Leniwy geniusz fortepianu, wybitny geometra seksu

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Kalicki -

Są książki w lekturze przyjemne, które wszakże ulatniają się z pamięci szybko, dyskretnie, nie pozostawiając śladów. Są też i książki w lekturze nieproste, wymagające od czytelnika napiętej uwagi, detektywistycznych talentów do rozplątywania zwojów narracji i splątanych ogonków zdań, książki wręcz żądające trzymania nerwów na postronku. Czyż trzeba dodawać, że to właśnie takie książki pozostają w pamięci na długo, słabszym czytelnikom – wręcz na całe życie? Bywa, odmieniają one życie czytelnika tak bardzo, iż po lekturze dokonuje on czynów, które wcześniej nigdy by mu do głowy nie przyszły.

„Nela i Artur. Koncert intymny Rubinsteinów” (Wydawnictwo Agora) Uli Ryciak do tych nieprostych, ale przedziwnie, rzekłbym perwersyjnie, ubogacających lektur należy. Czytelnik przed skonsumowaniem pierwszego zdania przechodzi inicjację – trudną, bolesną, ale per saldo korzystną, bo zawczasu ostrzegającą przed zasadzkami lektury. Najpierw certyfikat autentyczności i credo autorki: „Wszystkie pojawiające się tu osoby, miejsca i zdarzenia są prawdziwe. Fikcyjna jest tylko nadzieja, że istnieje jeden właściwy algorytm do zapisu miłości, który rozpoczynałby się w chwili narodzin bohaterów, a kończył w dniu ich śmierci. Nadziei takiej nigdy nie żywiłam i liczę na to, że nikt nie będzie jej tu szukał”. Dantejska w nastroju i literackiej paranteli deklaracja ta uderza skromnością i merytorycznym minimalizmem. „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate” na karcie tytułowej „Neli i Artura” byłoby całkiem na miejscu. Jest jeszcze coś na kształt dedykacji, na osobnej rzecz jasna karcie: „Dla tych, którzy wierzą, że tajemnica miłości jest większa niż tajemnica śmierci”.

Po odsianiu z grona czytelników emocjonalnych prostaków i niedowiarków autorka rozwija stylistyczne skrzydła (przepraszam za tę młodopolską metaforę, ale wszechobecne w „Neli i Arturze” krętki młodopolszczyzny nieodparcie przenikają do krwiobiegu czytelnika).

Młodopolszczyzny? Tak rzec o stylu, jaki pani Ryciak aplikuje czytelnikom, to tyle zgoła, co nic nie rzec. Mistrzowie – sprzed z górą stulecia – fraz poskręcanych jak żmut, literackich aktów strzelistych, gorących i rzadkich niczym powietrze wypełniające balon panów Montgolfier, wreszcie zapierających dech rozpoznań historii i współczesności, także złotych myśli na każdy temat, z żalem zgrzytają na tamtym świecie zębami: o, gdybyśmy to urodzili się po wydaniu „Neli i Artura”, nikt już nie śmiałby oskarżać nas o tandetną afektację!

Formalnie rzecz biorąc, jest to rzecz o trwającym pół wieku małżeństwie Neli Młynarskiej (córki wybitnego dyrygenta i skrzypka – wirtuoza Emila Młynarskiego) i pianisty Artura Rubinsteina – a także o paroletnim preludium tego związku, w trakcie którego oboje do siebie wzdychali, choć Artur czynił to zwykle w pozycji bardziej komfortowej niż jego wybranka, bo w pościeli najrozmaitszych wielkich, światowych dam. Autorka z umiarem odnotowuje erotyczne nielojalności i zadziwiające romansowe wyczyny Artura w trakcie jego małżeństwa z Nelą – gdyby chciała je wyliczać nieco dokładniej, dzieło „Nela i Artur” musiałoby liczyć trzy,

Jego ulubioną figurą były trójkąty. Ale też i czworokąty znał wybornie

a pewnie i cztery tomy. Był bowiem Rubinstein nie tylko nieco leniwym geniuszem fortepianu, nie tylko wielkim celebransem światowego życia, ale i wybitnym geometrą seksu. Jego ulubioną figurą były trójkąty, w tej dziedzinie pozostawił daleko w tyle teoretyczne osiągnięcia tabunów matematyków. Ale też i czworokąty znał wybornie. W sferze romansów prostych osiągnął szczyty wirtuozerii: nieustannie, także z Nelą u boku, a cóż tam, adorował wszelkie atrakcyjne kobiety w zasięgu swego wzroku, zaś wybiegnięcie z przyjęcia, zawadzenie o czekającą kochankę i jeszcze zdążenie na przyjęciową kawę i cukry było jego pościelowym manewrem kannejskim.

Prześledzenie 50 lat rozproszonego życia erotycznego Artura i heroicznego, acz wytwornego niezauważania tego przez Nelę to

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.