2

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Jarkowiec -

Głowa Jerzego Waszyngtona ma sześć pięter wysokości i jest najwyższą z głów czterech prezydentów wyrzeźbionych na szczycie góry Rushmore w Dakocie Południowej. Nie wolno się na nią wspinać.

Latem 1970 roku na Waszyngtona wdrapuje się Russell Means, Indianin z narodu Lakota, szczepu Oglala. Ma 30 lat, śniadą twarz pociętą bliznami po barowych burdach, nosi dżinsy, koszulę zdobioną kolorowymi wstążkami, kowbojskie buty i kapelusz, spod którego na uszy opadają czarne włosy.

Zapuścił je kilka miesięcy temu. Dopiero wtedy tak naprawdę został Indianinem.

Za rok będą już długie, zaplecie je w warkocze. Nie zetnie ich do końca życia. Będą jego znakiem firmowym, kiedy zostanie aktorem w Hollywood, bojownikiem w Nikaragui, kandydatem na wiceprezydenta USA.

I wodzem ostatniej indiańskiej rewolucji. Dziennik „Washington Post” napisze o nim: „Jeden z najzuchwalszych, najwybredniejszych, najwścieklejszych i najsłynniejszych Indian XX wieku”.

To wszystko dopiero przed nim. Teraz, w roku 1970, Russell Means odwraca się, patrzy w przepaść i daleko w dole widzi światła latarek ścigających go strażników parkowych. Zawsze myślał, że ma lęk wysokości, ale w ogóle się nie boi.

Staje na czubku głowy Waszyngtona, otwiera rozporek i sika.

Wymyślił sobie, że pod oczami prezydenta zostawi wielkie, żółte łzy.

– Poznajesz?

– Nie poznaję.

– „Tańczący z Wilkami”, scena z kapeluszem. Pamiętasz? Ten Indianin nie chce go oddać Costnerowi.

– Aha.

– To mój ojciec, był wtedy w moim wieku. Walczący Jastrząb ma 29 lat, trójkę dzieci i wychudłą, zmatowiałą twarz.

Całymi dniami przesiaduje na murku przy bramie cmentarza i słucha ze smartfonu śpiewu lakockich wojowników. Odwiedza duchy. Nic innego nie ma do roboty. Przed nim zbiorowy grób klanu Wielkiej Stopy otoczony stalową siatką. Dalej kilkadziesiąt krzywych tablic z wytartymi napisami porośniętych wysoką, suchą trawą. Tu i ówdzie jakiś kwiat z plastiku. Drewniana kaplica z krzyżem, też pochylona w bok – tu ani budynek, ani człowiek nie ustoi prosto. Wiatr gna przez prerię prawie każdego dnia.

Walczący Jastrząb nie ma pracy. Co miesiąc odbiera z Biura 500 dolarów zasiłku. W rezerwacie nazywają to „czekiem obłąkańców”. Za pieniądze z czeku się pije i bierze metamfetaminę. Walczący Jastrząb kilka lat temu rzucił ćpanie. Gdyby nie rzucił, już by go nie było. Ale dalej pije.

W kieszeni za dużej, spranej kurtki nosi zeszyt, w którym rysuje długopisem bizony i wojowników. Na działce matki hoduje kilka koni.

– Nic tu nie ma – mówi, patrząc na prerię przed sobą. – Tylko ta ziemia.

3

Prowadzi mnie w dół, do nieczynnego od dawna Muzeum Masakry nad Wounded Knee. Na ścianie wizerunki lakockich bohaterów: Siedzący Byk, Szalony Koń i Russell Means. Gładcy i pastelowi jak ze szkolnej czytanki.

Pierwsi dwaj to wodzowie, którzy poprowadzili Lakotów do zwycięstwa nad armią USA w słynnej bitwie pod Tłustą Trawą w 1876 roku. – A Russell Means?

– Był sukinsynem – uśmiecha się Walczący Jastrząb i odsłania resztki chorych zębów. – Skopał dupy wielu „wašíču”, białym ludziom. Natchnął nas do walki.

Na prawym ramieniu Walczący Jastrząb wytatuował sobie indiańską twarz, która wyłania

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.