofiara, często z małymi dziećmi? Do schroniska, hotelu, znajomych, rodziny, wynajmuje mieszkanie lub pokój”. Nikt nie słuchał. W Polsce osoba doświadczająca przemocy w rodzinie może wystąpić do sądu o zobowiązanie sprawcy do opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania. Jeżeli orzeczenie zapada, musi się wyprowadzić do czasu, aż nie zostanie uchylone bądź zmienione. Przepis ten miał umożliwić izolację sprawcy od ofiary, niezależnie od tego, czy wobec osoby stosującej przemoc toczy się lub zakończyło się śledztwo. Problem w tym, że te postępowania trwają zbyt długo. Rozpoznanie wniosku ofiary przemocy złożonego w trybie art.

11a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zajmuje sądom średnio blisko pół roku.

– Raz zgłosiła się do nas kobieta, która na pierwsze posiedzenie czekała dziewięć miesięcy, mimo że przepisy przewidują termin 30 dni. To zjawisko bardzo dobrze pokazuje ten reportaż. Ofiara przełamuje się, prosi o pomoc, ale to nie przerywa aktów przemocy, a sprawca „nadal mieszka”. Kwestie lokalowe przeważają nad zdrowiem i życiem. To dużo mówi o poziomie wiedzy i świadomości osób, które te przepisy stosują. Dlatego liczymy na realizację deklaracji ministra sprawiedliwości, który obiecał rzecznikowi praw obywatelskich, że nada tym sprawom status pilnych. To sprawi, że będą rozpatrywane poza kolejnością wpływu, a posiedzenia będą wyznaczane nawet w wakacje. Bo jeśli dziś trwają, jak w przypadku bohaterki pani reportażu, nawet dwa lata, to komuś brakuje refleksji i nie myśli o tym, co się dzieje w tych domach.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.