Papież w piekle, czyli natura czarnej mamby

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Varga - Krzysztof Varga

Uważnie śledzę doniesienia związane z kolejną wielką aferą pedofilską, tym razem w Pensylwanii, śledzę aktualności, przypominam sobie zaszłości i wpadam w maniacką furię. Ale kiedy widzę, jak rodzimi księża odcinają i wyrzucają dziecięce buciki powieszone na ogrodzeniach kościołów w proteście przeciw pedofilii, buciki, które wisieć tam powinny do dnia Sądu Ostatecznego, wzmacnia się me przekonanie, że nawet polska afera na miarę pensylwańskiej, a wcześniej bostońskiej, irlandzkiej, australijskiej, nie spowoduje wielkiego oczyszczenia. Albowiem zło nie narodziło się wczoraj ani nawet przedwczoraj. Zło jest odwieczne i tkwi głębiej, niż się zdaje.

Ratować się postanowiłem lekturą dzieła Leszka Kołakowskiego „Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań”, albowiem wszystkie drastyczne bądź przełomowe wydarzenia skutkują u mnie nieodmiennie lekturą. Kołakowski swoje wykwintne eseje pisał ponad 40 lat temu, kiedy Kościół w Polsce zdawał się sprzyjać demokracji, kiedy Kościół był w istotny sposób przez totalitarną władzę ograniczany, kiedy Kościół zdawał się być źródłem nadziei nawet. Obecnie sytuacja wygląda rewolucyjnie odwrotnie, nie miał Kościół tak dobrze od kilkuset lat i korzysta z tej nadzwyczajnej koniunktury, czemu dziwić się nie należy. Dziś widać, że nie tyle w mrocznych czasach komuny sprzyjał demokracji, ile walczył o władzę, bo taka jest istota Kościoła. Pisał Kołakowski niemal pół wieku temu, iż niemożliwe jest, by Kościół w „dzisiejszych czasach” dążył do teokracji. Tyle że nie bardzo miał ku temu możliwości, obecnie rozpala go pewność, że jest wielka ku temu sposobność. W Peerelu władzy mieć nie mógł – gdzie indziej, w Portugalii Salazara, w Hiszpanii Franco, w Austrii przed Anschlussem się udawało, u nas też się już udaje, a będzie się udawać jeszcze bardziej. Nie ma co się gniewać na Kościół, nie ma co się oburzać – czy ktoś oburza się na czarną mambę, że jej jad jest śmiertelnie jadowity? Oburzanie się na czarną mambę, że dąży do tego, by swym jadem zabijać kozy czy ludzi, zdaje mi się wyrazem dziecinności. Taka jest czarnej mamby natura i takim tego węża stworzył Bóg.

Tak, diabeł może być zbawiony, ale pojawia się pytanie: Czy papież może być zbawiony? Czy zbawieni mogą być biskupi i kardynałowie? Diabeł to najciekawszy konstrukt kulturowy, jaki człowiek stworzył, ale kimże jest Szatan wobec człowieka? „Kościół w rzeczy samej zadeklarował, że wielu ludzi z imienia określonych doczekało się zbawienia, nigdy natomiast nie nazwał kogokolwiek, kto został potępiony” – zauważa nieco pokrętnym stylem Kołakowski, ale jest to rzecz fundamentalna: katolik już nie wierzy w piekło. Względnie trzyma się zasady, że „piekło to inni”, że on sam jakoś się zawsze od potępienia wykręci, że da się załatwić nie tylko odpust, ale i zbawienie wieczne – żarliwością, dewocją, łapówką, ślepotą na grzech i głuchotą na bluźnierstwo.

„Przeciwne chrześcijaństwu jest powodowanie się nienawiścią, mściwością, chciwością, żądzą władzy”, pisał wzniośle Kołakowski, i trzeba zadać pytanie: od kiedy świat przestał być chrześcijański, a ściślej – od kiedy chrześcijaństwo przestało być chrześcijańskie? Od momentu gdy cesarz Konstantyn Wielki zbyt pochopnie zaprzestał prześladowań chrześcijan i pozwolił na wyznawanie tej religii? Od edyktu mediolańskiego w 313 roku naszej ery czy dopiero od roku 319, kiedy zwolnił duchownych od płacenia podatków, a biskupom pozwolił sądzić w sprawach świeckich? Być może następne niemal dwa tysiące lat to w zasadzie nie było już chrześcijaństwo…

To, że skandale pedofilskie na świecie tak mocno uderzają w Franciszka, jest dobrą wiadomością dla narodowych katolików w Polsce, którzy argentyńskiego papieża żarliwie nienawidzą. Póki w Polsce nie wybuchnie tak masowy i systemowy, by tak rzec, skandal – Kościół tutaj jeszcze mocniejszy będzie. A nawet jeśli narastać będzie złość, także wierzących, a może i szczególnie ich, przekierowana zostanie ona na homoseksualistów, liberałów, ateistów oraz tak zwanych katolików otwartych. Jak się komu wydaje, że dostałem pomieszania zmysłów, ten niech zobaczy pełzającą schizmę polskiego Kościoła. Było już kilkudziesięciu antypapieży w dziejach tej instytucji, nie ma najmniejszych przeciwwskazań, by powołać własnego antypapieża, widzę paru mocnych kandydatów, większość z nich chętnie podźwignie to brzemię, widzę nowego antypapieża nie w Awinionie, ale w którejś z polskich diecezji. Figura papieża Antychrysta też niczym nowym nie jest. Papieże, którzy nie tylko na bezeceństwa przymykali oczy, ale którzy aktywnie brali udział w bezbożnych dziełach, to jest historia Kościoła, od której uciec się nie da, lista ich jest długa i zdaje się, że nawet paru świętych by się na niej znalazło.

„Nie potrzebujemy chrześcijaństwa, które robi polityczne rewolucje, współpracuje z tak zwanym wyzwoleniem seksualnym, uświęca nasze wszystkie pożądliwości i wychwala przemoc. (…) Ludzie potrzebują chrześcijaństwa, które pomoże im wyjść poza bezpośrednie naciski życia, które ukaże im nieuniknione granice losu ludzkiego, chrześcijaństwa, które uczy ich tej oto prostej prawdy, że jest nie tylko jutro, ale pojutrze i że różnica między sukcesem a porażką rzadko jest wyraźna” – pisał Kołakowski. Problem w tym zdaje się, że bez względu na to, czy ktoś chrześcijanin, czy ateista, to dla niego nawet nie jutro, ale dziś tylko się liczy, o pojutrze szkoda gadać, bo to jakiś czas po końcu świata. Różnica między sukcesem a porażką rzadko wyraźna? Jakże to, skoro toczy się wojna na śmierć między sukcesem a porażką, a każdy mój sukces musi być porażką mego bliźniego? Po to wszak pragnę sukcesu, aby pognębić innych, albowiem ich porażka jest mym sukcesem, a mój sukces ich klęską.

Czytanie Kołakowskiego to nie jest łatwa sprawa – w zasadzie ten myśliciel nie wymaga lektury, tylko wnikliwego studiowania, jakżeż on nieprzystający do kultury pośpiechu, jaka nami zawładnęła. Przecież i ja czytam te teksty w panicznym pędzie, miast trawić je długimi dniami.

Jeśli macie dostęp do Netflixa, bracia i siostry, to obejrzyjcie, skoro popełniliście grzech ciężki nieobejrzenia w kinach, film „Spotlight”. Poświęćcie też siedem godzin na serial dokumentalny „The Keepers”, albowiem traktują te dzieła o demonach w sutannach, i nie są to horrory, ale realistyczne opowieści o zbrodniarzach, którzy zstąpili pomiędzy wiernych i tak oto odmieniają oblicze ziemi, tej ziemi. Jeśli macie możliwości i czas – obejrzyjcie na HBO seriale „Młody papież” i „Rodzina Borgiów”, jako i ja oglądałem, i choć nie są to dokumenty o gangrenie w Kościele, ale fantazje na temat historii i współczesności watykańskiej – bierzcie i oglądajcie to wszyscy.

Boga się tutaj nikt nie boi – Kościoła za to wszyscy. Trzeba bronić chrześcijaństwa przed jego wyznawcami, chciałoby się powiedzieć, ale obrona ta od dwóch tysięcy lat nie przynosi większych rezultatów, zatem należałoby odpuścić, to jest walka jałowa i zbędna w zasadzie. Bóg zresztą może umrzeć – nie umrze religijność. Ona jedynie czasami zanika, słabnie, później się odradza, obecnie mamy odrodzenie religijności, które akurat z wiarą w Boga nie ma niemal nic wspólnego – zauważał Kołakowski. Porzućcie wszelkie nadzieje wy wszyscy, którym się zdaje, że jak ludziom osłabnie wiara w Boga, to im spadnie religijność, a zatem i siła Kościoła rozsypie się w proch. Kościół bez Boga sobie poradzi – Bóg bez Kościoła nie.

Widzę nowego antypapieża nie w Awinionie, ale w którejś z polskich diecezji

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.