Z badaczami z Króliczej Nory rozmawia Wojciech Tymiński

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Obserwacje Z Króliczej Nory -

Jesteście dresiarzami?

Bartłomiej Brach: Ja nie. Dominika Sitnicka: A ja trochę tak.

Co to znaczy?

D.S.: Na przykład, że przychodzę do pracy w powyciąganych bluzach i brudnych adidasach, oglądam patostreamy, słucham rapu.

Taco Hemingwaya?

D.S.: Prędzej Rogala DDL. Taco Hemingway to przy nim kulturalny chłopak, który śpiewa o deszczu na betonie, melancholii i Kubricku.

Pamiętasz jakiś tekst?

D.S.: Rogal ma na przykład kawałek „Ebe, ebe”. Prawie 8 mln wyświetleń na YouTubie. Zaczyna się tak:

Mefedron to szmata, suki nie chcę znać, jebać Może z kurwą ruszę, jeśli zajdzie potrzeba, a na razie to to zlewam, jebać

Czegoś się spodziewał, że tutaj zginę?

Pu pu pu, nie ten rocznik skurwysynie. Wulgarne.

D.S.: I nijak to wszystko nie odpowiada temu, jak powinnam się zachowywać czy wyglądać, biorąc pod uwagę moje miejsce pracy, wykształcenie, wychowanie itd. Jest tu jakiś zgrzyt. Barbarzyństwo. Trochę jak w tej scenie z „Fanny i Alexander”, w której dzieci uczestniczą w pogrzebie i pod nosem powtarzają sobie: „Dupa, dupa”.

To jest właśnie dresiarstwo?

D.S.: To jest ten rodzaj fantazji o dresiarstwie. B.B.: Ale spotkaliśmy cały szereg osób, których nigdy nie uznałbyś za dresiarzy, również z wyglądu, a które same właśnie tak się określały. Mówiły: „Czuję się dresem”, „Jestem dresiarą”. Zaczęliśmy zastanawiać się, jak to możliwe, że ktoś, kto jest programistą, pracuje w dużym mieście w korporacji, zarabia ponadprzeciętnie albo wykłada filologię polską na uniwersytecie, utożsamia się właśnie z dresem.

Czyli właściwie z kim?

D.S.: W takim potocznym, społecznym wyobrażeniu dresiarz to postać wyklęta, która przegrała transformację. Niewykształcony, z biednych środowisk, groźny, kojarzący się z przestępczością, bijatykami, alkoholem, łupanką na dyskotece, a przede wszystkim obciachowym ubiorem, w którym nie wypada się pokazywać.

Tak myślano o nim powszechnie w latach 90. i zaraz po 2000 roku. Dokładnie taki opis można przeczytać w materiałach prewencyjnych policji. W podręczniku Marcelego Śmiałka czytamy: „Jedna z dewiacyjnych subkultur młodzieżowych, której powstanie jest efektem ubocznym procesów transformacji ustrojowej i zmian społeczno-ekonomicznych zachodzących w naszym kraju w latach 90. (...) Jest to subkultura pozbawiona jakiejkolwiek ideologii, która stała się współczesną odmianą istniejących dawniej subkultur gitów i chuliganów”.

Teraz to się zmieniło?

D.S.: Podobnie jak na gangsterów z filmów – na dresiarzy patrzymy bardziej „romantycznie”. Nie myślimy o nich jak o realnym zagrożeniu z podwórka, tylko figurze, pewnej kulturowej tęsknocie. Dla wielu dresiarz zaczął przede wszystkim utożsamiać taką archetypiczną prostotę i sprawczość. Właśnie w tych cechach tkwi jego siła. Bo wiadomo, że jak ktoś dresa obrazi, to on nie będzie się patyczkował i spuści mu łomot. Jak szef powie coś, co mu się nie spodoba, to odpowie „spierdalaj”, a nie będzie pokazywał mu fucka za plecami. W dresiarskim świecie nie ma miejsca na dzielenie włosa na czworo. Zawsze jest coś białe albo czarne.

Biznesmen pod krawatem czy doktorantka filologii chcą żyć w takiej czarno-białej rzeczywistości?

B.B.: Marek, właściciel agencji marketingowej, tłumaczył nam to tak: „Dla mnie w postaci dresiarza ważny jest taki prosty sposób myślenia o świecie: rzeczy są dobre albo złe. Albo ktoś jest przyjaciel, albo wróg itd. Jest w tym przewidywalność, stałość. Jak coś jest, to jest. Nie trzeba tego weryfikować”.

D.S.: Zasady są po prostu jasne: albo jesteś moim ziomkiem albo nie. Albo jesteś konfidentem, albo nie. Albo jesteś z nami, albo z nami nie trzymasz. Rogal DDL i w ogóle rap uliczny opowiadają właśnie o takiej prostej wizji świata i wyznaczają jasną granicę między tym, co jest dla nich akceptowalne, a co nie. Jeśli nie jest, nie idą na żadne układy. Rogal wykrzykuje: „Jebać to”.

Właściciel agencji marketingowej tak raczej nie powie…

D.S.: Ale chciałby. Tyle że – jak większość z nas – takiego komfortu nie ma, bo żyje w rzeczywistości upupionej przez różne konwenanse. B.B.: Marek przede wszystkim chciałby pewnej przewidywalności w codziennym życiu. Mówił nam, że wszystko jest jak w Tinderze: „Jednego dnia może być, drugiego dnia nie. Ciągle szukamy piątego dna: »czy ona naprawdę miała to na myśli?«. Z jednej strony ta rzeczywistość jest bardziej złożona, może ciekawsza, z drugiej – w tej zmienności jest też bardzo męcząca”. Mówi nam to osoba, która ma 29 lat.

Dresiarz?

B.B.: On akurat tak o sobie nie mówił. Ale podkreślał, że ma dresiarski samochód.

Bmw?

B.B.: Dokładnie. Ta marka wciąż ma ten dresiarski stygmat. I właśnie przez to – jak wyjaśniał Marek – stanowi dla niego ostoję i odtrutkę na codzienność. Gdy wsiada do bety, ma wrażenie, że wraca do czasów dzieciństwa, gdzie wszystko było jasne i proste. Jedzie na spotkanie i ma takie uczucie, że jak klient powie: „Akceptujemy projekt”, to tak będzie. A nie, że za chwilę decyzja będzie inna i trzeba będzie wprowadzać niezliczone poprawki. Mówiliście, że spotkaliście osoby, które choć na to nie wyglądały, wprost mówiły o sobie: jestem dresem. D.S.: Poznaliśmy na przykład dziewczynę, która dorastała w podwarszawskiej miejscowości. Potem skończyła historię sztuki i zajmuje się edukacją w instytucji kultury. I rzeczywiście, mimo posiadanego wysokiego kapitału kulturowego postrzega siebie jako dresiarę.

Dlaczego?

D.S.: Bo figura dresiarza jest jej bliska, znana. A co ważniejsze, pozwala odnaleźć się w świecie, w jakim przyszło jej funkcjonować.

W jaki sposób?

D.S.: Dresiarz jest jak amulet. Przywołuje wspomnienia, które pozwalają jej odnieść się do pewnych braków czy napięć, które Kasia odczuwa z punktu widzenia tego, kim jest, w jakie relacje wchodzi i w jakim środowisku się znajduje. B.B.: Przede wszystkim dresiarz pozwalała jej na to, by zdjąć z siebie stygmat tego, że nie jest „stąd”. Nie musi wstydzić się tego, że jest z trochę innego świata, i udawać, że przynależy do tego – „nowoczesnego”.

Czyli jakiego?

B.B.: Negocjowalnego. Świata, w którym wszystko zależy od interpretacji. Ludzie żyją w luźnych związkach, w których są, a zaraz nie są. Ktoś komuś coś powie, a potem stwierdza, że nie miał tego na myśli. Obiecał, a potem mówi, że ktoś źle zrozumiał. Zaakceptował, a potem stwierdza, że nie do końca.

„Teraz w zasadzie nic nie wiadomo. Ludzie boją się mówić sobie rzeczy w twarz, a to, co mówią, mogą odwrócić. Ktoś z kimś się przespał, ale co to znaczy?” – pyta Kasia. Słowa – na co zwracał też uwagę Marek – są wymyte ze znaczenia.

D.S.: Tę negocjowalność jaskrawie widać na przykładzie współczesnego modelu męskości, który uległ radykalnej zmianie. Kasia, o której zaczęliśmy mówić, dorastała w świecie, w którym wiadomo było, jaka jest rola kobiety, a jaka mężczyzny. Jakiej transgresji można się dopuścić, a jakiej nie. I teraz ona przyjeżdża do dużego miasta i trafia do środowiska, które – przynajmniej na poziomie deklaratywnym – jest bardzo transgresyjne. Można wchodzić w dowolne relacje społeczne. Kobieta może robić karierę, mężczyzna zajmować się dzieckiem. B.B.: Co więcej, mężczyźni nie tylko mogą, ale wręcz mają opiekować się dziećmi. Mają sprzątać, wiedzieć, jak ugotować zupę. Ale mają też prawo do tego, żeby być słabymi, by się nawet rozpłakać.

To źle?

B.B.: O tyle, że ci mężczyźni nie do końca się w tym odnajdują. Jeszcze tego wszystkiego nie przyswoili. Podobnie jak część kobiet.

D.S.: Facet to facet. Ma być twardy. Ma umieć się bić. Mieć prostą fryzurę, nosić dresy i adidasy, a nie być metroziomkiem, który muska się u barbera i zajada humus z awokado.

„Zobaczyłam, że liczą się czyny, a nie głupie wyznania. On mi nie słodzi, a mogę na niego liczyć. Gorzej, jakby było na odwrót. Słowa mnie nie obronią ani o mnie nie zadbają. On tak” – to cytat z wywiadu z dziewczyną dresiarza, który ukazał się na jednym z portali.

Z kolei Kasia zapamiętała go tak: „Miał w sobie taką siłę i fizyczną, i psychiczną. To może stereotypowo zabrzmi, ale on był osobą, która się nie wahała – jak czegoś chciał, to brał. Jak był wkurwiony, to było to po nim widać”.

Świetnie tę fantazję seksualną na temat dresiarza widać w najnowszej książce Doroty Masłowskiej. Tam kobieta z wyższej klasy średniej ma romans właśnie z takim osiedlowym Sebkiem. Masłowska w wywiadzie dla „Dwutygodnika” opisała to tak:

„Jakiś jest w tym ogólny obwis, mężczyźni łażą po parku z wózkami, role płciowe się zamazują, jest moda na unisex, również w podziale obowiązków domowych. Tymczasem świat busów i bloków jest pełen staminy, duży

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.