Polscy czytelnicy! Czyli pisarz kontra dyktator

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Varga - Krzysztof Varga

Istnieje niemal powszechne przekonanie, że artyści nie powinni się wypowiadać o polityce, albowiem zupełnie inna jest ich rola – dostarczać rozrywki, budzić wzruszenia, pomagać w rozwoju duchowym, tworzyć drogi ucieczki od zgrozy codziennego życia. Polityką zajmować się powinni ludzie poważniejsi; wiadomo, że jak artysta coś powie o polityce, to będzie bzdura sześcienna, brednie wypowiadane przez polityków nie są tak postponowane jak komentarze o polityce czynione przez – dajmy na to – pisarzy. Pamiętne marcowe hasło „Pisarze do piór” zdaje się nieśmiertelne, a i samym pisarzom wygodniej milczeć w kwestiach fundamentalnych, względnie mogą mówić, że każda opcja polityczna jest im wstrętna w stopniu najwyższym. Są jednak momenty, są sytuacje graniczne, gdy milczeć nie można, tak przecież było, gdy żywy pomnik literatury światowej Tomasz Mann wystąpił przeciw faszyzmowi.

„Niemieccy słuchacze! Przemówienia radiowe z lat 1940-1945” Manna, rzecz, która właśnie się po polsku pojawiła, poszerza naszą wiedzę o tym pomnikowym geniuszu: to jest dziwny rodzaj prozy, są to bowiem przemówienia radiowe, które wygłaszał z Ameryki do rodaków w Niemczech. Ale to jest literatura jak brzytwa, Mann wszak zanim mowy wygłosił, to je napisał. Rzecz przerażająca – gdyby nie Hitler, te fajerwerki prozy by nie powstały. Jedyna dobra rzecz, jaką w swym podłym życiu ten karzeł uczynił, to było doprowadzenie do wściekłości Tomasza Manna.

Mówiąc krótko i zrozumiale: Tomasz Mann donosił na Niemcy za granicą.

Czy gdyby naziści nie spalili książek Manna, gdyby Mann nie musiał z Niemiec emigrować, czy gdyby za rządów faszystowskich w każdej księgarni leżały stosy „Buddenbrooków” i „Śmierci w Wenecji”, a ich autor był fetowany, toby Mann się na taki opór zdobył? Czy Mann mógł wierzyć, że przemówi do rozumu rodaków, i to w czasie, gdy każdy sprzeciw oznaczał czapę? Mógł wierzyć, bo był narcystyczny, zakochany w sobie i swym dziele, mniemał zapewne, że sam Hitler, trzęsąc się z bezsilnej wściekłości, co tydzień nastawia radio, by złapać nadawaną z Londynu audycję, że cały aparat nazistowski po tajniaku wysłuchuje autora „Czarodziejskiej góry”, że nienawidząc go, zarazem w osłupieniu i zachwycie chłoną jego metafory, porównania i aluzje literackie. W istocie – może tylko zakochani w sobie artyści potrafią się zdobyć na tak krystaliczne frazy, tak czyste brzmienie języka, ich miłość własna rodzi najpiękniejsze zdania i więcej niż pewne, że czytanie tych fraz jeszcze wspanialsze jest niż słuchanie głosu Manna; słuchać głosu Manna nigdy bym nie chciał, czytać te wściekłe tyrady mogę nieustannie.

Mann zauważył niebywały paradoks: „Wódz często dawał wyraz swojej pogardzie dla narodu niemieckiego, swemu przekonaniu o tchórzostwie, służalczości, głupocie tej populacji, o bezgranicznej łatwości, z jaką daje się okłamywać, i zawsze zapominał wyjaśnić, jakim cudem potrafi równocześnie widzieć w Niemcach rasę panów, powołaną do rządzenia światem”. Hitler dla Manna to był „ułomny mózg niezdolny wykrzesać z siebie nic, co pomogłoby rozwiązać palące problemy dnia dzisiejszego”, ale dyspozycyjna prasa i otępiali wyznawcy żyli w przekonaniu, że Wódz prócz geniuszu strategicznego ma nawet niebywałe poczucie humoru. O inteligencji, błyskotliwości, przenikliwości szkoda gadać, ale wierzyli, że Wódz jest dowcipny, że nawet na tym polu miażdży swoich wrogów, że wystrzeliwuje fajerwerki dowcipu! Ale był też ten „siejący zamęt błazen” rozgoryczony, że świat odpowiednio nie docenia jego oszałamiających zwycięstw, świat nie osłupiał w zachwycie, było temu „krwawemu chłystkowi, tej intelektualnej i moralnej miernocie” przykro, że jego klęski bardziej się światu podobają niż jego zwycięstwa, uważał najpewniej, że świat nie dorósł do jego geniuszu.

„Bezgraniczna i niewybaczalna jest wasza wiara, a raczej wasza łatwowierność. Wierzycie podłemu krętaczowi i rzekomemu triumfatorowi, że za jego i waszą sprawą nastać ma świat odarty z wszystkich wartości, takich jak prawda, wolność i prawo, bez których nie tylko chrześcijanin nie może być chrześcijaninem, ale po prostu człowiek człowiekiem” – grzmiał Mann i były to grzmoty piękne.

To są frazy, jakich dziś brakuje w publicystyce, bo prasowi publicyści skarlali w swych kazuistycznych produkcjach powstałych nie z wewnętrznej płonącej potrzeby, ale by uzasadnić swe istnienie i wyrobić wierszówki. Mann nie dla wzmocnienia swej pozycji literackiej pisał te przemowy, bo i tak był już największy. Gdyby łamy gazet zapełniały dziś teksty Manna, nie mówiłoby się o kryzysie prasy.

Zadziwiające, że z amerykańskiej oddali tak wiele widział i nie mylił się w ani jednym zdaniu, naświetlał istotę systemu uważającego, że z nim w ogóle nie wolno walczyć. Każde imperium, każdy dyktator, każdy totalitaryzm chce zdobywać i podbijać – najpierw własny kraj, a potem – co się da, ale wyjątkowość nazistów na tym polegała, że uznawali jakikolwiek opór przeciwko sobie za zdradę. Siła i prawo, które żeśmy ustanowili, są po naszej stronie, zatem sprzeciw i opór doprowadzają nas do furii. Nie jesteśmy w stanie znieść jakichkolwiek wątpliwości, przyłącz się albo giń – tertium non datur. Głosowaliście na nas? To teraz ponoście tego konsekwencje, brońcie nas do ostatniej kropli krwi, bo jak przegramy, to nie tylko nas, ale też was wyrżną. Szło o to, żeby wszyscy znajdujący się pod panowaniem hitlerowskim byli „stadem tępych ignorantów, duchowo i moralnie wykastrowanych niewolników”.

Wódz ryczał, że walka musi trwać, żeby u jej kresu zapanowały „długie błogosławione lata pokoju”, ale taki system nigdy nie może zaprzestać walki, albowiem nieustanna wojna jest w jego naturze, choćby miała pogrążyć, i kraj, i świat. Rower się nie przewraca, jak jedzie, narodowy socjalizm trwa wyłącznie wtedy, gdy prześladuje. „Ani śladu sympatii, ani śladu szacunku dla cudzego istnienia, cudzego honoru, ani śladu braterskich uczuć nie uświadczysz w podłych mózgach”. „Kiedyś Niemiec chciał być Europejczykiem, teraz Niemiec chce, żeby Europa była niemiecka” – mówił Mann. Patriotyzm – powiadał – oznaczał umiłowanie kultury i języka swego narodu wraz z uznaniem języków i kultur narodów innych, ale zamieniony został przez „narodowego Midasa” w błoto, albowiem taka jest istota tego tępego nacjonalizmu: wszystko zamienia miast w złoto, to w błoto.

Ależ wspaniałe są te frazy Manna, ta jego obcesowość i pogarda nie tylko dla faszystów, ale też dla zwykłych zwolenników Hitlera! Wedle dzisiejszej mody można by rzec, że Mann pogardzał ludem, że się wywyższał i epatował swym elitaryzmem, wszak nazywał rządzących nazistów mętami i hołotą, tępymi i niewykształconymi, którzy pragną nade wszystko wziąć odwet na mądrzejszych. Dawno nie czytałem upławów tak wspaniałej, tak pięknej i zaciekłej nienawiści, opisanej z takim talentem, taką werwą językową i mistrzostwem stylistycznym. Mann stał na stanowisku, że wojna zaczęła się nie w 1939 roku, tylko w 1933, wtedy gdy Hitler doszedł do władzy. Wojna zazwyczaj zaczyna się o wiele wcześniej, ale ludzie aż do pierwszych salw armatnich nie wierzą w wojnę. Dają się nieść „żałośnie absurdalnemu entuzjazmowi”, a potem, gdy wojna przychodzi do ich domów, nie rozumieją, skąd się wzięła. Być może w Europie też już się toczy wojna, tyle że jeszcze bez armat, ale działania wojenne są prowadzone.

Głosowaliście na nas? To teraz ponoście tego konsekwencje, brońcie nas do ostatniej kropli krwi, bo jak przegramy, to nie tylko nas, ale też was wyrżną

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.