Dziary polskie

Tatuażysta wypytał, ile mam dzieci, i zaproponował, że za darmo wydziara mi ich podobizny na łydkach. Uciekłem

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Michał Rusinek Kolekcjonuje Tatuaże - ILUSTRACJA PIOTR CHATKOWSKI

ich znaczenia. Tatuażysta może i zna znaczenie, ale nie będzie objaśniał tatuowanemu (może mu się nie chce, może nie zamierza wchodzić w bliższe relacje albo jest po prostu złośliwy).

I tak właśnie Europejczycy, których uwiodła egzotyka i subtelność chińskiej grafii, noszą na rękach tatuaż o treści „ręka”, a na nodze o treści „noga”. Bywają i przypadki ekstremalne, jak „kurczak w pięciu smakach” czy wręcz „sraczka”. Dla Chińczyków mieszkających w Polsce albo turystów z Chin takie tatuaże muszą być intrygujące. Ale zmieniając nieco temat – mam pewne marzenie...

Filologa?

– Chciałbym, żeby tym cytatom z literatury towarzyszyła pełna informacja: nazwisko autora, tłumacza, wydawnictwo, strona, rok wydania, a może i nawet nazwa wydawnictwa. Byłbym usatysfakcjonowany. Znalazłem w sieci stronę, która proponuje jako tatuaże cytaty autorstwa Jana Pawła II. Najwygodniejszy wydaje się ten: „Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się – na próbę”, bo można go dzielić na wersy i umieszczać na węższych częściach ciała.

Papieża się podpisuje?

– Tak. Zawsze. Czy to cytaty zawierające prawdy ogólne, czy drobiazgi. O tym autorze nigdy się nie zapomina.

Zrozumiałeś sens robienia sobie tatuażu?

– Nie śmiałbym powiedzieć, że całkowicie. Moim przewodnikiem po tym jakże fascynującym świecie była książka „Gry z tożsamością. Tatuowanie ciała w indywidualizującym się społeczeństwie polskim” Agaty Dziuban. Autorka analizuje polski tatuaż wielowątkowo: socjologicznie, psychologicznie, historycznie i antropologicznie. I daje prostą, chociaż nie tak oczywistą odpowiedź na pytanie, dlaczego lubimy ozdabiać swoje ciała. Oto ona: w świecie, który nieustannie się zmienia, tatuaż jest czymś stałym, pewnym, niewymazywalnym. Nie jest czymś, co od razu się zużyje, a my potrzebujemy przecież czegoś, co będzie na wieki wieków amen. To jest wolność, chociażby wolność wyboru. Wszystko się zużyje, ale swojej skóry nigdy nie wyrzucisz. No, takie „momento mori” po prostu.

Lokalizacja jest ważna?

– Tak, ale odnoszę wrażenie, że tatuujący się ludzie postrzegają swoje ciała nieco inaczej niż nietatuujący. Ciało ma miejsca mniej lub bardziej godne, mniej lub bardziej nadające się, by umieszczać na nich ważne treści. Dla tatuujących się ważny jest także, jak się zdaje, stopień widoczności. To, co ważne, co bliskie sercu, nie będzie zatem tatuowane w okolicach serca, jeśli rzadko pokazujemy bliźnim tors. Łydka czy plecy – mimo że tradycyjnie uważane za miejsca mniej godne, bo „na dole” i „z tyłu” – będą się bardziej nadawać, bo są bardziej widoczne, więc i automatycznie staną się bardziej godne. Widziałem kiedyś zdjęcie pleców mężczyzny – miał na nich wytatuowaną piosenkę patriotyczną, chyba dwie zwrotki. Zaczynała się gdzieś nad lewą łopatką, a kończyła w okolicy prawej nerki. Z długości tatuażu wnoszę, że pan ten miał dość wysoki próg bólu.

Co byś chciał wylansować?

– Jako prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej? Oczywiście poezję. Wyobrażam sobie nawet podryw na tatuaż, na przykład z fragmentem wiersza laureata czy laureatki naszej nagrody. Przygotowywałem kiedyś felieton do kolejnego wydania „Xięgarni”, realizatorzy wymyślili, że pójdziemy do studia tatuażu, które będzie ciekawym tłem. Siedziałem na fotelu, przy mnie tatuażysta, rozmawialiśmy. Oczywiście on udawał, że mnie tatuuje, a ja, że dzielnie to znoszę. Taki trzyminutowy felieton kręci się trzy godziny, więc mieliśmy czas, żeby się zakolegować. Opowiedział mi, jak – dzieckiem będąc – zrobił sobie pierwszą maszynkę do tatuażu, silniczek wymontowawszy z walkmana. Na koniec wypytał, ile mam dzieci, i zaproponował, że za darmo wydziara mi ich podobizny na łydkach. Uprzejmie podziękowałem. I uciekłem.

Nie lubisz łydek?

– To szalenie zabawna część męskiego ciała. W ogóle męskie ciało składa się głównie ze śmiesznych części, a już od pasa w dół jesteśmy arcykomiczni. Być może, jak już zacznę się tatuować, to zmienię stosunek do łydek. Także własnych. Trzeba przyznać, że na polskich męskich łydkach szczególnie często pojawiają się motywy patriotyczne, jak Polska Walcząca, mały powstaniec z warszawskiego pomnika, płonąca Warszawa, krew, walka, niezłomność. Popularne są też motywy kibicowskie – barwy i herby klubów sportowych. Wszystko to świadczy o tym, że część Polaków ma silną, wręcz dramatyczną potrzebę jakiejś przynależności. Im bardziej dramatyczny znak przynależności, tym bardziej dramatyczna obawa przed innymi, potrzeba odcięcia się od innych.

A gdzie tatuować orła?

– Tors. Chociaż orzeł na nim byłby jeszcze bardziej niewidoczny niż na łydce. Kilkanaście lat temu, kiedy tatuaże stały się naprawdę modne, byliśmy na wakacjach, może Grecja albo Bałkany, i tam spotykaliśmy wytatuowanych Anglików. Niby nic niezwykłego, ale oni wykorzystywali niektóre części ciała, żeby dopełnić obraz – na przykład sutek jako oko smoka. Tego nie da się odzobaczyć. Nie widziałem wprawdzie orła z okiem z sutka na polskim torsie, ale obawiam się, że coś takiego w lokalnej przyrodzie istnieje.

Ale wróćmy do polskiego tatuażu tekstowego – zdarza się „Bogurodzica” i „Rota”, ale na tym chyba koniec lektur szkolnych. Polacy wolą ozdabiać się w teksty utworów hiphopowych. Cytatem z takiego utworu jest często tatuowane zdanie „Brat bratu bratem”. Chciałbym wierzyć, że nosicielowi tego tatuażu przyświecała szlachetna idea uświadamiania ludziom, że w języku polskim istnieje deklinacja.

Wersji „Siostra siostrze siostrą” nie spotkałem, ale uważam, że może gdzieś się czaić. Myślę, że tatuaż to dobre miejsce, by przypomnieć także zapomniane formy oznaczające koligacje rodzinne, jak świekra czy stryj. Myślę właśnie o trwałości tatuażu i nietrwałości ludzkiego ciała... – Dobrze, dość żartów. Człowiek umiera, tatuaż zostaje nawet trochę dłużej. Tatuowanie siebie to jest walka z przemijalnością. Tekst nas przeżyje, słowa nas przeżyją, chociaż sens niektórych może umrzeć szybciej niż my. Widziałem kiedyś zdjęcie tatuażu o treści „Forever eighteen”, napis był wykonany z tyłu, tuż nad linią bikini. Ale ciało, na którym widniał, już wiele lat temu skończyło 18 lat. Fakt, że jego właścicielka postanowiła ten tatuaż pokazywać na starość, jest, moim zdaniem, swego rodzaju manifestem, walką wytoczoną przemijaniu. Trochę tak jak u Miłosza – zapytany kiedyś, co sądzi o przemijaniu, odpowiedział: „Jestem przeciwny”. Szkoda, że tego się nie da wytatuować. Chyba że w formie dialogu.

Zachwycił mnie tatuaż na piersi pewnej statecznej, starszej pani: „Proszę nie reanimować”. Jest co prawda sprzeczny z ideą, która towarzyszy sztuce zdobienia ciała (walka z przemijaniem), niemniej jednak jest odporny na zmiany zdania. Oraz ewentualne decyzje rodziny. Zdarzają się też tatuaże dzieła sztuki, kwiatowe ornamenty oplatające ciała, pozbawione jakiejkolwiek ideologii. No i tatuaże żarty: maleńki człowieczek z kosiarką do trawy w miejscu przeznaczonym do depilacji intymnej lub – w podobnym miejscu – napis „Mój ojciec cię zabije”. Nie wiem tylko, czy takie żarty mają potencjał, by śmieszyć całe życie.

Tatuażysta powinien znać zasady ortografii?

– Wszyscy powinni je znać! Błędu na skórze nie poprawisz, nie wymażesz gumką. Jak już wydziarało się „Nie zapominaj z kąd jesteś”, to trzeba będzie z tym żyć, a potem z tym umrzeć. Błędy w pisowni łącznej i rozłącznej można jeszcze próbować naprawić, na przykład zawijasem, który będzie sprawiał wrażenie ozdobnika. Ale „Only Dog Can Judge Me” („Tylko pies – zamiast: Bóg – może mnie osądzić”) jest już nie do uratowania. Trzeba z tym żyć. I nie pokazywać psu.

Jak się czyta łydki, ramiona, plecy i piersi Polaków, można odnieść wrażenie, że surowo oceniają własne życie: „Życie jest piękne”, „Jebać życie”, „Życie to nie bajka, tylko pierdolona walka”...

– Owszem, niektóre tatuaże mają wymiar egzystencjalny. Do tego te czaszki, kości, kosy, krople lub nawet strumienie krwi. Wiesz, większość polskich tatuaży posługuje się ikonografią wojenną, choć ich właściciele nigdy żadnej wojny nie doświadczyli. Sprawiają jednak wrażenie, że chcieliby jej doświadczyć, że w niej widzą jakąś dla siebie rolę, jakiś sens. Wojenna ikonografia w czasie pokoju może, moim zdaniem, zadziałać jak wywoływanie wilka z lasu. Moda na odzież patriotyczną, gloryfikującą tzw. czyn zbrojny, zdaje się przygotowywać nas do wojny. Oby nie. Oby prędko minęła. Porozmawiajmy o czcionce.

– Spora liczba porad w internecie dotyczy właśnie czcionki, nowych mód. Jest szwabacha, często wykorzystywana bez świadomości jej historycznych konotacji, zwłaszcza w tatuażach odwołujących się do walki z niemieckim okupantem. Modne jest ostatnio pismo maszynowe. Kłopot z modami w tatuażach polega na tym, że za kilka, kilkanaście lat będzie można łatwo stwierdzić, kiedy kto sobie tatuaż zrobił. No, chyba że go jakoś przerobi. Podobno Johnny Depp po rozstaniu z Winoną Ryder przerobił sobie „I Love Winona”. Na „I Love Wine”. Czy to możliwe po polsku? Czy jest takie imię, które można przerobić na płyn, w którym można topić smutki po rozstaniu?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.