Aleksandra Szyłło

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Inwalida I Sztuczna Inteligencja -

Bierzesz kubek z kawą, ale do czasu ponownego odstawienia kubka wyłączasz rękę pilotem, który wygląda jak zegarek.

– Mojej protezie daleko jeszcze do ideału. Nieraz zdarzyło mi się oblać napojem. Mam szczęście, jeśli jest to zimna woda. Wolę nie ryzykować, dlatego dezaktywuję rękę, żeby nie otworzyła się i nie upuściła filiżanki.

Co masz na myśli, mówiąc: „Moja ręka nie ma dziś dobrego dnia”?

– Uczy się ode mnie. Jeśli wyszkolę ją w temperaturze pokojowej, a potem wyjdziemy na mróz albo deszcz, muszę ją trenować od początku. Jest też wrażliwa na obecność innych elektronicznych urządzeń w pobliżu. Często głupieje w ich sąsiedztwie.

Mimo tych niedociągnięć twoja ręka, która działa na zasadzie sztucznej inteligencji, jest hitem na pokazach nowoczesnej technologii w medycynie. Co jeszcze możesz nią robić poza piciem kawy?

– Służy mi głównie do chwytania i przenoszenia różnych rzeczy. Myślę też, że dla wielu osób, które jak ja przeszły amputację, nie do przecenienia jest walor estetyczny. Moja akurat jest czarna, ale i tak przypomina rękę. Ma palce, zgina się w tych samych miejscach co normalnie stawy, wykonuje podobny zakres ruchów. Pacjenci po amputacjach często się obawiają, jak będą odbierani przez innych w pracy, na ulicy, w sytuacjach towarzyskich. Posiadanie takiej protezy bardzo ułatwia psychicznie wyjście z domu.

Nad projektem swojej inteligentnej ręki pracowałeś – i wciąż pracujesz – osobiście. Jak do tego doszło?

– W 2010 r. byłem studentem inżynierii systemów sieciowych na Węgrzech. Pewnego dnia się obudziłem i coś było nie tak, czułem się słabo. Lekarze w szpitalu mieli problemy z postawieniem diagnozy. Skończyło się na tym, ze przez tydzień musiałem pozostać w śpiączce farmakologicznej. Kiedy mnie wybudzono, miałem czarne stopy, czarne ręce, uszy, nos i czerwone wybroczyny na całym ciele. Dowiedziałem się, że to było zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, w wyniku którego doszło do wstrząsu septycznego. Amputowali mi stopy, części prawej dłoni, lewej ręki powyżej stawu łokciowego i nosa. Z nosem szczęśliwie świetnie poradzili sobie chirurdzy plastyczni, jestem naprawdę zadowolony z efektu ich pracy. Co do lewej ręki – w ciągu kolejnych miesięcy dostałem protezę i szybko zrozumiałem, że jest przepaść pomiędzy tym, co powinna mi dawać, a tym, co daje. György Lévay omawia GEAR, kontroler do gier dla osób po amputacjach

To był trudny, depresyjny okres. Uczyłem się na nowo chodzić, szykowałem do powrotu na studia. Zacząłem się zastanawiać, czy z moim wykształceniem nie mógłbym sam sobie pomóc. Sztuczna inteligencja, intuicyjna współpraca człowieka z maszyną – od dziecka mnie to fascynowało. Ukończyłem studia w moim kraju i wystąpiłem o stypendium Fulbrighta. Bądźmy szczerzy, wschodnia i centralna Europa to nie jest najlepsze miejsce na realizację ambitnych i megakosztownych projektów z zakresu nowoczesnej technologii. Dostałem to stypendium i dzięki temu mogłem wyjechać na Uniwersytet Johnsa Hopkinsa w Baltimore, który jest wymarzonym miejscem na takie projekty.

Do dziś pracuję dla Infinite Biomedical Technologies, firmy, która współpracuje z Uniwersytetem Hopkinsa, i to tu tworzymy moją nową rękę.

Jak działa twoja proteza?

– Do mojego ciała przyczepionych jest osiem elektrod, które cały czas przekazują do protezy sygnały z mięśni ramienia, barku i klatki piersiowej. Najważniejsza część, mózg protezy, ma algorytmy analizujące te sygnały i wysyłające komendy ruchu, które mają wykonać palec, łokieć czy nadgarstek. W praktyce wystarczy, że pomyślę: „Chcę podnieść tę koszulę”, i moja proteza powinna to zrobić.

Powinna?

– Jeszcze mnóstwo pracy przed nami. Na razie porównuję ją do pierwszych samolotów. Sto lat temu twórcy aeroplanów byli zachwyceni, że unoszą się w powietrzu kilka sekund. Nie od razu tłumy ludzi podróżowały przez ocean do pracy i na wakacje, prawda?

Czego protezie brakuje?

– Tworząc inteligentną rękę, musisz iść na wiele kompromisów. Z jednej strony chcesz, żeby algorytm był jak najbardziej zaawansowany, z drugiej – musi być na tyle prosty, by działać w czasie rzeczywistym. Nie chcesz czekać pięciu minut, zanim ręka weźmie wreszcie tę stygnącą kawę. Komputer w protezie nie może być też zbyt ciężki i nie chcesz nosić zapasowych baterii po kieszeniach. Ważne jest też pytanie o koszty: jak to zrobić, by w przyszłości inteligentne protezy były dostępne, nie ekstraelitarne?

Dla mnie sporym problemem jest też brak czucia. Moja proteza nie ma zmysłu dotyku. W ciemnym pomieszczeniu nie zmacam telefonu czy włącznika światła.

Wyobrażasz sobie, że kiedyś udoskonalisz ją do tego stopnia, że np. zagrasz w tenisa?

– Już gram w squasha, to akurat nie jest problem. Nie jestem mistrzem, robię to rekreacyjnie. Do squasha mam oddzielną protezę.

Jeszcze bardziej zaawansowaną?

– Odwrotnie. To stosunkowo proste urządzenie pozbawione sztucznej inteligencji. Mechanicznie powiązane z barkiem i klatką piersiową. Pozwala mi trzymać rakietę, którą poruszam, wykonując odpowiednie ruchy klatką i całym ciałem.

Masz inne?

– Jeszcze oddzielną do prowadzenia samochodu i kolejną specjalnie do jedzenia. Utrzymuje widelec, łyżkę, te rzeczy. Tych trzech ostatnich nie ma jednak co porównywać z inteligentną ręką. To mechaniczne urządzenia, z natury mają ograniczoną funkcję.

Cena też różna?

– To jakby chcieć porównać rower do najnowszego modelu BMW.

To ile kosztuje twoja beemka?

– Nie ma jednej ceny. Inteligentna proteza szykowana jest na zamówienie konkretnego klienta. Wiele zależy od tego, w którym miejscu była amputacja, a także od indywidualnych potrzeb czy upodobań pacjenta. Dziś ceny zaczynają się od dwudziestu kilku tysięcy euro, ale dany egzemplarz może kosztować nawet dziesięć razy więcej. Może np. zawiązywać buty. Mówiłeś, że pierwszego dnia twoja ręka uczyła się ciebie pół godziny.

– Dla przeciętnego pacjenta to może być kilka dni lub tygodni. Weź pod uwagę, że cały czas siedzę w tej technologii, startowałem z innej pozycji.

Czy inteligentna proteza pomaga zwalczać bóle fantomowe – bóle – Przed chorobą dużo grałem i później to rzeczywiście był dla mnie problem. Nad tym projektem pracowali razem ze mną dwaj koledzy ze studiów: Adam Li i Nate Tran. GEAR to taka para sandałów, które działają jak joysticki. Możesz naciskać piętą, przednią (lewą albo prawą) częścią stopy lub całą stopą. Na dwie stopy to daje wystarczająco dużo kombinacji, bym mógł np. grać w moją ulubioną „Mirror’s Edge”. Urządzenie opracowywaliśmy tak, by było jak najbardziej intuicyjne. Na przykład jeśli chcesz się w grze cofnąć, dociskasz piętę.

GEAR jest w sprzedaży?

– Jeszcze nie. Tak bardzo wciągnąłem się w pracę nad protezami, że wszystko inne zeszło na dalszy plan. Chciałbym znaleźć inwestora dla GEAR. Myślę, że to urządzenie ma potencjał nie tylko dla osób niepełnosprawnych, mogłoby otwierać nowe możliwości. Mam jedno dziwne pytanie dotyczące twojej inteligentnej ręki. Boję się, że mnie wyśmiejesz.

– Dawaj!

Jak ci się śni, że coś łapiesz albo czegoś dotykasz, to ręka się rusza?

– Ha, ha! Zdejmuję ją do snu. Zdejmuję ją, jak tylko wchodzę do domu. Mimo całego postępu protezy wciąż nie są tak bardzo wygodne. Większość znanych mi osób po amputacjach górnych kończyn po domu chodzi bez nich. Zwłaszcza że, wiesz... my teraz mamy w domu pięciomiesięczne dzieciątko.

Dziecka nie nosisz przy użyciu swojej beemki?

– No skąd?! Z niemowlakiem najlepszy kontakt to skóra. Beemka zostaje przy drzwiach.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.