Ludmiła Anannikova

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pomoc Społeczna Idzie Strajkować -

12 października wychodzicie protestować. Zupełnie niebywałe w pomocy społecznej.

– To prawda, woleliśmy rozmawiać w gabinetach, ale władza swoją biernością i arogancją doprowadziła do zjednoczenia naszego środowiska. Z poprzednim rządem dialog też kulał, ale udawało się przewalczyć część spraw. Obecny rząd idzie w zaparte. Przykre, bo ma na sztandarach dialog.

Czyli dialogu nie ma?

– Jest monolog uprawiany przez Ministerstwo Rodziny. Resort mówi: „Idźcie do samorządów, bo to one was zatrudniają”. Wszystkie nasze istotne postulaty, pomysły na poprawę sytuacji w pomocy społecznej są odrzucane. Dzwoniliśmy, a kiedy nie odbierali, pisaliśmy pisma, spotykaliśmy się z przedstawicielami resortu, ale nic to nie dało.

Spotykaliście się z minister Elżbietą Rafalską?

– Przyszła na spotkanie, gdy ogłosiliśmy protest. Urzędnicy wprawdzie się zarzekali, że to jest spotkanie nie negocjacyjne, tylko informacyjne, ale nigdy jeszcze nie widziałem, żeby na spotkanie informacyjne przyszli naraz minister, wiceminister i szefowie departamentów. My byliśmy w czerwonych koszulkach z napisem: „Protest”.

Przestraszyli się?

– Do poważnych rozmów znów nie doszło, usłyszeliśmy tę samą mantrę o samorządach. Co do strajku, to nawet nie musimy go robić, bo wystarczy, że pracownicy przestaną pracować nadludzkim wysiłkiem. To będzie odczuwalne. Ale oczywiście poza pikietą mamy zaplanowane inne działania, o których na razie nie mogę powiedzieć.

Co znaczy, że pracujecie „nadludzkim wysiłkiem”?

– Pracownik socjalny w Polsce zajmuje się 70 rodzinami. Te 70 rodzin to średnia, bo w niektórych regionach zajmuje się ponad setką rodzin jednocześnie. Realnie jest w stanie pomóc kilku w miesiącu. Do tego ma zadania, które wiążą się nie z pomaganiem, tylko z kontrolowaniem. Weźmy program 500 plus. Pracownicy socjalni nie mieli być w niego angażowani, a są. W ustawie zapisano, że w razie podejrzeń, że w jakiejś rodzinie pieniądze są wydawane niezgodnie z prawem, sprawę musi zbadać pracownik pomocy społecznej.

Do tego dochodzą zasiłki. Jednego dnia pracownik socjalny idzie rozmawiać z klientem o jego problemach egzystencjalnych, a następnego przychodzi sprawdzić, czy do złotówki rozliczył pomoc, jaką otrzymał. Jak ma wzbudzić zaufanie i zbudować relację?

Teraz doszedł kolejny absurd – umieszczono nas w rządowym programie „Czyste powietrze”, w ramach którego mają być wymieniane piece. Ktoś na górze uznał, że skoro już chodzimy po domach, to mamy również edukować w zakresie ogrzewania. A samorządy idą jeszcze dalej i na przykład w takiej Dąbrowie Górniczej pracownicy socjalni byli zobowiązani do tego, by sprawdzać, jaki rodzaj pieca ma dana rodzina. Niedługo powiedzą, że skoro już chodzimy po ulicach, to przy okazji możemy je posprzątać. Dlatego ludzie mówią: „Dość”. Asystenci rodziny, którzy pracują z najtrudniejszymi klientami, i pracownicy domów pomocy społecznej również są systematycznie obciążani nowymi obowiązkami.

Dzisiejsze oczekiwania społeczne i problemy, z którymi mierzą się rodziny, wychodzą poza zakres zasiłków. Samo ministerstwo podaje, że około jednej czwartej rodzin korzystających z pomocy społecznej nie otrzymuje pomocy finansowej. Borykają się z uzależnieniami, kryzysami psychicznymi, przemocą, niepełnosprawnością. Potrzebują poradnictwa, interwencji kryzysowej, pomocy w dotarciu do psychologa, znalezieniu schronienia przed sprawcą przemocy, a nie wyłącznie wsparcia materialnego.

Kim są dziś wasi klienci?

– Spora część boryka się z ubóstwem, ale mamy też policjantów, prokuratorów, szefów spółek skarbu państwa, prezesów dużych firm. W takich rodzinach też są problemy wychowawcze, małżeńskie. Czasem kieruje nas szkoła, bo nie radzi sobie z trudnymi zachowaniami ucznia i widzi, że rodzice też sobie nie radzą. Czasem dzwonią sąsiedzi. W Warszawie nikogo już nie dziwi, kiedy drzwi otwiera osoba znana z telewizji.

Jak taki prokurator reaguje, kiedy stajecie mu w drzwiach?

– Zależy od problemu. Jeśli ma dziecko z zaburzeniami, to często oczekuje pomocy, bo sam nie wie, co ma z tym robić. Inaczej, gdy chodzi o przemoc i prokurator albo prezes wielkiej firmy jest sprawcą. Wtedy ci panowie, a najczęściej są to panowie, przychodzą do nas z całym sztabem prawników. W takiej sytuacji możliwość owocnej współpracy jest ograniczona.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.