Z Jasiem Kapelą, dziennikarzem, autorem książki „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”, rozmawia Marcin Wójcik

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Fotoreportaż Mięso Po Polsku -

Zjadłem rano parówki.

– Mam nadzieję, że sojowe. Zresztą w tych normalnych też nie ma za dużo mięsa.

Od kiedy nie jesz mięsa?

– Od dziewięciu lat. Po studiach do mnie dotarło, że jedzenie stworzeń, które mają oczy i mózgi, jest nieludzkie. Nie możemy tego robić, jeśli nazywamy się istotami etycznymi. A skoro chcemy jeść mięso i nabiał, to godzimy się na zamęczanie zwierząt. Kurczak, który jest tak tuczony, że pod ciężarem mięśni łamią mu się nogi, jest zamęczany. Krowa dająca 18 tysięcy kilogramów rocznie, czyli 80 kilogramów mleka dziennie, jest zamęczana. To tak, jakby kobieta produkowała dziennie 8 litrów mleka. Ale krowa jest do tego stworzona, kobieta nie.

– Kto powiedział, że krowa jest stworzona do dawania mleka?

Natura?

– Krowa daje mleko swoim dzieciom. Choć i one produkowane są w nadmiarze, bo wkłada się krowie do macicy rurkę z nasieniem, żeby dała kolejnego cielaka.

Uwierz mi, że byk sprawia krowie większy ból, kiedy wczołguje się na jej grzbiet.

– W sensie, że rurka jest lepsza niż penis? Spróbuj to wytłumaczyć swojej partnerce. Z pewnością każda krowa marzy o tym, żeby być ciągle w ciąży i spędzać życie w baraku. Piszesz w książce, że twoja rodzina ma kurniki.

– Tak, mam część rodziny na wsi. W powiecie żuromińskim, w największym zagłębiu ferm drobiowych, w największym smrodzie Polski. Ich kurniki nie są wielkie – jeden na 20 tysięcy, drugi na 30 tysięcy kurczaków. Bywają na milion. Znowu zadzierasz z rodziną i znowu będą mieli pretensje. Mama jest znaną działaczką katolicką ze Związku Dużych

Rodzin „Trzy Plus”, ty – krytykiem Kościoła. Rozmawiacie ze sobą?

– Oczywiście. Nawet się lubimy. Żeby było im miło, uczestniczę w tradycyjnych świętach katolickich. Dopiero w zeszłym roku po raz pierwszy nie pojechałem na Boże Narodzenie. Są tematy, co do których się nie dogadamy – aborcja, homoseksualizm. Tata trochę żałuje, że dawał mi czytać Schopenhauera. Nie było jakiegoś kluczowego momentu przejścia na ateizm, nie molestował mnie ksiądz, nie biła mnie zakonnica. To był stopniowy rozwój świadomości. Wierzę w porządek natury i – jeżeli już – to ten porządek mógłby być bogiem.

Od kiedy jesteś w Krytyce Politycznej?

– Od 2007 roku, dwa lata wcześniej skończyłem polonistykę. Najpierw byłem autorem zewnętrznym, pisałem felietony. Później pracowałem w księgarni Centrum Kultury „Nowy Wspaniały Świat”. Teraz zajmuję się wydawaniem książek i felietonami.

Twoja mama w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedziała, że to, co piszesz, to „diabelskie ukąszenia”, i że Krytyka Polityczna cię zgorszyła.

– Dzięki Krytyce stałem się bardziej lewicowy, a „zgorszenie” przyszło wcześniej. Rodzicom być może jest przykro, woleliby mnie widzieć co niedzielę w kościele.

Po hymnie, w który wplotłeś uchodźców, a później po wyroku skazującym cię za znieważenie hymnu narodowego rodzice powiedzieli, że przesadziłeś?

– Powiedzieli tak jak profesor Łętowska, że powinni mnie skazać co najwyżej za fałszowanie. Są wykształconymi i dobrymi ludźmi, ich rozumu nie przysłoniła patriotyczno-narodowa papka, która płynie szerokim strumieniem przez kraj. Przyjęli do domu uchodźczynię z Konga. Poznali ją na jakimś koncercie i okazało się, że nie ma gdzie mieszkać. Miała się u nas zatrzymać na tydzień, a jest dwa lata. Mama wychodziła jej status uchodźcy, co nie było łatwe, choć w Kongu była porwana i torturowana. Jest tylko jeden problem – nasza uchodźczyni smaży mięso! Kiedy w wakacje byłem w domu, cały dom śmierdział smażonym mięsem! Jeśli uchodźcy, to tylko wegańscy!

Rozpracowałeś działanie dwóch ubojni – świń i kurczaków. Gdzie się wkurzyłeś najbardziej?

– W Kutnie, w Pini Polonii. Zarzynają dziennie 16 tysięcy świń. Do ubojni weszło CBŚ. Aktualnie 50 osób – w tym dyrektor generalna i główna księgowa – jest podejrzanych o oszukanie państwa na podatkach na prawie 180 mln zł. Do tego część ludzi pracuje na czarno, druga część przez agencje pracy. Śmierdzi w mieście i w okolicy. Na okoliczne pola wywozi się pozwierzęce odpady. Mimo to

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.