CLICKBAIT

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Orliński Szczygieł Poluje Na Prawdę -

Przykładowe zastosowanie: „Nic ciekawego dzisiaj na portalu, same clickbaity”

Patronką dziennikarstwa internetowego jest, jak wiadomo, Święta Klikalność (łac. Santa Clickalitas – że ukradnę dowcip Ziemowitowi Szczerkowi). Dziesięć lat temu, kiedy znawcy od internetu i od świata pisali optymistyczne teksty o czekającej nas cyfrowej świetlanej przyszłości, powszechnie zakładano, że najwięcej kliknięć przyciągnie jakościowe dziennikarstwo.

Bo przecież internauci od razu je rozpoznają i będą sobie polecać wartościowe serwisy, potępiając tandetę. Prawda? Nieprawda. Około 2010 roku stało się jasne, że internauci są jak ryby, łapią się na najprostsze przynęty („bait”). Typowa przynęta na kliki („click” + „bait”) powinna mieć kilka głośnych nazwisk i sugerować, że treść jest bardzo ciekawa.

Nawet najnudniejszy tekst świata będzie klikał się jak szalony, jeśli w internetowym nagłówku będzie wspominać (w kolejności alfabetycznej) Dodę, Kaczyńskiego, Lewandowskich, Rutkowskiego i Tuska. Powiedzmy: „Doda ostro o Dudzie [wideo]” albo „10 morświnów, które wyglądają jak Lewandowska [zdjęcia]”.

Zjawisko od lat spotyka się z powszechnym potępieniem. Różne internetowe portale ogłaszają, że już nie będą stosować clickbaitów. Google i Facebook obiecywały, że będą obcinać widoczność serwisom, które je stosują.

Ale wszystko pozostaje po staremu. Wystarczy zajrzeć do internetu, żeby znaleźć tam „10 clickbaitów tak bezczelnych, że trudno w nie uwierzyć!”.

Trochę to przypomina sytuację tajnej policji politycznej w carskiej Rosji. Każdy car na początku panowania ogłaszał jej likwidację, ale i tak wiadomo było, że następca tronu znów ją będzie likwidować.

Po prostu clickbaity pasują do internetowego dziennikarstwa jak tajna policja polityczna do Rosji.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.