Kieślowski: Powiedz jej, że Bóg

Ku zdumieniu producenta reżyser przekreśla kwotę swojego honorarium wpisaną w

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Jak Powstały „trzy Kolory”? - KATARZYNA SURMIAK-DOMAŃSKA

KKiedy Sławomir Idziak dostaje od Kieślowskiego propozycję wspólnego nakręcenia „Niebieskiego”, pierwszej części trylogii „Trzy kolory”, jest pewny, że się przesłyszał.

„Trylogii? Chyba nie mówisz poważnie. Chcesz robić trzy filmy ciurkiem? Zarzekałeś się, że nigdy więcej nie popełnisz tego błędu co przy »Dekalogu«, żeby kręcić kilka filmów naraz”.

„Bzdura – ucina Kieślowski. – Nigdy nic takiego nie mówiłem. Po »Dekalogu« czułem się fantastycznie”.

– Było to kłamstwo – mówi dzisiaj Idziak. – Po „Dekalogu” czuł się fatalnie. Pamiętam bardzo dokładnie, jak spotkałem go w 1988 roku w WFD, w Klapsie, zaraz po tym, gdy zakończył zdjęcia. Był wrakiem. Fizycznie i psychicznie. Powiedział: „Nigdy więcej nie popełnię takiego idiotyzmu, żeby robić jeden film zaraz po drugim”.

Marin Karmitz, szef firmy MK2, zapewnia, że pomysł kręcenia trzech filmów w trybie jednej produkcji wypłynął od samego Kieślowskiego. Dla producenta to znaczna oszczędność, Karmitz nigdy by nie ośmielił się sam czegoś podobnego zaproponować. Jest zaskoczony, jednak nie protestuje. Nie sprzeciwia się także, gdy reżyser deklaruje, że podejmie się wykonać to zadanie w ekspresowym tempie. Kieślowski proponuje następujący plan. Zdjęcia: jesień, zima 1992/1993, wiosna-lato montaż. A potem krótka seria z cekaemu: wrzesień 1993 – „Niebieski” jedzie na Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji; luty 1994 – „Biały” jedzie na Berlinale, maj 1994 – „Czerwony” na MFF w Cannes. Karmitz ulega również, gdy ku jego jeszcze większemu zdumieniu reżyser przekreśla kwotę swojego honorarium wpisaną w projekcie umowy. Zmienia ją na niższą.

Marin Karmitz to weteran francuskiej rewolucji 1968 roku. W młodości komunista, działacz ruchu La Gauche Proléterienne zafascynowanego chińskim rewolucjonistą Mao Zedongiem. Urodził się w 1938 roku w ubogiej żydowskiej rodzinie w Bukareszcie. Do Francji przyjechał pod koniec lat 40. W świat filmu wszedł w czasach Nowej Fali. Był asystentem Agnes Vardy i Jean-Luca Godarda. Jeszcze w okresie komunizowania założył MK2, by tworzyć kino ambitne. Produkował filmy Claude’a Chabrola, Louis Malle’a, Kena Loacha, Michaela Hanekego, a także wybitnego reżysera z Iranu Abbasa Kiarostamiego. Zawsze gardził komercją. Co nie znaczy, że nie potrafił na filmach zarobić. W 2009 roku magazyn „Challenges” wycenił jego majątek na 40 milionów euro. Znaczną część tych pieniędzy Karmitz zawdzięcza „Trzem kolorom”.

W 2005 roku oddał prowadzenie firmy synowi i wycofał się z życia zawodowego. Ale na spotkanie i rozmowę o Kieślowskim zgadza się bardzo chętnie.

– Niezwykle rzadko zdarza się podczas pierwszego kontaktu coś tak niezwykłego i cudownego – zaczyna opowieść. – To było natychmiastowe poczucie braterstwa. Kristoff bardzo przypominał mi Samuela Becketta, z którym kiedyś się przyjaźniłem. Było kilka podobieństw. Skupione spojrzenie i podobny gest zdejmowania okularów podczas rozmowy. W ich spojrzeniu była jakaś jasność. Obaj byli wysocy, trochę przygarbieni. Choć nie, Beckett był prostszy, Kieślowski – ramiona bardziej pochylone do przodu. Zarówno Samuel, jak i Kristoff z namysłem wypowiadali każde słowo, nie używali zdań pozbawionych treści. Prawie w ogóle nie mówiliśmy wtedy o kinie. Rozmawialiśmy o filozofii, metafizyce i etyce. Kristoff odrobinę rozumiał francuski, ja trochę znam angielski. Pamiętam nasze późniejsze rozmowy bez tłumacza, kiedy ja mówiłem po francusku, on po angielsku i doskonale się dogadywaliśmy. To jest możliwe, tylko gdy idealnie skoncentrujemy się na rozmówcy, gdy słuchamy go całym sobą. Głębia Kieślowskiego była czymś niezrównanym.

To właśnie podczas tego pierwszego spotkania, w 1988 roku, Kieślowski powiedział Karmitzowi, że na razie robi film z Leonardo De La Fuente, ale kolejny chętnie zrobi z nim.

„Interesuje mnie wszystko, co pan zaproponuje” – zadeklarował Karmitz.

„Krzysztof Piesiewicz wpadł na pomysł tryptyku. Trzy filmy jak trzy kolory francuskiej flagi symbolizujące trzy idee rewolucji: wolność, równość, braterstwo. Próba zastanowienia się, czym te hasła są dla nas dzisiaj”.

„Bardzo mi się to podoba. Liberté, égalité, fraternité to dla mnie jako dla imigranta bardzo ważne pojęcia. Koniecznie musimy to zrobić!” – odparł Karmitz, szczęśliwy niczym rodzic, który starając się o upragnione dziecko, dostaje w prezencie od losu trojaczki.

Odłożył 120 milionów franków. I czekał.

Na rok przed rozpoczęciem zdjęć Kieślowski przeprowadza się do Paryża. Karmitz wynajął mu przestronne mieszkanie przy ulicy Caulaincourt, nieopodal wzgórza Montmartre. Jest w nim i pokój dla Piesiewicza. Nieopodal mieszkanie z fortepianem otrzymuje Zbigniew Preisner. Na maleńkiej rue Forest wynajdują chińską knajpkę Chez Meng, chodzą tam często na obiady. Zaraz obok jest plac Clichy, gdzie w restauracji Le Wepler Kieślowski umawia się na wywiady. (…)

Kieślowski chciałby przenieść do trylogii więcej osób z ekip „Dekalogu” i „Podwójnego życia”, ale tutaj Karmitz stawia pierwsze weto. U niego mają pracować najlepsi. Ekipa jest mniejsza niż przy „Weronice”, za to bardziej elastyczna. Podproducentami będą Studio Filmowe „Tor” i szwajcarska spółka CAB Productions. „Niebieski” kręcony jest we Francji, „Biały” w Polsce i we Francji, „Czerwony” w Szwajcarii. Na każdy reżyser dostaje 45 dni zdjęciowych.

Kieślowski też ma warunek. Koniec z godzinną przerwą na obiad w środku dnia.

„Okej, porozmawiam z ekipą” – obiecuje Karmitz.

Za kilka dni ponownie prosi go o rozmowę. „Kristoff, Juliette Binoche skarży się, że odrzuciłeś kostiumy przygotowane przez naszego kostiumologa”.

„Tak, wolę kostiumy z Polski”.

„Widziałem je. Powiem wprost, nie podobają mi się. One nie pasują do Francji. Są, jakby to powiedzieć… bardzo charakterystyczne. Z innej epoki. Trzeba je zmienić”.

Kieślowski ustępuje.

„Zacznij wymagać. No, zacznij wymagać! – denerwuje się Piesiewicz. – Masz taką pozycję, że możesz pracować wszędzie na świecie. Dlaczego pomniejszyłeś swoje honorarium?”.

„Spokojnie, mam go w ten sposób w ręku” – odpowiada Kieślowski.

„Ciekawe. W jaki sposób?”.

„Dla mnie starczy, a dzięki temu jestem bardziej niezależny”.

składała się po połowie z Polaków i Francuzów. Teraz zespół stanowią głównie Francuzi – czterdzieści kilka osób. Polski team to sześć osób, które rozmawiają w swoim języku i głównie zajmują się sobą. Są to:

– Reżyser. Kristoff. Nigdy nie odzywa się po francusku, ale chodzą słuchy, że rozumie dużo więcej, niż się komukolwiek wydaje. Ciągle drapie się w głowę i od rana jest zdenerwowany. Zawsze z kubkiem kawy i z paczką papierosów na piersi. Pali non stop, nawet w miejscach, gdzie inni mają zakaz. W teatrze przy placu Pigalle pod tabliczką ZAKAZ PALENIA Marin Karmitz każe umieścić napis NIE DOTYCZY REŻYSERA. Cały czas za Kristoffem chodzi strażak z popielniczką.

– Operator zdjęć. Slavomir. Przystojny, pewny siebie, zwięzły i wymagający. Lekko wyniosły, na pewno nieuważający się za postać drugoplanową. Z walizką niesamowitych filtrów do obiektywu.

– Pierre Jaxa-Kwiatkowski. Operator kamery i autor fotosów. Bardziej przystępny, ale ciągle zajęty. Albo stoi za kamerą, albo kręci się z aparatem i pstryka zdjęcia.

– Henri Jedynak – asystent operatora. Nie mówi w ogóle po francusku.

– Roman Gren, oficjalny tłumacz. Czterdziestolatek, z twarzy podobny do papieża Karola Wojtyły. Sympatyczny, bezpośredni – ociepla wizerunek polskiej reprezentacji. Ale ma wyraźny nakaz: wolno mu tłumaczyć słowa reżysera tylko wtedy, gdy on sam o to poprosi.

– Stan Latek. Niewysoki, korpulentny jegomość, bezwzględnie oddany reżyserowi. Do dzisiaj Francuzi zastanawiają się, kim był. Asystentem? Drugim tłumaczem? Wydaje im polecenia, a oni nie wiedzą, jakie ma do tego uprawnienia. Kieślowski wypowiada cztery słowa, a on wyrzuca z siebie pięć zdań. Czasem podczas kręcenia ujęcia daje reżyserowi znaki kciukiem, tak jakby oceniał grę aktorów. Nie odstępuje go na krok. Broni dostępu. Podobno powtarza reżyserowi wszystko, co się mówi i robi na planie za jego plecami. W niezręcznej sytuacji jest Emmanuel Finkiel, który został zatrudniony jako oficjalny asystent reżysera i ma antycypować jego potrzeby i życzenia. Ale jak tu antycypować, skoro Kieślowski cały czas rozmawia po polsku ze Stanem Latkiem? Nie łatwiejsze jest położenie kierownika produkcji Yvona Crenna, odpowiedzialnego za przestrzeganie ustalonych reguł.

Środa, 9 września 1992. Trzeci dzień zdjęć do „Niebieskiego”. Kręcą w szpitalu, 60 kilometrów od centrum Paryża. Dawno minęła północ, Crenn miota się po planie, ale reżyser nie zwraca na niego najmniejszej uwagi. Mija trzecia nad ranem. Wreszcie kierownik produkcji twardo oznajmia: „Koniec zdjęć na dzisiaj”. Kieślowski: „Potrzebuję 30 minut”.

Crenn: „To niemożliwe. Kończymy”. Kieślowski po polsku do Romana Grena: „Powiedz mu, że to jest kretyństwo przerywać mi zdjęcia, kiedy ja mam do zrobienia jeszcze tylko jedno ujęcie”.

Roman Gren po francusku do Crenna: „Przecież ja za 30 minut na pewno skończę. Nie będziemy musieli jutro ustawiać od początku dekoracji”.

Crenn: „To niemożliwe. Nie możemy aż tak przekraczać planu”.

W ekipie podział. Polacy są za tym, żeby pracować, Francuzi w większości za tym, żeby iść spać.

– Tego dnia zaczęliśmy zdjęcia o szesnastej – pamięta sekretarka planu Geneviève Dufour. – Crenn wyrywał sobie włosy z głowy. Wszyscy byliśmy strasznie zmęczeni, ale jeszcze bardziej ciekawi, jak to się skończy.

Kieślowski do Grena: „Powiedz mu, żeby zadzwonił do Karmitza. Karmitz prosił, żeby w sytuacji konfliktowej dzwonić do niego o każdej porze dnia i nocy. A to właśnie jest sytuacja konfliktowa”.

Roman Gren do Crenna: „W takim razie poproszę o telefon do Marina Karmitza. Pan Karmitz upoważnił mnie, żeby dzwonić do niego o każdej porze”.

Crenn: „Do Karmitza?! Nie widzi pan, która jest godzina?”.

Kieślowski i Gren: „Widzę”.

Crenn: „Nie mogę dzwonić do producenta w środku nocy!”.

Kieślowski po polsku: „Powiedz mu, że ja mu każę, żeby zadzwonił do Karmitza”.

Roman Gren po francusku: „Niech pan będzie tak uprzejmy i jednak zadzwoni”.

Crenn ustępuje. Zerwany ze snu Karmitz staje po stronie reżysera. Ekipa schodzi z planu o siódmej rano. Tego dnia wszyscy pracowali 15 godzin bez przerwy.

Nazajutrz Marin Karmitz prosi reżysera na rozmowę: „Kristoff, ludzie wracają do domów własnymi samochodami. Są zmęczeni, to grozi wypadkiem samochodowym. Jeśli coś się stanie, to my jesteśmy za to odpowiedzialni. Ja i ty. Ja takiej odpowiedzialności na siebie nie wezmę. Czy ty jesteś gotów ją wziąć na siebie w całości?”.

Kieślowski natychmiast ustępuje. Uzgadniają, że odtąd będą obowiązywać dwie opcje: albo pracują bez przerwy od dwunastej do

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.